echo ''; ?>

|
|
|
|||
|
wywiady |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Redakcja Gim21: Co sprawiło, że zainteresował się Pan pracą w Policji? asp. Sławomir Konieczny: W mojej sytuacji był to przypadek. Po ukończeniu szkoły średniej poszukiwałem swojej drogi życiowej. Pojawiła się możliwość, by związać się z Policją. Z początku nie byłem przekonany co do tego zawodu. Jak każdy młody człowiek obawiałem się nieco rygorów tej specyficznej profesji. Każdy kolejny dzień utwierdzał mnie jednak w przekonaniu, że dokonałem właściwego wyboru. Przez pierwsze lata pełniłem służbę w ruchu drogowym. Następnie, zdobywając kolejne doświadczenia, rozpocząłem pracę w wydziale dochodzeniowo-śledczym.
Od roku 2004 specyfika mojej pracy zmieniła się. Dalej byłem policjantem, ale bardziej związałem się z mediami - zostałem Rzecznikiem Komendy Miejskiej Policji. Pierwsze miesiące pozwoliły mi sprawdzić się na nowym stanowisku. Było to dla mnie trudne wyzwanie, jednak zajęcie to dawała mi wiele satysfakcji. Kilka kolejnych lat spędzonych na tym wymagającym stanowisku zaowocowało awansem i od tego roku powierzono mi funkcję Rzecznika Prasowego Komendanta Wojewódzkiego Policji. Red.: Czym zachęciłby Pan młodzież do wykonywania zawodu policjanta? S.K.: Na pewno nie jest to łatwy zawód. Także nie jest to praca dla wszystkich. Są osoby, które nie wyobrażają sobie służyć w Policji. Bo tak naprawdę praca w Policji to służba. Jest to wykonywanie obowiązków o różnych porach dnia i nocy. Często koliduje to z naszym życiem prywatnym, co ukazywane jest także na filmach. Niekiedy musimy oddać się tej pracy bez reszty. Jednak ja nie żałuję ani chwili spędzonej w tym miejscu, gdyż wykonuję wyjątkowy i niecodzienny zawód, który wiąże się z zaufaniem społecznym i daje wiele satysfakcji. Jest dla mnie również ważne to, że jest to praca stała i przez 14 lat nie musiałem martwić się, co będzie jutro. To rzecz niezwykle istotna, kiedy trzeba utrzymać rodzinę. Początkujący policjant zarabia około 2 tys. złotych. Kolejne lata służby wiążą się jednak z systematycznym wzrostem zarobków. Można też liczyć na darmowe szkolenia, szkołę oficerską, studia podyplomowe, które gwarantują wyższe stanowisko. Przeczytaj tutaj cały wywiad z aspirantem Sławomirem Koniecznym... Wywiad i zdjęcia: Marta Wroniak
Nasza absolwentka z 2005 trenuje tenisa stołowego i prezentuje najwyższy krajowy poziom. Agnieszka jest zawodniczką pierwszoligowego zespołu klubu GKS "Gorzovia", czołową zawodniczką województwa lubuskiego oraz członkinią kadry Narodowej Młodzieżowców. Przez ostatnie dwa tygodnie odbywała w naszej szkole praktyki akademickie, obowiązkowe na studiach. Korzystając z okazji, zapytaliśmy Agnieszkę o jej karierę i wspomnienia z lat edukacji w podstawówce i gimnazjum. Redakcja Gim21: Jesteś świetną tenisistką, a Twoja kariera zaczęła się podobno właśnie w murach naszej szkoły. Jak to było dokładnie? Agnieszka Maluszczak: Od zawsze moim marzeniem było grać w tenisa...ziemnego, ale w tamtych czasach był to bardzo kosztowny sport. Nadarzyła się jednak okazja do trenowania innego tenisa. W szkole powstała sekcja tenisa stołowego prowadzona przez p. Romana Wączka. Najpierw zapisał się na treningi mój brat i jak to w rodzinie bywa pociągnął mnie za sobą. Początki miałam obiecujące i tak mnie to wciągnęło, że pozostało do dziś. Red.: Sport profesjonalny wymaga dużego zaangażowania. Czy zdarzyło Ci się zaniedbywać szkolne obowiązki przez trenowanie? A.M.: Pedagodzy byli bardzo przychylni mojemu zaangażowaniu w treningi. Dodatkowo, wychowawczyni i trener walczyli o mnie jak lwy. Owszem, gdyby nie tenis moje wyniki w nauce byłyby zapewne lepsze, ale nie żałuję, bo sport nauczył mnie i wciąż uczy dyscypliny oraz organizacji. Red.: Czy w szkole zdarzyło się coś, co szczególnie utkwiło Ci w pamięci, coś czego nigdy nie zapomnisz? A.M.: Było wiele zdarzeń, które można byłoby tu wymieniać, jednak najczęściej wracam myślami do szkolnych przyjaciół i nasze wspólne chwile. Red.: Czy miałaś nauczyciela, którego zapamiętałaś lepiej niż innych?
Red.: Zuważyłaś jakieś zmiany w szkole od czasu jej ukończenia? A.M.: Jak na sportowca przystało od razu moja uwagę przykuł nowy, piękny kompleks boisk sportowych. Oprócz tego zbyt wiele się chyba nie zmieniło, ale muszę przyznać, że nie mam zbytnio czasu żeby się porządnie rozejrzeć. Red.: Czy utrzymujesz kontakt ze znajomymi ze szkoły? A.M.: Z nielicznymi osobami tak. Próbujemy organizować spotkania z całą klasą, ale fakt, że wiele osób studiuje poza Gorzowem, bardzo nam to utrudnia. Red.: Wiele osób uważa, że tenis to nie sport, że to tylko zabawa, że treningi nie męczą, że każdy może się tego bez problemu nauczyć. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat A.M.: Przyjdźcie na trening i spróbujcie! (śmiech) Tak bez żartów to treningi są bardzo męczące, każdy musi dodatkowo utrzymywać kondycję na wysokim poziomie. Sama gra natomiast wymaga szybkiego refleksu i zdolności podejmowania decyzji w ułamkach sekund, jako że tenis jest jedną z najszybszych, jeśli nie najszybszym sportem. Wymaga on stałego podnoszenia i doskonalenia własnych umiejętności, co wiąże się z koniecznością codziennego trenowania. Profesjonalne zaangażowanie w tenisie stołowym wymaga wielu poświęceń. Na przykład wakacje tenisisty trwają tylko miesiąc, czasem nawet mniej, ponieważ w sezonie, który zaczyna się już we wrześniu trzeba "być w grze" , więc treningi zaczynają się z początkiem sierpnia. Jednak nawet w lipcu wielu zawodników wyjeżdża na obozy kondycyjne i treningowe. Jak widać nie jest to taka łatwa dyscyplina i a aby coś osiągnąć trzeba naprawdę ciężko pracować. Red.: Dziękuje i życzę dalszych sukcesów. A.M.: Ja również dziękuję. Wywiad i zdjęcia: Ola Leśnicka
Ola Mazurek: Judo trenuję już od ponad dwóch lat. Red.: Kto Cię namówił do tego sportu? O.M.: No jak to kto? Oczywiście Pan Zieliński:) Red.: Czy wiążesz z tym sportem swoją przyszłość? O.M.: Nie zastanawiałam się jeszcze nad tym. Red.: Czy judo jest trudne do trenowania? O.M.: Nie jest to sport jakoś specjalnie trudny, ale powiem, że trzeba mieć trochę umiejętości, aby go uprawiać. Wszystkich tych umiejętności jesteś w stanie wyuczyć się na treningu. Red.: Jakie wyniki dotychczas osiągnęłaś? O.M.: Na razie trenuję tylko dwa lata więc nie jest ich dużo. Dotychczas zajęłam I miejsce na makroregionalnnych zawodach młodziczek, IX miejsce na Pucharze Polski juniorek młodszych, II miejsce na maratonie Jigoro Kano. To jest tylko niewielka części moich osiągnęć. Red.: Poleciłabyś ten sport innym? O.M.: Zdecydowanie tak. Red.: Jak sądzisz, byłabyś w stanie obronić się przed napastnikiem gdyby Cię zaatakował? O.M.: Przed napastnikiem? Wątpie. Prędzej bym uciekła niż zaczęła się bronić i używać chwytów judo. Ale jakby trzeba było może dałabym radę. Nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji więc nie jestem w stanie powiedzieć. Red.: Czy posiadasz też inne zainteresowania oprócz judo? O.M.: Tak, lubię grać w siatkówkę, a także w piłkę nożną. Są to również bardzo interesujące dyscypliny sportu. Red.: Czy według Ciebie, w tym sporcie przeważają chłopcy, czy dziewczyny? O.M.: W tej grupie wiekowej, co ja trenuję są tylko dwie dziewczyny. Reszta to sami chłopcy. W młodszej grupie wiekowej dziewczyn jest coraz więcej. Red.: Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu i życzę powodzenia w dalszych walkach na macie. O.M.: Ja również bardzo dziękuję. Przygotowała: Ola Patan
Dyrektor szkoły spotkała się z wieloma osobami, które starały się objąć tę posadę, ale wysokie wymagania dotyczące znajomości prawa oświatowego, programów kadrowych, obsługi komputera, języków obcych, umiejętności kontaktów z młodzieżą i pracy w stresie, a także cechy dobrej organizacji pracy oraz doświadczenie w zawodzie, nie pozwoliły przyjąć nikogo kto nie posiadał wymienionych cech. Tym bardziej cieszymy się z faktu podjęcia pracy w naszym sekretariacie przez panią Iwonę, która już dała się poznać jako osoba sympatyczna, kontaktowa, pracowita i zawsze uprzejma dla uczniów i nauczycieli. Wywiad i zdjęcia: Maciej Niklas
Pojawili się m.in. członek kadry narodowej w pływaniu Paweł Korzeniowski, trener kadry Polski Paweł Słonimski. Na zawodach był również obecny redaktor strony internetowej naszego Gimnazjum, Maciej Niklas, który jako jedyny spośród szkolnych dziennikarzy uzyskał akredytację i otrzymał pozwolenie organizatorów na przeprowadzenie wywiadów z mistrzami pływania, trenerami i lekarzem zawodów. Poniżej publikujemy w formie głosowej wywiady z Mirellą Olczak, zawodniczką Gorzowskiego Klubu Pływackiego MKP Słowianka oraz trenerami, Krzysztofem Sieroniem i Pawłem Słonimskim. Prezentujemy także rozmowę z panem Antonim Zygmundem, lekarzem zawodów. Rozmowę Maćka z Pawłem Korzeniowskim można wysłuchać oglądając zdjęcia z Mistrzostw.
Chcieliśmy serdecznie podziękować CSR "Słowianka" za pomoc i życzliwość w trakcie pracy dziennikarskiej podczas zawodów. Relacja i wywiady: Maciej Niklas
Gimnazjum nr 21 to szkoła pełna talentów często znanych w mieście, w Polsce lub na świecie. Ich ponadprzeciętne umiejętności ujawniają się m.in. w obszarach muzyki, sportu, tańca, nauk ścisłych, malarstwa, śpiewu czy też w sferze praktycznego hobby. Dzisiaj odkrywamy kolejnego ucznia, Maćka Niklasa, groomera, z którym przeprowadziliśmy rozmowę. Redakcja Gim21.: Masz 15 lat. Wykonujesz już czynności charakterystyczne dla dorosłych. Czy nazwał byś siebie utalentowaną osobą? Maciek Niklas: Nie wiem czy można nazwać to talentem ale zajmuję się profesjonalnym przygotowaniem groomerskim oraz wystawianiem sznaucerów i foksterierów podczas wystaw. Red.: Co oznacza słowo groomer? M.N.: Groomer - inaczej fryzjer dla zwierząt. Określenie to najczęściej używane jest w stosunku do psich i kocich fryzjerów. Gromerzy nie tylko przycinają sierść psów i kotów różnych ras, zajmują się często trymowaniem,
Red.: Jakie były początki Twoich zainteresowań? M.N.: Kupiłem psa z rodowodem i to z nim zacząłem jeździć na wystawy i pielęgnować jego wygląd. Za namową kilku znajomych hodowców zdecydowałem się rozpocząć naukę w tym kierunku. Red.: Jak rozwijasz swoje zainteresowania, a może już talent? M.N.: Poprzez udział na szkoleniach groomerskich i handlerskich oraz obecność na wystawach i rozmowach z hodowcami. Red.: Czy masz już jakieś osiągnięcia hodowlane? M.N.: Moje największe osiągnięcia to miedzy innymi pierwsze miejsca na zagranicznych zawodach groomerskich oraz wyróżnienie wśród 374 uczestników na konkursie w Belgii. Z osiągnięć wystawowych psów rasowych to 2 miejsce podczas wystawy CRUFTS 2008 (jest to największa na świecie wystawa psów rasowych odnotowana w Księdze rekordów Guinessa), oraz 1 miejce na wystawie w Sztokholmie jak i wiele wygranych na wystawach krajowych i międzynarodowych Red.: Na jakich wystawach gościłeś w tym roku? M.N.: Dwukrotnie w sierpniu byłem w Bratysławie oraz na wystawie światowej w październiku, zwiedziłem także kilka wystaw rangi międzynarodowej na terenie Polski, Niemiec, Rosji, Czech, Luxemburga, Holandii, Szwajcarii, Słowacji i Węgier. Red.: Jaka atmosfera panuje w Twoim środowisku? M.N.: Wiadomo nie od dziś że czym jesteś lepszy i masz więcej do zaoferowanie, tym więcej wymaga się od ciebie. Wzrasta niestety zazdrość i konkurencja, która zamiast godnie ze mną rywalizować, postępuje nieetycznie widząc zagrożenie dla siebie Red.: Ile wydajesz na psie kosmetyki? M.N.: To zależy. Czasami uda mi się zrobić zakupy zbiorowe ze znajomymi (np. w USA) i będzie to mniejszy wydatek, ale i tak nie są to małe pieniądze, Konkretnej kwoty nie zdradzę, ale na pewno więcej niż na siebie (śmiech). Red.: Czy trudno jest zdobywać wiedzę w tej branży? M.N.: Poniekąd tak, trzeba mieć w sobie dużo spokoju i wiele chęci do nauki i pracy. Przydają się także znajomości z resztą jak wszędzie. Red.: Czy planujesz w dalszym ciągu rozwijać swój talent groomerski? M.N.: Tak. Mam zamiar zostać profesjonalnym europejskim hodowcą i być może weterynarzem. Red.: Ile sam posiadasz psów? M.N.: Mam 2 sznaucery miniaturowe, sznaucera średniego oraz 1 foksteriera szorstkowłosego. Red.: Czy dużo kosztuje Twoje hobby? M.N.: Samo utrzymanie psów kosztuje około 300-400 złotych miesięcznie + koszty wystaw, które wahają się od 100 zł. za zgłoszenie jednego psa na wystawie krajowej do około 100 euro za wystawę rangi europejskiej. Wiele kosztuje utrzymanie sierści psa oraz noclegi i transport na wystawy zagraniczne. Wszystko zależy gdzie i na ile czasu chcemy jechać. Staram się także uczestniczyć w różnych kursach, a te też nie są tanie i dlatego nie mogę być na nich wszystkich. Ale najlepszym kursem jest nauka przez praktykę. Red.: Czy jest wiele osób w Twoim wieku które maja takie zajęcie? M.N.: Mam kilku znajomych handlerów (osoby wystawiające psy) w wieku podobnym do mojego. Nie spotkałem jednak jeszcze tak młodego groomera. Red.: Dziękujemy za wywiad i życzymy dalszych sukcesów w tej dziedzinie. M.N.: Dziękuję, na pewno się przydadzą. Rozmowę przeprowadził: Łukasz Mazur
Został nim uczeń klasy II a, Maciek Niklas, z którym przeprowadziliśmy wywiad ukazujący jego cechy charakteru, zamierzenia na przszłość i plany zmian w szkolnej rzeczywistości. Redakcja Gim21.: Cześć! Gratuluję Ci objęcia funkcji Przewodniczącego Samorządu Szkolnego. Czy jesteś zaskoczony wynikami głosowania? Maciek Niklas: Dziękuje, nie jestem zaskoczony, aczkolwiek konkurencja była bardzo silna, dlatego jestem bardzo zadowolony z mojego zwycięstwa. Red.: Zdziwiłeś się tak dużą liczbą głosów? M.N.: Poniekąd tak, lecz miałem przeczucie, że uczniowie będą wiedzieli, aby głosować na osobę mającą pomysł na dobrą i przyjazną szkołę. Red.: Jakie masz plany, co do pełnienia swojej nowej, odpowiedzialnej funkcji? M.N.: Na pewno postaram się uatrakcyjnić życie w naszej szkole, aby każdy dzień przynosił nowe, niezapomniane wrażenia. Na pewno będę chciał wprowadzić nowe imprezy okolicznościowe oraz wzbogacić nagrody. Red.: Najbardziej intrygujące dla nas w Twoim planie wyborczym był zakup z własnej kieszeni nagrody dla jednego z uczniów naszej szkoły. Czy masz zamiar dotrzymać słowa? Muszę przyznać, że było to wyjątkowa deklaracja. M.N.: Oczywiście, że tak. Mam zamiar dotrzymywać przyrzeczeń. Red.: Podczas kampanii mówiłeś także o "Nocy Filmowej". Czy odbędą się takie seanse? Co na to dyrekcja szkoły? M.N.: Po wybraniu mnie na przewodniczącego Samorządu Uczniowskiego, nie rozmawiałem na ten temat z dyrekcją. Myślę, że jeśli przedstawimy sensowne argumenty Pani Dyrektor może wyrazić na to zgodę. Red.: Wiele osób kandydujących do SU obiecywało ławki w holu gimnazjum, czy Ty też masz zamiar coś z tym zrobić? M.N.: Absolutnie tak. Prowadzone są rozmowy z Panem Henrykiem (konserwator). Jeśli zwrócimy się z oficjalną prośbą do dyrekcji to myślę, że pomysł udostępnienia ławek zostanie pozytywnie rozpatrzony i wprowadzony w życie. Red.: Ostatnio rozdawałeś w holu szkoły pączki. Możesz wytłumaczyć co oznaczał ten gest? M.N.: Pączki były spełnieniem obietnicy przedwyborczej dla mojej klasy, oraz dla nauczycieli, którzy wspierali mnie w trudnych chwilach podczas kampanii wyborczej. Red.: Interesuje nas także "otwarta dyskoteka". Kiedy miałaby się odbyć? Jaki jest stosunek dyrekcji do tego zamierzenia? M.N.: Tak jak powiedziałem na początku wywiadu nie rozmawiałem z dyrekcją po wybraniu mnie na Przewodniczącego SU, lecz mam zamiar spotkać z włądzami szkoły w najbliższym czasie. Red.: Czy w przyszłym roku też masz zamiar kandydować do SU? M.N.: Oczywiście, że tak. Uważam, iż jest to bardzo prestiżowe stanowisko. Red.: Masz jeszcze jakieś plany, co do szkoły, Twojej działalności w Samorządzie Uczniowskim? Może jakieś nowe pomysły nie przedstawione nam w kampanii wyborczej? M.N.: Oczywiście, że tak. Choć najbardziej zależy mi teraz na dotrzymaniu starych obietnic, które już złożyłem. Mam nadzieję, że moi wyborcy będą zadowoleni z mojej pracy na rzecz szkoły. Red.: W tak wiele rzeczy się włączasz, kiedy znajdujesz na to czas? M.N.: Są osoby, które nie robią nic dla szkoły, stojąc z boku i tylko wymagają. Staram się, jak zresztą zdążyliście zauważyć, nie być obojętnym na wszystko co nas dotyczy w szkole. Red.: Dziękujemy za rozmowę i życzymy owocnej pracy w nowej roli. M.N.: Ja również dziękuje, mam nadzieje na dalszą współpracę ze szkolną redakcją strony internetowej Gimnazjum. Wywiad przeprowadziła: Aleksandra Patan
Pan Adam Musiałowski Dzień Dobry. Red.: Jest Pan nauczycielem, który wielokrotnie przygotowywał już występy artystyczne naszej szkoły. Czym różniły się te przygotowania od poprzednich? A.M.: Z jednej strony niczym, ponieważ zawsze w miare możliwości uczniów, staram się wszystko doprowadzić do perfekcji. Składa się na to: dobry scenariusz i dużo pracy skupiającej się na każdym detalu. Z drugiej strony natomiast różnica była ogromna, o czym świadczy ranga imprezy. To było przecież 20 - lecie szkoły, czyli wielkie święto, a w związku z tym wielu zaproszonych gości, którzy jak nas widzą tak o nas mówią, a ja uwielbiam ten stan kiedy nasza szkoła ma "to coś", czego inne mogą nam tylko pozazdrościć. Po trzecie wreszcie, bo czas najwyższy to powiedzieć i czynię to z wielką przyjemnością, przedstawienie artystyczne pt. "20 urodziny" to dzieło moje i Pani Magdy Jankowskiej albo Pani Magdy Jankowskiej i moje - jak kto woli. To niewiarygodne, ale w "naszym duecie" nie ma lidera. Żadne z nas nie jest w stanie określić, kto wniósł większy wkład pracy, po prostu pracowaliśmy "ręka w rękę". Razem układaliśmy poszczególne sceny, pojedyncze zdania, weryfikując nawet pojedyncze słowa mając na względzie osiągnięcie zamierzonych efektów. Można powiedzieć, że "nadajemy na tych samych falach" i obojgu nam zależy na osiągnięciu maksymalnego, perfekcyjnego poziomu, a w efekcie końcowym niezapomnianych wrażeń artystycznych. U nas nie ma, że "jakoś to będzie" - wszystko musi być zapięte na ostatni guzik. Red.: Jak długo trwały przygotowania, próby do występu? Jak bardzo zaangażowana była młodzież? A.M.: "Pierwszy dzwonek", że czas zacząć pojawił się pod koniec lutego, ale jeszcze wiele dni panowała pustka. Całej efektywnej pracy było około 4 tygodnie. Oczywiście im bliżej występu praca była bardziej intensywna, ale po raz pierwszy chyba nic nie robiliśmy w ostatniej chwili. Można nawet powiedzieć, że za wyjątkiem pozyskania drobnych rekwizytów wszystko zostało ukończone z tygodniowym wyprzedzeniem. Do prób wykorzystywaliśmy całą przestrzeń świetlicy, bo nasza scena do tego była oczywiście za mała. Z aktorów jestem bardzo zadowolony. Błyskawicznie chwytali o co nam chodzi, szybko wyuczyli się swoich ról. Jeden był tylko czynnik negatywny, który wprowadzał momentami nerwową atmosferę. Niestety rzadko kiedy w czasie prób byliśmy razem, ale był to okres sprawdzianów, prac klasowych, różnych zaliczeń i trudno się dziwić uczniom, że zależało im na dobrych ocenach. Nie wpłynęło to na efekt końcowy, bo jak wspomniałem tydzień przed występem byliśmy już gotowi. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim nauczycielom, którzy byli wyrozumiali dla przedsięwzięcia i "szli na rękę" naszym szkolnym artystom. Red.: W jaki sposób powstała cała koncepcja artystycznej części? A.M.: Około 3 lata temu po sukcesach w kabaretonie i "Okeya" w przeglądach zespołów wokalnych, wraz z Panią Magdaleną Jankowską wpadliśmy na pomysł, aby połączyć siły i stworzyć coś na miarę naszych marzeń. Marzył nam się jakiś wodewil (lekki muzyczny utwór sceniczny o cechach farsy, ze śpiewami, tańcami i pantomimą - przyp. Redakcja), musical czyli forma,która łączyła, by w sobie grę aktorów, chwytające za serca piosenki i ciekawe "cieszące oko" układy taneczne. Wszystko oczywiście w jakiejś ciekawej fabule, ale jakoś brakowało chęci, czasu,czy motywacji - trudno powiedzieć. Sprawę rozwiązał rok 2009 i 20 - lecie naszej szkoły. Nastąpił ten moment, aby wziąć się do pracy. Niestety szybko uświadomiliśmy sobie, że okoliczność wielka, ale 20 - lecie szkoły jako temat do scenariusza nie jest prostą sprawą. 20 lat szkoły to przecież 20 lat historii, więc o czym to ma być, co tu pokazać i czego się zaczepić? Aż pewnego razu pani Jankowska powiedziała, że 20 lat szkoły to przecież 20 urodziny, więc pokażmy urodzinowe przyjęcie szkoły. Wiadomo już w tym momencie było, że na przyjęciu nie może zabraknąć jubilatki - Szkoły. Można było zaczynać. Gdzieś w drodze do pracy wymyśliłem pierwszą scenę, która w czasie obecnym przypominała jak to było przed otwarciem szkoły; sprzątanie, układanie, noszenie itd. Szybko jednak przeszliśmy do teraźniejszości i wszyscy zasiedli do stołu. Pani dyrektor(w tej roli Paulina Kierod) na początku ostra, stanowcza szybko łagodnieje i oddaje się świąteczno - urodzinowej atmosferze. Nie pozostaje być jednak czujna, przejmująca się wszystkim i bardzo opiekuńcza względem ułożonej, taktownej, lekko infantylnej o nieskazitelnej powierzchowności Szkoły (Gabrysia Turczyńska). Aby połączyć poszczególne sceny i zachować poprawność scenariusza według przyjętych reguł należało zawiązać konflikt, który miałby rozwiązanie w finale. Do tego celu wprowadziliśmy trójkę uczniów (Michał Banach, Cezary Głowacki, Krzysiek Gajewski), którzy stanowili delegację z życzeniami dla Szkoły. Niestety życzenia te zostały przez nich zgubione i odszukiwane były niemalże przez całe przedstawienie, aż do szczęśliwego finału. Nieprzypadkowo w następnej scenie wprowadziliśmy postać Pana Romana Wączka. Romek (Daniel Olek) w dresie, bo ciągle zapracowany na treningach, jest symbolem sukcesów jakie szkoła odnosi w sporcie o czym mówią słowa śpiewanej przez niego piosenki. W tym momencie "Romek" jest symbolem sukcesów wszystkich nauczycieli. Romek oczywiście pomimo treningu, pozostaje przy urodzinowym stole i bawi swoją osobą do końca. Przez cały czas trwania przedstawienia na urodzinowym przyjęciu, gościli i bawili nas śmiesznymi dialogami Adrian Rytwiński i Maciej Niklas. W tym momencie wiedzieliśmy, że układamy fajną komedie i trzeba było to utrzymać do końca. I nagle pojawia się problem - jak wprowadzić element patrona szkoły(Orlęta Lwowskie), które z komedią nie mają nic wspólnego, a wręcz przeciwnie. Jak zamanipulować widzem, aby w trzech minutach zmienić jego nastrój z rozbawienia w zadume i wrócić do poprzedniego. Dowód osobisty Szkoły wydany przez Orlęta Lwowskie rozwiązał ten problem. Dowód dostarczył skrajnie wyczerpany listonosz, ale mający na tyle sił, aby wspaniale odegrać swoją rolę Tomek Wołejsza. Nastrojona do perfekcji, przygotowana przez panią Jankowską piosenka o pięknej linii melodycznej, kazała na chwilę powstrzymać radosny nastrój. Na szczególną uwagę zasługuje tu znakomite wykonanie tej piosenki przez śpiewające aktorki Asię Kaźmierczak, Basię Kaźmierczak i Marysię Nawrocką. Z tej chwili zadumy wytrącił wszystkich tort urodzinowy niesiony przez kucharza. Aby wykorzystać talent chłopaków z klasy 2 d i przygotowany przez nich samych układ choreograficzny Michaela Jacksona musieliśmy znaleźć powód, aby mogli oni zaistnieć na scenie i tym powodem było realne jak się okazało marzenie Szkoły. W rolę Michaela Jacksona wcielił się Karol Truszczyński, a jego współtancerzami byli Patryk Gorzkiewicz, Konrad Światkowski i drugą swoją rolę odegrał również Tomek Wołejsza. Przed szczęśliwym finałem Szkołę spotkały niestety dwa rozczarowania. Michael Jackson odjechał, a życzenia urodzinowe ciągle nie mogły się odnaleźć. Sytuację załagodziła troskliwa pani Dyrektor zapraszając wszystkich do torta. Wszyscy biesiadnicy wybierali sobie co smaczniejszy kąsek, ale szczególnym powodzeniem cieszyła się jego ozdoba w postaci marcepanowej figurki o którą toczył się spór w taktach muzyki ze znanego serialu "Benny Hill". Bardzo zabawny, choreograficznie przemyślany spór o figurkę, doprowadził do jej rozerwania i okazało się, że życzenia były w jej wnętrzu. I w tym momencie doprowadziliśmy przedstawienie do szczęśliwego końca, ale same życzenia zostały złożone Szkole w ostatniej części piosenki finałowej, która przepięknie zaśpiewały wokalistki, ale oprócz tego wiele wrażeń artystycznych przesłali nam wszyscy aktorzy wykonując perfekcyjnie przygotowany układ taneczny,szczególne zasługi mają w tym dziewczyny i formacja taneczna (Kasia Kacprzak, Agata Napiórkowska, Sandra Pawko, Asia Jaworska, Patryk Gorzkiewicz, Karol Truszczyński, Konrad Światkowski). Tym sposobem udało mi się z panią Jankowską wspólnie osiągnąć niespodziewaną na początku idee przedstawienia. Nie pokazaliśmy historii szkoły, tego co było, ale za to pokazaliśmy jej prawdziwe oblicze, jej charakter i osobowość, a co najważniejsze odrębność. Gratuluję pani Jankowskiej, gratuluję wszystkim wykonawcom i dziękuje za ostatnie wyjście do ukłonu, które było pomysłem samych występujących, a nie sugestią reżyserów. No cóż, ale jak się temu dziwić jak od części publiczności, dostaje się brawa na stojąco. Red.: Z perspektywy czasu, co by Pan zmienił w przygotowaniach? Co według Pani powinno być jeszcze zrobione? A.M.: Na początku w trakcie realizacji scenariusza, nie wpadliśmy na pomysł, aby umieścić jakże znaczącą postać w naszej szkole w osobie pana Krzysia i pana Henia, bo to przecież oni kreują od wielu lat powierzchowność tej szkoły, za to, że się tak stało, w imieniu swoim i pani Magdy serdecznie przepraszam. Red.: 20 - lecie było największym wydarzeniem w naszej szkole. Jak oceni Pan efekt przygotowań - występ artystyczny w trakcie jubileuszu? A.M.: O sam występ się nie bałem, wiedziałem, że wszyscy zagrają na maksa, ale bałem się tego co nie było przećwiczone tzn. kontakt z mikrofonami, aby wszystkie były włączone, aby któryś mikrofon nie upadł, nie rozłączył się, nie zapiszczał. W programie było dużo ruchu, a tych mikrofonów w sumie było aż 10 i w każdej chwili mogło się coś stać, ale na szczęście się nie stało. Red.: Pana refleksje po 20 - leciu. A.M.: Uważam,że odnieśliśmy wspólny sukces. Wszyscy nauczyciele, którzy pracowali na rzecz obchodów 20 - lecia, wypełnili swoje zadania w sposób godny podziwu. Niemałą rolę odegrali również pracownicy administracji i obsługi. Uważam, że podnieśliśmy innym szkołom poprzeczkę bardzo wysoko. Jednakże nie możemy zapominać, że tą poprzeczkę podnieśliśmy również samemu sobie. Red.: Dziękuje bardzo. A.M.: Również dziękuje.Życzę miłych wakacji. Rozmawiał: Maciej Musiałowski
Redakcja Gim 21: Cześć Tomku! Serdecznie gratuluję Ci osiągnięcia aż tylu tytułów w konkursach oraz ukończenia tak dobrego liceum. Tomek Dworczanin: Witam Cię i oczywiście dziękuję! Red.: Chciałabym na początku porozmawiać o Twoich planach na przyszłość. T.D.: Idę oczywiście na studia - konkretnie prawo. Po pewnym czasie, gdy poczuję już tę atmosferę studiów może wybiorę drugi kierunek - stosunki międzynarodowe. Po studiach chciałbym zostać politykiem. Może któregoś dnia będę kandydował na prezydenta? Red.: Gorąco Ci tego życzę. Wszyscy bylibyśmy z Ciebie dumni. Gdy już przeszliśmy na temat polityczny, muszę Cię zapytać o to, na kogo głosowałeś w ten weekend w wyborach? T.D.: W wyborach do europarlamentu głosowałem na mojego imiennika - Tomasza Hałasa. Wybrałem go, ponieważ to człowiek z Gorzowa, będzie reprezentował nasze interesy. Zarazem jest młody więc ma czas by zaistnieć w polityce, nie wspominając o jego kompetencjach językowych. Red.: Jakie widzisz różnice między gimnazjum a liceum? T.D.: Gimnazjum jest przedłużeniem podstawówki. Natomiast liceum to taki przedsionek przed studiami. Przykładem jest nawet taka prozaiczna kwestia zwracania się do nauczyciela - niektórzy chcą, aby zwracać się do nich per "pan", "pani". Inni zaś wymagają od nas, abyśmy wyrażali się per "pani prefesor", czy "panie magistrze". To wszystko po to, byśmy poczuli atmosferę i powagę nadchodzących studiów. Jednakże po tych trzech latach spędzonych na "puszkinie" polecam tę szkołę. Red.: Jaka była atmosfera, gdy chodziłeś do naszej szkoły? T.D.: Atmosfera? Nigdy nie było idealnie, ale dobrze wspominam ten okres. Każdy mógł znaleźć w szkole miejsce dla siebie. Nie sposób zapomnieć o naszych nauczycielach. Pani Tyrakowska byłą moją wychowawczynią. W ciągu trwania gimnazjum i w tej roli spełniła się świetnie - można było do niej przyjść z problemami i porozmawiać. Zorganizowała również dwa niezapomniane wypady. Wspominam również dobrze pana Marcinkiewicza. Jego lekcje WOS-u były najoryginalniejszymi zajęciami na jakie uczęszczałem. Nie zabrakło tam ciekawych dyskusji, jak i wspólnego śpiewania:). Osobą o której muszę jeszcze wspomieć jest p. Małgorzata Gonciarska - Kołtun - uczyła mnie przez 6 lat języka polskiego. Była nauczycialka dość surową, ale właśnie z jej lekcji wyniosłem najwięcej wiedzy. Red.: Jakie niedociągnięcia spostrzegłeś w naszej szkole? T.D.: Niedociągnięcia wynikały ze strony orgniazacyjnej. W gimnazjum i podstawówce panował ogólny chaos. Codziennym problemem był tłum przed sklepikiem, w liceum było już to wszystko bardziej uporządkowane - przed kawiarenką stała kulturalna kolejka:). Red.: Jacy ludzie otaczali Cię w gimnazjum? T.D.: Było to towarzystwo zawsze bardzo zróżnicowane. Wiele znajomości nawiązanych w gimnazjum, czy nawet podstawówce przetrwały do dzisiaj. Z częscią chodziłem nawet do tego samego liceum. Red.: W tym roku mamy 20-lecie naszej szkoły. Może podzielisz się z nami refleksjami na temat tej rocznicy? T.D.: Mam nadzieję, że za 20 lat będziemy również obchodzić kolejną rocznicę, gdyż ta szkoła dobrze uczy i przygotowuje do życia. Jednym słowem - wychowuje. Jestem już starszy niż w gimnazjum, ale im człowiek starszy, tym zaczyna inaczej pojmować świat. Red.: Mądre słowa. Tymczasem życzę Ci spełnienia marzeń i dalszych sukcesów. Dziękuję za wywiad i mam nadzieję, że za 20 lat będziesz mógł odwiedzić naszą szkołę jako... prezydent. Rozmawiała Agata Napiórkowska
Kończąc klasę trzecią i odchodząc z Gimnazjum nr 21 podpisani pod wywiadem redaktorzy, postanowili uwieńczyć swoją dotychczasową pracę dziennikarską na rzecz Redakcji Gim21, wywiadem na życzenie przeprowadzonym na jednym z najpiękniejszych europejskich stadionów żużlowych, o który prosili uczniowie i fani gorzowskiego speedwaya. Redakcja Gim 21: Dzień dobry. Jest nam niezmiernie miło, że zgodził się Pan poświęcić nam w czasie treningu kilka chwil na rozmowę. Czy oprócz żużla, posiada Pan jeszcze jakieś zainteresowania? Tomasz Gollob: Dla mnie całe życie polega na żużlu. Nic innego nie robię, zajmuje się tylko tym sportem. Ta dyscyplina zabiera mi 90% czasu prywatnego i sportowego. W związku z tym na dzień dzisiejszy, jazda na żużlu jest tym co lubię robić i robię. Red.: Jakiego żużlowca uważa Pan za swój wzór i dlaczego? T.G.: Wszyscy, którzy jeżdżą są dla siebie wzorem. Natomiast nie można brać przykładu w całości tylko z jednego zawodnika. Trzeba do swojej perfekcji dojść samemu. Jednak takim sportowcem, który kiedyś był dla mnie odpowiednikiem ideału to Hans Nielsen. Red.: Który z żużlowców w tym sezonie jest dla Pana najtrudniejszym rywalem na torze? T.G.: Zawsze jest tak, że są zawody, które się wygrywa i przegrywa. Wtedy, kiedy wygrywamy, nie ma przeciwnika. Wtedy, gdy przegrywamy, przeciwnicy okazują się za trudnymi rywalami. Red.: Jesteśmy w trakcie treningu Stali Gorzów. Czy przygotowuje się Pan specjalnie do meczu z Toruniem? T.G.: Staram się nie popełniać za dużo błędów i wyeliminować je. Przygotowuje się dokładnie, tak żeby wszystko wyszło na 100%. Red.: Jaka atmosfera panuje w klubie? Czy dobrze się Panu współpracuje z kolegami? T.G.: Atmosfera jest bardzo dobra. Trzeba rozdzielić wynik i atmosferę. Zawsze jest tak, że jak nie ma dobrego wyniku, nie ma atmosfery. U nas nie ma wyniku, a i tak jest pozytywna atmosfera. Mimo wszystko nad tym będziemy jeszcze pracować. Red.: Czy odczuwa Pan duchowe wsparcie ze strony gorzowskich kibiców? T.G.: Jak najbardziej tak. I dlatego zrobię wszystko, aby nie zawieść ich w niedzielę. (7 czerwca - mecz z Unibaxem Toruń) Red.: Kibice stają za Panem murem. Dali tego dowód podczas meczu z Częstochową, kiedy kilkakrotnie wygwizdali Nickiego Pedersena. Czy w parku maszyn było słychać te gwizdy. Co Pan sądzi o takim zachowaniu? T.G.: Każda drużyna ma swoich kibiców i tak powinno być. Cieszę się, że za nami stali. Nie tylko za mną, ale za całą drużyną. Jeździmy dla nich i chcemy jak najwięcej punktów dla nich zdobywać. Red.: Czy zamierza Pan przedłużać kontrakt ze Stalą? A może zastanawia się Pan nad powrotem do rodzinnej Bydgoszczy? T.G.: Absolutnie o tym nie myślę. Skupiam się na tym, aby dobrze zaprezentować się w kolejnych meczach. To jest dla mnie teraz priorytet. Red.: Jak Pan uważa, którą z drużyn w tym sezonie zdobędzie mistrzostwo Polski? T.G.: Trudno przewidzieć. Drużyny mają dobre i słabsze dni. Trudno wskazać drużynę, którą będzie miała najmniej gorszych występów. Red.: Spośród 14 zwycięstw w GP, połowę odniósł Pan w Bydgoszczy. Czy tor w tym mieście jest Pana ulubionym? Czy z gorzowskim torem może być podobnie? T.G.: Tak, owszem, już niedługo i tutaj też będzie podobnie. Red.: Czy wyobraża Pan sobie mnie za kilka lat, jako zawodniczkę startującą w lidze żużlowej? Co Pan sądzi o kobietach chcących dorównywać mężczyznom w czarnym sporcie? T.G.: Myślę, że dla zabawy tak. Natomiast serio, to nie miałoby sensu. Delikatnie mowiąc...(śmiech) Red.: Dziękujemy bardzo za udzielenie wywiadu. Życzymy powodzenia w kolejnych meczach, a zwłaszcza z Toruniem. T.G.: Ja również dziękuję. Wywiad przeprowadziła: Paulina Armata
Wspierali: Sandra Bogusz, Maciek Musiałowski
Pani Katarzyna Wojciechowska: Dzień dobry. Red.: Jest Pani najdłużej pracującym nauczycielem w naszej Szkole. Co zmieniło się odkąd Pani tu uczy i co by Pani jeszcze zmieniła na lepsze? K.W.: Pracuję w tej szkole od samego początku. Razem z innymi nauczycielami wynosiliśmy gruz i przygotowywaliśmy salę gimnastyczną, aby 1 września 1989 roku młodzież mogła rozpocząć rok szkolny. Szkoła pachniała nowością, była wyposażona we wszystkie potrzebne pomoce dydaktyczne i sprzęt sportowy. Mimo, że nie znałam wszystkich współpracowników to atmosfera była bardzo przyjazna, można rzec, rodzinna. Dzisiaj atmosfera jest również miła, ale zmieniła się młodzież. Ogólnie jest bardziej odważna, śmiała i bezpośrednia w kontaktach z nauczycielami. Wiele pozytywnych zmian zaszło w budynku szkolnym - zmienił miejsce pokój nauczycielski, gabinet dyrektora, rozbudowano boisko szkolne. Jako nauczyciele musimy wypełniać tony papierów między innymi "dziennikowy totolotek" K.W.: Bardzo lubię swoją pracę, mimo że nieraz narzekam, jestem zmęczona, a uczniowie swoim zachowaniem "dają popalić" to nie wyobrażam sobie siebie w innym zawodzie. Red.: Co sprawiło, że wybrała Pni akurat naszą szkołę? K.W.: Głównym powodem było to, że mogłam prowadzić zajęcia w klasie sportowej o profilu siatkarskim, a poza tym blisko mieszkam. Red.: Jakie jest Pani największe marzenie? K.W.: Może to banalnie zabrzmi, ale chciałabym, aby uczniowie zauważyli otwartość i zaangażowanie nauczycieli. Red.: Dziękuję bardzo za rozmowę. K.W.: Ja również dziękuję. Przygotowała: Kasia Kacprzak
Redakcja Gim 21: Jakie ma Pani wspomnienia ze szkoły? Pani Aneta Konieczna - Pastuszka: Jest ich bardzo dużo. Jak i tych bardzo śmiesznych i wesołych, tak samo tych trochę mniej przyjemnych. Miło jest mi do nich wracać, mimo iż minęło już trochę czasu. Często, kiedy spotykamy się ze znajomymi ze szkoły wspominamy stare dobre czasy. Zawsze jest wtedy dużo śmiechu. Red.: Czy coś z okresu uczęszczania do szkoły szczególnie utkwiło Pani w pamięci? A.K-P.: Tak, mam takie jedno, szczególne wspomnienie. Do dziś pamiętam, jako jedyna uczennica rzuciłam dalej piłką lekarską od Pana Romka Wączka (śmiech). Zresztą on sam do dziś się z tego śmieje. Pamiętam również, że Pani od biologii zawsze sadzała chłopców z dziewczynkami. Dobrze utkwiło mi się w pamięci wycieczki klasowe, dyskoteki, a raczej potańcówki szkolne. Bardzo lubiłam również uczestniczyć w imprezach klasowych. Red.: Czy szkoła w jakiś sposób pomogła Pani osiągnąć tak wielki sukces? A.K-P.: Właściwie gdyby nie Szkoła nr 21, wydaję mi się, że nie zaczęłabym trenować kajakarstwa. W szkole moja wuefistka, Pani Beata Bukowska zachęciła wszystkie dziewczyny do pójścia na treningi kajakarstwa. Poszłam i spodobało mi się, więc zostałam. Red.: Ucząc się w Szkole Podstawowej nr 21, godziła Pani naukę ze sportem. A.K-P.: Zawsze byłam średnią uczennicą, nigdy nie wyróżniałam się, ani w przedmiotach ścisłych, ani humanistycznych. Sport pomógł mi w nauce. Kiedy zaczęłam trenować, nie kusiło mnie już by wyjść z koleżankami zamiast pouczyć się czy odrobić lekcje. Musiałam lepiej i sprawniej organizować swój własny czas. Wiedziałam, że muszę zrobić co trzeba, bo później mam trening, a po nim będę zmęczona i nie będzie mi się chciało. Nauczyłam się wtedy systematyczności i nie odkładania zadań domowych czy nauki do testów na później. Red.: Czy spodziewa się Pani zauważyć dużych zmian w wyglądzie budynku szkoły podczas uroczystości obchodów 20 - lecia? A.K-P.: Nie spodziewam się większych zmian. Ostatni raz byłam w szkole w październiku. Muszę przyznać, że od mojej nauki niewiele się zmieniło. Właściwie jedynymi zmianami było to, że poszczególne gabinety przedmiotowe były w innych klasach niż są teraz. No i zmieniła się oczywiście kadra pedagogiczna. Rozmawiała: Ola Leśnicka
Redakcja Gim 21: Serdecznie Ci gratuluję tytułu laureta aż z 2 dziedzin nauki. Jak udało Ci się osiągnąć taki sukces? Paweł Szulc: Ciężką pracą. Dużo się także uczyłem. Uczęszczałem na koła przedmiotowe. Red.: Czy czułeś jakąś satysfakcję z tego, że nie musisz pisać egzaminu gimnazjalnego? P.S.: Tak, mogłem się wyspać!:) Wstawałem kiedy inni wracali z testów. Red.: Czym sie interesujesz? P.S.: Interesuję się muzyką. Gram na gitarze. Red.: Jaki rodzaj muzyki lubisz najbardziej? P.S.: Rock, blues, jazz. Red.: Ambitnie. W jakim zawodzie chciałbyś się realizować w przyszłości? P.S.: Coś związanego z muzyką bądź z techniką. Chciałbym też pracować w NASA. Red.: A może chcesz zostać nauczycielem fizyki bądź matematyki? P.S.: Tak, to moje marzenie! (śmiech) Red.: Jakiego przedmiotu najbardziej nie lubisz w szkole? P.S.: WDŻ-tu, bo nadal nie wiem o co chodzi z tymi chmurkami (śmiech) Red.: Jaka definicja z fizyki najbardziej jest Ci bliska? P.S.: Szczerze powiem, że nie lubię definicji. Lubię za to zwichrowane wektorki jak to mawia pani Sender. Red.: Czy masz jakiś sposób na tak dobre wyniki w nauce? P.S.: Jakiś przepis? Hmm... Nie chwaląc się, jestem geniuszem (śmiech.) Oczywiście żartuję. Po prostu jestem systematyczny. Lubię zadania domowe. Red.: A nad jaką szkołą myślisz po gimnazjum? P.S.: "Puszkin" ponieważ jest blisko. Red.: A II Liceum Ogólnokształcące na ulicy Przemysłowej? P.S.: Stanowczo za daleko. Red.: Lubisz się uczyć? P.S.: Nie lubię! Z lekcji najwięcej zapamiętuję. Na przykład nad książką do biologii nie mogę wytrzymać dłużej niż 10 minut! Red.: Twój ulubiony nauczyciel to... P.S.: Pan Mirosław Dryjański, pani Anna Wyczesana, pan Tomasz Bobin. Red.: Jak spędzasz wolny czas? P.S.: Chodzę na basen. Gram w koszykówkę. Wspinam się i gram na gitarze. Red.: Dziękuję bardzo za wywiad i życzę sukcesów. Oby w przyszłości były tak owocne jak teraz! P.S.: Ja także dziękuję.
Odbywa się tam mnóstwo wszelkiego rodzaju zajęć pozalekcyjnych, od zwykłej pomocy w nauce po kształcenie artystyczne. Większość jej uczestników to uczniowie naszego gimnazjum. Redakcja Gim 21: Kto może zapisać się do świetlicy? Pani Jolanta Serbakowska: Do świetlicy może zapisać się każdy, kto skończył 13 lat i jego rodzice się na to zgadzają. Red.: Co można robić w świetlicy? J.S.: W świetlicy pomagamy w nauce, w razie potrzeby, urządzamy wiele zajęć grupowych, mamy koło plastyczne, warsztaty teatralne. Do świetlicy przychodzi także doradca zawodowy, często gramy w ulubione gry np. scrabble, kalambury. Czasami razem wychodzimy np. do kina, do galerii, na basen albo po prostu na piesze wycieczki. Ostatanio oglądamy filmy. Red.: Jaki jest przedział wiekowy uczestnika świetlicy? J.S.: Przedziałem wiekowym jest wiek gimnazjalny, aż do 22 roku życia. Red.: Gdzie mieści się świetlica? J.S.: Świetlica znajduje się w budynku szkoły artystycznej przy ulicy Bohaterów Westerplatte 10. Red.: W jakich godzinach świetlica jest otwarta? J.S.: W godzinach od 15.00 - 19.00, chyba że jest noc filmowa. Red.: Ile lat już tutaj Pani pracuje? J.S.: Pracuję od 1999 roku, czyli już 10 lat. Red.: Czy lubi Pani swoją pracę? J.S.: Oczywiście, że tak. Przecież gdybym nie lubiła, to bym tego nie robiła. Z wykształcenia jestem polonistką, więc równie dobrze mogłabym uczyć w szkole, jednak wybrałam świetlicę. Często kiedy nie mogę komuś pomóc, kiedy staję w miejscu, miewam chwile zwątpienia, lecz patrząc na osoby, którym dzięki nam jakoś lepiej się wiedzie, znów nabieram chęci. Red.: Jakie warunki trzeba spełnić, aby ubiegać się o rolę wolontariusza? J.S.: Trzeba ukończyć przynajmniej 15 lat, wyrazić chęć pracy jako wolontariusz, a także otrzymać zgodę opiekuna świetlicy. Red.: Czy świetlica jest płatna? J.S.: Wstęp i udział w zajęciach jet bezpłatny Red.: Co grozi za nieprzestrzeganie regulaminu świetlicy? J.S.: Za łagodne naruszenie zawieszamy w uczestnictwie, a w drastycznych przypadkach usunięcie ze świetlicy. Red.: W jakich akcjach świetlica bierze udział? J.S.: Przede wszystkim w zbiórkach żywności, pomagamy osobom niepełnosprawnym. W weekendy w czytaniu bajek w szpitalu. Organizujemy zabawy dla najmłodszych. W grudniu organizujemy Świeto Aniołów, natomiast w maju robimy mały przegląd teatralny. Red.: Jakie osiągnięcia ma świetlica? J.S.: Świetlica zakwalifikowała się do ogólnopolskiego finału Festiwalu Radosnych Serc w kategorii piosenki i recytacji. W ubiegłym roku zajeliśmy 1 miejsce w małych formach teatralnych. Red.: Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu. Wywiad i zdjęcia: Joanna Makoś
Pani Dorota Sidorowicz: Dzień dobry. Red.: Czy lubi Pani swoją pracę? D.S.: Bardzo lubię swoją pracę, sprawia mi przyjemność kontakt z młodymi ludźmi. Zdaję sobie sprawę z tego że jestem od spraw trudnych ale i tak mnie to nie zraża. Red.: Od ilu lat jest Pani pedagogiem? Czy uczyła Pani jeszcze czegoś innego w szkole? D.S.: Pedagogiem jestem od 16 lat. Uczyłam w szkole w Wojcieszycach biologii, techniki i języka polskiego. Jednak lubiłam najbardziej biologię i technikę a tamte 10 lat pracy wspominam najmilej. Red.: Czy zdarzają się przypadki kiedy młodzież niechętnie odwiedza Pani gabinet? D.S.: Jest dużo osób które omijają mój gabinet, ale jest też sporo osób, które z chęcią odwiedzają mnie. Wiedzą, że można ze mną porozmawiać na różne tematy, ponieważ jestem osobą otwartą, wesołą i kontaktową. Sama też lubię kiedy młodzież mnie odwiedza. Red.: Czy lubi Pani organizować jakiegoś rodzaju zabawy, imprezy szkolne? D.S.: Bardzo lubię organizować imprezy szkolne, ale czekam też na inicjatywę uczniów. Red.: W jaki sposób możemy rozładować swoje emocje? D.S.: Jestem pewna, że każdy ma swój sposób na rozładowanie emocji. Jednak najlepszym sposobem moim zdaniem jest ruch. Red.: Jakie ma Pani zainteresowania? Red.: Mam bardzo dużo zainteresowań. Wszystko mnie ciekawi, a szczególnie chodzenie na spacery, jazda rowerem i pływanie. Lubię również zwiedzanie,dlatego jeśli mam możliwość to co roku wyjeżdżam w trakcie wakacji w różne miejsca. Moją największą pasją jest rękodzielnictwo. Mam wyobraźnię, wiem co i jak ma wyglądać, dlatego wszystkie dekoracje w domu robię sama. Umiem robić na szydełku. Red.: Czy jest coś czego Pani nie lubi a co Pani ceni? D.S.: Tak. Nie lubię ludzi którzy są fałszywi, którzy mnie okłamują lub nie dotrzymują danego słowa. Lubię ludzi otwartych, uśmiechniętych, prawdomównych. Red.: Czy ma Pani jakieś zwierzątko? D.S.: Mam psa i zajmuję się nim. Jestem bardzo wrażliwa na krzywdę zwierząt. Jedyne zwierzęta których się boję to myszy i szczury, ale nie boje się pająków. Red.: Czy ma Pani męża? D.S.: Tak, jestem mężatką i w swoim życiu prywatnym jestem szczęśliwa. Red.: Dziękujemy za miłą rozmowę z nami. D.S.: Ja również. Przygotowały: Paulina Banach i Ola Wiśniewska
Redakcja Gim 21: Dzień dobry. Pani Magda Koniecka: Dzień dobry. Red.: Czy praca z młodzieżą sprawia Pani satysfakcję? M.K.: Ależ oczywiście, praca z młodzieżą sprawia mi olbrzymią przyjemność. Nie zamieniłabym jej na inną. Tak naprawdę to każdy dzień przynosi nowe doświadczenia i wartości. Nie można się nudzić. Red.: Czy zawsze chciała być pani nauczycielem? M.K: Nigdy nie chciałam być nauczycielem. W najśmielszych moich marzeniach nie przypuszczałam, że będę nauczycielką. Jak byłam mała zawsze chciałam być chłopakiem, żeby móc być żołnierzem albo pilotem. Później ewentualnie myślałam aby zostać stewardesą. W dzieciństwie chciałam mieć pięcioro synów tylko dlatego bo miałam pięć imion które mi się podobały. Red.: Co robi Pani w wolnym czasie? M.K: Ogromną przyjemność sprawia mi leżenie w łóżku z ciepłą czekoladą i dobrą książką, a jesienią lubię spacerować po lesie i zbierać grzyby. Gdy mam wolną chwilę spotykam się z przyjaciółmi . Chodzę na "fikołki" i bardzo lubię spędzać czas na powietrzu np. przy okolicznych jeziorach. Jeżdżę też w góry, a poza tym nie ważne gdzie, ważne z kim. Red.: Czy w szkole była Pani prymuską? M.K: Nie, absolutnie! Ślizgałam się między ocenami. Nigdy nie było gorzej ani celująco. Dane oceny zależały od tego czy lubiłam dany przedmiot. Zawsze podobały mi się języki obce, natomiast matematyka i fizyka nie szły mi zbyt dobrze. Byłam leserem. Gdy musiałam coś zrobić to to robiłam, jednak jeśli coś było niepotrzebne to lepiej było mnie nie zmuszać. Red.: Utrzymuje Pani kontakty z kolegami ze szkolnej ławki? M.K: Utrzymuję, ale nie mam konta na "Naszej Klasie". Spotykam się z przyjaciółmi na "fikołkach" lub w kawiarniach. Nie lubię komputerów. Red.: Moje największe marzenie to...? M.K: Być szczęśliwym, spełnionym i umrzeć sytym dni. Red.: Woli Pani dawać czy dostawać? M.K: Ależ oczywiście, że dawać. Dawanie to dla mnie ogromna przyjemność, gdy komuś coś dajesz to jesteś automatycznie obdarowywany np. uśmiechem. Red.: Jaki typ muzyki odpowiada Pani najbardziej? M.K: Każdy jaki wgra mi w mój telefon Kate Kacprzak:) Red.: Dziękuję Pani za wywiad i życzę przyjemności. M.K: Ja również dziękuję. Rozmowę przeprowadziła: Kasia Kacprzak
Postanowiliśmy poniższym wywiadem przybliżyć Wam trochę Panią Kamilę. Redakcja Gim 21: Dzień dobry:) Na wstępie pytanie o Pani młody wygląd. Czy jest na to również przepis jak na sporządzanie potraw? Pani Kamila Kreczyńska: Dzień dobry:) Dziękuję bardzo. Nie stosuje żadnego przepisu (śmiech). Red.: Uczniowie bardzo chwalą sobie posiłki w szkolnej stołówce. Co Panią skłoniło do pracy w naszej szkole? K.K: Może to, że bardzo lubię gotować dla wielu konsumentów. Red.: A gdzie Pani wcześniej pracowała? K.K: Gotowałam w hotelu Qubus i hotelu Gorzów, miejscach o wysokich wymaganiach i specjalnych zamówieniach. Red.: Jaką kuchnię Pani najbardziej lubi, przygotowuje dania i zapewne ich możemy się także spodziewać u nas w Gimnazjum:)? K.K: Preferuje kuchnię włoską. Red.: Czy ma Pani męża dla którego tak smacznie gotuje, trafiając przez żołądek do serca? K.K: (uśmiech) Jeszcze nie. Red.: Czy praktykowała Pani u jakiegoś wybitnego mistrza kuchni, takiego jak np. Robert Makłowicz? K.K: Nie, niestety, jeszcze nie miałam okazji. Red.: Czy stosuje Pani jakieś tradycyjne przepisy czy raczej kieruje się pani w stronę nowoczesności? K.K: I takie i takie. Głównie co mi przyjdzie na myśl. Jeśli coś jest w naszej ogromnej lodówce staram się to wykorzystać. Red.: Jakie jest Pani ulubione danie? A co Pani nie smakuje? K.K: Nie lubię kiełbas, przyrządzam za to makarony z różnymi rodzajami sosów. Red.: Dziękuje bardzo Pani za rozmowę i życzę zadowolonych nauczycieli i uczniów po zjedzonym obiedzie. K.K: Ja także dziękuje bardzo. Rozmawiała: Martyna Patan
Redakcja Gim 21: Cześć Joshua:) Joshua Drojetzki: Cześć:) Red.: Gratulacje za uzyskanie bardzo dobrych wyników w nauce. J.D.: Dzięki. To miłe, że znasz moje oceny. Red.: Ile czasu dziennie poświęcasz na naukę? J.D.: Nie więcej niż godzinę czasu. Przed sprawdzianem trochę dłużej. Red.: Czy nauczyciel prowadzący dany przedmiot ma duży wpływ na przyswajanie Twojej wiedzy? J.D.: Jak najbardziej, ponieważ tłumaczy na lekcji różne zagadnienia, a także prowadzi różne kółka zainteresowań, na których poznaję nową wiedzę. Red.: Które przedmioty najbardziej lubisz i dlaczego? J.D.: Najbardziej interesuje mnie chemia, fizyka i matematyka, ponieważ są to przedmioty ścisłe, które są mi bliskie. Red.: Na naukę których przedmiotów poświęcasz najwięcej czasu? J.D.: Najdłużej uczę się języka polskiego i historii. Red.: Ucząc się, z jakich źródeł korzystasz? Bardziej z tradycyjnych, czyli książki, encyklopedie, czy z nowoczesnych, takiego jak Internet? J.D.: Raczej równorzędnie, trochę z książek, Internetu, zależy czego szukam i czego potrzebuje się dowiedzieć. Red.: Czy lubisz czytać książki? J.D.: Aż tak bardzo to nie, choć ostatnio czytam książki z serii: "Harry Potter". Bardziej wolę zgłębiać podręczniki szkolne. Red.: Czym się interesujesz? J.D.: Sport wypełnia moje życie pozaszkolne. Jestem zawodnikiem klubu wioślarskiego gdzie trenuje kanadyjkarstwo. Red.: Co chciałbyś robić w przyszłości? J.D.: Chciałbym studiować na politechnice lub jakąś dziedzinę inżynierii. Red.: Dziękuję za wywiad. J.D.: Bardzo proszę. Rozmawiała: Ola Wiśniewska
Pani Magdalena Grudzińska: Dzień dobry. Miło mi. Pracuję w sekretariacie szkolnym na stanowisku referenta. Red.: Kim Pani była lub gdzie pracowała zanim zaczęła Pani pracę w naszej szkole? M.G.: Zanim rozpoczęłam pracę w Gimnazjum nr 21 pracowałam jako konsultant do spraw obsługi klienta. Red.: Co w pracy szkolnego referenta jest najtrudniejsze? Na czym ta praca polega? M.G.: Do obowiązków referenta należy przede wszystkim zajmowanie się szkolną korespondencją, wystawianie uczniom legitymacji szkolnych oraz zaświadczeń. Red.: Jak Pani lubi spędzać dzień po pracy? Co Panią relaksuje? M.G.: Lubię wspinaczkę skalną i wędrówki po górach, dlatego każdą wolną chwilę staram się spędzać w Szklarskiej Porębie lub Tatrach. Red.: Jak Pani wspomina swoje szkolne lata? M.G.: Bardzo lubiłam chodzić do szkoły, miło wspominam te czasy. Red.: Czy jak każda kobieta lubi Pani wydawać pieniądze na zakupy w butikach? M.G.: Zdarza mi się, choć nienałogowo. Red.: Woli Pani ubiór elegancki czy sportowy? M.G.: Preferuję ubiór sportowy. Uważam jednak, że strój należy dobierać odpowiednio do okazji. Red.: Ma już Pani plany na wakacje? M.G.: Nie mam jeszcze konkretnych planów, ale na pewno będzie to dłuższy wypad w góry. Red.: Dziękuję za wywiad i życzę przyjemnej pracy. M.G.: Dziękuję również. Rozmawiała: Ola Cichy
Klaudia Sikorska: Nie robiłam nic szczególnego, może po za tym, że uczęszczałam na dodatkowe zajęcia z języka polskiego u Pani Anny Woźniak. Red.: Jaki jest Twój sekret na tak dobre wyniki w nauce? K.S.: Nie mam jakiejś szczególnej tajemnicy. Po prostu dokaładniee słucham na lekcjach. Red.: Do jakiej szkoły się wybierasz? K.S.: Wybieram się do I lub IV liceum czyli "Rondo" albo "Puszkin". Red.: Czy spodziewałaś się, że zajdziesz tak daleko? K.S.: Szczerze mówiąc nie. Ale przecież jeszcze długa droga przede mną. Został ten ostatni, najtrudniejszy etap. Red.: Jakie są Twoje pomysły na przyszłość? Czy masz już sprecyzowane plany? Wiesz co chcesz robić w życiu ? K.S.: Nie, jeszcze nie wiem. Red.: Jakiego przedmiotu w szkole najbardziej nie lubisz? K.S.: No, niestety, fizyki bo jest najtrudniejsza:), chociaż ciekawa. Red.: A jaki jest Twój ulubiony przedmiot oprócz oczywiście języka polskiego? K.S.: Lubię też historię, plastykę, geografię i wf. Red.: Jak Klaudio oceniasz swoje szanse na etapie wojwódzkim? Czy przeczuwasz coś swoją kobiecą intuicją? (śmiech) K.S.: Tak, przeczuwam, że... nie przejdę go. Red.: Oj, nie bądź taka skromna... Tak więc jeszcze raz Klaudio gratuluję Ci i życzę powodzenia w etapie wojewódzkim z języka polskiego. K.S.: Dziękuje. Wywiad przeprowdziła: Martyna Patan
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lawrencem Drojetzkim, kanajdyjkarzem i wzorowym uczniem nasze szkoły. Redakcja Gim21: Kto zachęcił Cię do tego sportu? Lawrence Drojetzki: Mój tata zapisał mnie do klubu "Admira" i spodobało mi się. Red.: Ile już lat trenujesz pływanie na kanadyjkach? L.D.: Trenuję już 5 rok. Red.: Gdzie odbywają się Twoje treningi? L.D.: W sezonie letnim pływamy na kanadyjkach w Kłodawie a zimą biegamy po Gorzowie i chodzimy na siłownię. Red.: Czy bierzesz udział w jakiś zawodach. Gdzie i czy tylko w Polsce? L.D.: Biorę udział w zawodach np. w Poznaniu , ale także w zagranicznych regatach w Niemczech i innych częściach Europy. Red.: Czy masz już znaczące osiągnięcia? L.D.: Na mistrzostwach Polski zająłem 5 miejsce i jestem aktualnie w kadrze wojewódzkiej. Red.: Czy masz trenera i kto nim jest? L.D.: Trenuje mnie mój tata , który również pływał wcześniej na kanadyjkach. Red.: Mógłbyś bliżej opisać wygląd i z czego jest wykonana kanadyjka? L.D.: Szerokość kanadyjki jest dowolna osobiście pływam na bardzo wąskiej. Kanadyjka jest wykonana z włókna węglowego i ma około 5 metrów. Red.: Czy sport który uprawiasz jest trudny czy raczej każdy może pływać na takiej łódce? L.D.: Kanadyjkarstwo jest sportem wyczynowym czyli żeby być dobrym w tej dyscyplinie trzeba dużo trenować i to na specjalistycznym poziomie. Red.: Czy sezon pływacki i treningowy trwa cały rok czy masz przerwy? L.D.: Zimą nie odbywają się zawody. Red.: Dziękuję za rozmowę. L.D.: Bardzo proszę. Wywiad gościnnie przeprowadził: Bartosz Grześkowiak
Redakcja Gim21: Trenujesz bardzo ciekawy sport, jaka jest jego pełna nazwa? Paulina Beker: Akrobatyka sportowa. Red.: Jak zaczęła się Twoja przygoda z tą dyscypliną? P.B.: Zainteresowała mnie nią siostra, a potem rodzice zapisali mnie do klubu AZS AWF Red.: Czy dużo trenujesz? Ile razy w tygodniu? P.B.: Mam 4 dwugodzinne treningi w tygodniu. Red.: Na czym polegają Twoje treningi? P.B.: Najpierw rozgrzewka, potem rozciąganie, następnie elementy zespołowe, a na koniec ćwiczenie mięśni brzucha. Red.: Czego oprócz treningów potrzeba do uprawiania tego sportu? P.B.: Specjalnej, codziennej diety i pełnej sprawności fizycznej. Red.: Kto jest Twoim trenerem w klubie? P.B.: Ćwiczymy z Panią Małgorzatą Kobeszko Red.: Czy między treningami znajdujesz czas na przyjemności i jak wtedy spędzasz ten okres? P.B.: Tak, mam go całkiem dużo. Najczęściej spotykam się z przyjaciółmi Red.: Jakie są Twoje największe osiągnięcia w akrobatyce sportowej? P.B.: 2 miejsce w Pucharze Polski, 1 miejsce w turnieju "Młode Talenty 2008" i 3 miejsce w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży 2008 Red.: Czy w przyszłości chcesz wykorzystać swoje umiejętności? P.B.: Nie myślałam o tym na razie. Red.: Czy jest ktoś na kim się wzorujesz trenując ten sport? P.B.: Nie mam takiej wybitnej i bliskiej mi akrobatki Red.: Dziękujemy za udzielenie nam wywiadu. P.B.: Ja również dziękuję Rozmawiał: Maurycy Jankowski
Redakcja Gim21: Cześć Bartku. Wiemy, że interesujesz sportami motorowymi, głównie wyścigami kartingowymi. Mógłbyś opowiedzieć nam trochę o tym sporcie? Bartosz Grześkowiak: Sezon trwa praktycznie przez całe wakacje. Jest 6 eliminacji KMP (Kartingowe Mistrzostwa Polski). Jest podzielony na różne kategorie; szybsze i wolniejsze. Ścigają się drużyny z całej Polski. Red.: Kto lub co zainteresowało Cię, że zacząłeś uprawiać ten sport? B.G.: Wciągnął mnie mój tata, który w młodości też ścigał się na gokartach. Spodobało mi się to i koniecznie chciałem spróbować walki na torze. Red.: Ile czasu poświęcasz na treningi i starty? B.G.: Co najmniej jeden weekend w miesiącu, gdzie szkolę umiejętności i technikę jazdy. Red.: Dużo kosztuje ten sport? B.G.: Około 4 tysiące złotych na sezon, ale nie żałuję tych pieniędzy. Red.: Jakie są Twoje największe osiągnięcia? B.G.: W debiutanckim wyścigu zająłem pierwsze miejsce, a ogólnie po ostatnim sezonie zajmuje czwarte miejsce w Polsce. Red.: Jakie cechy charakteru pomagają w wyścigach kartingowych? B.G.: Spokój, opanowanie, refleks, determinacje. Red.: Jakie są Twoje plany na przyszłość związane z tym sportem? B.G.: Będę się starał jeździć jak najdłużej i osiągnąć jak najwięcej. Red.: Dziękujemy za rozmowę. B.G.: Również dziękuję. Wywiad przeprowadził: Maciek Musiałowski
Pani Barbara Rakoczy jest nową nauczycielką języka niemieckiego. Redakcja Gim21: Od ilu lat uczy Pani języka niemieckiego? Pani Barbara Rakoczy: Lekcje niemieckiego prowadzę 9 lat, a wcześniej uczyłam w szkołach nauczania początkowego. Red.: Czy lubi pani swoją pracę? B.R.: Bardzo lubię. Red.: Co skłoniło Panią żeby pracować w naszym gimnazjum? B.R.: Przede wszystkim potrzeby finansowe. Red.: Jak Pani ocenia warunki pracy i socjalne w naszej szkole? B.R.: Praca w gimnazjum nie należy do najłatwiejszych, ale zostałam mile zaskoczona. Jest dobrze. Red.: Zawsze zadajemy podczas rozmowy z nauczycielem to pytanie. Co Pani sądzi o mundurkach? B.R.: Wyglądają fajnie, schludnie, a uczniowie wyglądają w nich ładnie i porządnie. Red.: Jak pani ocenia swój kontakt z uczniami? B.R.: O to należałoby spytać uczniów, ale myślę że jakiś kontakt łapiemy. Wiek gimnazjalistów jest trudnym okresem. Na lekcji łatwiej jest mi do nich dotrzeć dzięki małym grupom. Red.: Gdzie jest lepiej pracować z uczniami? W szkole podstawowej czy w gimnazjum? B.R.: W gimnazjum zdecydowanie lepiej. Małe dzieci stają się na lekcji męczące i za dużo pytają. Red.: Co lubi pani robić w wolnym czasie? B.R.: W zasadzie nie mam wolnego czasu. Uczę w dwóch szkołach, jest dużo sprawdzianów i prac klasowych do sprawdzenia. Red.: Posiada Pani jakieś hobby? B.R.: Oczywiście! Moim hobby jest...język niemiecki:) Red.: Czy ma Pani dzieci? B.R.: Mam 20 letniego syna, studenta medycyny w Krakowie. Red.: Jaki był lub jest Pani związek z krajem niemieckim? B.R.: Byłam tam wiele razy a także mieszkałam ponad rok w Niemczech. Red.: Jakie ma Pani marzenia? B.R.: Mam bardzo dużo marzeń. Chciałabym zwiedzić świat, wybudować domek pod lasem, mieć więcej wolnego czasu. Red.: Możemy prosić o Pani credo lingwistyczne dla uczniów naszej Szkoły? B.R.: Uczcie się języków a na pewno się Wam przydadzą! Red.: Dziękujemy. Wywiad przeprowadziły: "Wiśnia" i "Anett"
Redakcja Gim21.: Jesteś utalentowanym kanadyjkarzem, zdobyłeś już wiele medali. Jak długo i ile razy w tygodniu trenujesz. Joshua Drojetzki: Trenuję od czterech i pół roku. Treningi mam siedem razy w tygodniu, ale łącznie mam ich czternaście. Red.: Na czym polega Twój trening. J.D.: W ramach treningów mam bieganie, pływanie oraz siłownię. No i oczywiście pływanie na kanadyjkach. Red.: Czy stosujesz jakąą specjalną dietą? J.D.: Jeśli to można nazwać dietą to tak. Stosuję dietę wysokotłuszczową. Lubię dużo majonezu praktycznie do wszystkiego co jem. Red.: Sport zajmuje ci dużo czasu. Czy znajdujesz trochę wolnego i co w tym czasie najchętniej robisz. J.D.: Faktycznie, jest to ogrom czasu, ale jak dla mnie wystarczająco. Najchętniej relaksuje się podczas oglądania telewizji i jak wszyscy gram na komputerze. Red.: Od czego zaczęło się Twoje zainteresowanie i trenowanie wioślarstwa? J.D.: Kanadyjki zaproponował mi tata. Zaprowadził mnie na jeden trening, spodobało mi się i tak zostało już do dzisiaj. Red.: Czy w naszym mieście są dobre warunki do trenowania czy żeby móc prezentować najwyższy, światowy poziom czy trzeba wyjechać na inne akweny? J.D.: Warunki nie są może takie dobre jak np. w Poznaniu, ale wystarczające. Nie ma więc potrzeby wyjeżdżać. Mamy przecież Jezioro Kłodawskie i Wartę. Red.: Jakie jest Twoje największe marzenie związane z kanadyjkami? J.D.: Chyba tak samo jak większość sportowców marzę o zdobyciu tytułu Mistrza Olimpijskiego lub Świata. Red.: Jakie jest Twoje największe dotychczasowe osiągnięcie. J.D.: Zdobyłem Mistrzostwo Polski. Niedawno byłem na Pucharze Nadziei Olimpijskich, gdzie wywalczyłem trzecie miejsce. Jestem również Mistrzem Niemiec. Red.: Kiedy kolejne zawody? Czy może szykujesz się na Igrzyska w Londynie w 2012? J.D.: Oczywiście będę się starał powalczyć o miejsce w reprezentacji na wyjazd do Londynu. W ten weekend byłem na Ogólnopolskiej Konsultacji Młodzieży w Wałczu. Red.: Dziękuję i życzę dalszych sukcesów. Rozmawiała: Ola Leśnicka
Redakcja Gim21.: Ile książek jest w bibliotece? Pani Irena Szulc: Posiadamy zbiór 13 500 książek. Red.: Jak długo można trzymać książkę po wypożyczeniu? Pani Irena Szulc: Do 14 dni z możliwością przedłużenia terminu oddania. Red.: Co grozi za nie oddanie książki po dwóch tygodniach ? I.Sz.: Nic nie grozi. Po prostu prosimy, żeby uczniowie oddali książkę a na koniec roku nie otrzymują świadectwo jeśli nie rozliczą się z biblioteką. Red.: Jakie są konsekwencje za zgubienie książki? I.Sz.: Trzeba wtedy odkupić taką samą lub inną w zależności co to była za książka. Jeżeli lektura to trzeba odkupić tą samą pozycję, a jak inna to umawiamy się z uczniem. Red.: Jak można w interesujący sposób spędzić czas w szkolnej bibliotece? I.Sz.: W bibliotece można przede wszystkim korzystać z księgozbioru, czytać kolorowe czasopisma, poszukiwać potrzebnych informacji jak i korzystać z Internetowego Centrum Informacji Multimedialnej. Red.: Czy uczniom wolno skorzystać z kserokopiarki, która znajduje się w bibliotece? I.Sz.: Oczywiście, ale za drobną opłatą. Red.: Ile kosztuje kopiowanie potrzebnych dokumentów? I.Sz.: Powielenie kartki o formacie A4 kosztuje 20 groszy. Red.: Jakie książki młodzież wypożycza najczęściej? I.Sz.: Starsi uczniowie oczywiście lektury, książki obyczajowe oraz przygodowe. Natomiast młodsze dzieci zbiór bajeczek. Red.: Jak często do biblioteki trafiają nowe książki? I.Sz.: Zdecydowanie za rzadko, średnio 2 - 3 razy w roku. Red.: Kiedy młodzież wypożycza najwięcej książek? I.Sz.: Różnie, ale najczęściej uczniowie wypożyczają lektury na ostanią chwilę kiedy znajomość ich treści potrzebna jest na lekcjach. Red.: Ile jednorazowo można wypożyczyć książek? I.Sz.: Uczniowie z podstawówki mają limit 2 książek, a gimnazjaliści - 3. Red.: Czego nie wolno robić w bibliotece? I.Sz.: W bibliotece jest regulamin, którego trzeba przestrzegać. Należy zachować ciszę, posiadać obuwie zamienne, nie wolno spożywać posiłków ani pić napojów. Red.: Jakie książki poleca Pani dla dzieci, a jakie dla młodzieży? I.Sz.: Z nowości mamy trochę fantastyki i teraz zachęcam do jej czytania. Red.: Czy biblioteka organizuje jakieś konkursy dla uczniów? I.Sz.: Oczywiście. Przeprowadzamy konkursy dla każdej kategorii wiekowej. W tym roku szkolnym mamy zaplanowanych dziewięć konkursów. Red.: Dziękujemy bardzo, że przybliżyła Pani wszystkim bibliotekę szkolną i zachęcamy do jej częstego odwiedzania. I.Sz.: Ja również dziękuję i zapraszam do wypożyczania jak najwięcej książek. W bibliotece były: Joanna Makoś i Angelika Skotnicka
Redakcja Gim21.: Co jest dla Pana najważniejsze w życiu? Pan Robert Piątkowski: Najważniejsza w życiu jest dla mnie rodzina. Red.: Co Pan najbardziej lubi w swojej pracy? R.P.: Najbardziej lubię to, że pracuję wśród dzieci i młodzieży. Red.: Czym się Pan interesuje? R.P.: Interesuję się sportem, samochodami, oglądam wybitne filmy, czytam także dobrą książką. Red.: Jaką dyscyplinę sportu uprawiał Pan mając kilkanaście lat? R.P.: Trenowałem podnoszenie ciężarów. Red.: Gdyby Pan mógł to co by Pan zmienił w szkole i dlaczego? R.P.: Powiem tak; zmian jest dużo. W tej chwili robimy kino studyjne. Wiadomo , że chcielibyśmy zrobić jak najwięcej, ale brakuje na to środków finansowych. Generalnie przydałby się remont w szatni i na pewno wymiana podłóg na korytarzach. Red.: Co sądzi Pan o mundurkach szkolnych? R.P.: Według mnie powinny być one obowiązkowe, ze względu na bezpieczeństwo uczniów. Dzięki temu widzimy czy do szkoły wchodzą tylko uczniowie naszej szkoły. Red.: Od ilu lat pracuje Pan już w swoim zawodzie? R.P.: Ogólnie mówiąc to mam kilka zawodów i pracuję na wielu stanowiskach. Red.: Gdzie pracował Pan zanim trafił Pan do naszej szkoły? R.P.: Wcześnie pracowałem w Urzędzie Skarbowym, ale także w Castoramie. Red.: Jakie jest Pana motto życiowe? R.P.: Moje motto to: "Żyć tak, żeby nikt przez ciebie nie płakał" Red.: Czy wierzy Pan w przesądy, np., że czarny kot na drodze przynosi pecha? R.P.: Tak, wierzę, ale dlaczego to nie wiem. Myśle, że coś w tym jest. Red.: Co ceni Pan najbardziej w rozmowie z innymi? R.P.: Najbardziej cenię szczerość. Red.: Może chciałby Pan na koniec coś powiedzieć bez zadanego pytania? R.P.: Jak najbardziej. Mniej dewastacji w szkole, wszystko wokół nas jest dla naszego wspólnego dobra. Red.: Dziękujemy bardzo za rozmowę. Było nam bardzo miło. R.P.: Mi również. Wywiad przeprowadziły: Joanna Makoś i Angelika Skotnicka
Pani Dyrektor Ewa Józefowicz: Już dwunasty rok. Red.: Rozpoczął się nowy rok szkolny. Czy szykują się jakieś zmiany w szkole? Dyr.E.J.: Tak, na terenie szkoły powstaje prawdziwa sala kinowa. Mamy nowy rzutnik, 60 krzeseł z dawnego kina Kopernik, oraz duży ekran. Sadzę, że wygląda to bardzo dobrze i oglądając filmy będziemy czuli się jak w kinie. Poza tym postaramy się wymienić nawierznię podłóg na terakotę. Powoli zaczniemy montować krzesła na holu które pozostały, pierwsze pojawią sie w sektorze C. Chcemy to zrobić w najbliższym czasie. Moim marzeniem byłoby urządzenia miejsca w szkole w stylu "mini palmiarni" na głównym holu gdzie stoją kwiaty. Ale to są na razie tylko marzenia i nie wiemy czy da się je spełnić. Red.: Czy według Pani mundurki zmieniły coś w szkole? Dyr.E.J.: Powiem tak, niektórzy noszą mundurki jak tzw. zło konieczne. Ja zaś myśle, że nie są one takie złe. Uważam to za zaszczyt a nie przymus. Chyba dają też większą przynależność do społeczności szkolnej. Poza tym jestem bardzo dumna gdy słyszę opinie innych osbó np. "Wiesz, naprawde fajnie wyglądają ci Twoi uczniowie. Tak schludnie i elegancko". Wtedy czuję satysfakcję z bycia dyrektorem. Wiem też jednak, że nie wszyscy mają takie odczucia. Ale niestety nie da się wszystkich zadowolić. Red.: Jak będzie wyglądał tegoroczny Dzień Patrona? Czy bedzie obchodzony w szczególny sposób? Dyr.E.J.: Przygotowaniami zajmuje się Pani Anna Woźniak. Na pewno będzie to szczególny dzień i zjęcia też bedą się różnić od tych stałych, codziennych. Red.: Jak wiemy, w naszej szkole istnieje klasa sportowa. Co skłoniło dyrekcję szkoły do jej utworzenia? Dyr.E.J.: Od lat Pani Agnieszka Łuczyk prowadziła w szkole drużyne piłki nożnej dziewcząt, która miała bardzo wysokie osiągnięcia. Okazało się, że takich dziewcząt w Gorzowie jest więcej dlatego z władzami miasta postanowiliśmy utworzyć taką klasę. Poza tym mamy do tego warunki. duża sala gimnastyczna, boisko. Ta klasa różni się tylko tym, że mają 10 godzin. treningu tygodniowo. Red.: W szkole jest wciąż za mało wyposażenia do zajęć, np na lekcje w-f. Czy w tym roku zostanie zakupione? Dyr.E.J.: Niestety, w szkole zawsze będzie czegoś brakować gdyż nie mamy tylu funduszy ile bysmy chcieli. Wiadomo, sukcesywnie coś dokupujemy i zmieniamy. Myślimy o zmianie ławek, dokupieniu mebli do gabinetów. Pierwsze meble pojawią się w dużej i małej świetlicy już wkrótce. Z resztą, zobaczymy. Red.: Uczniowie wciąż proszą o wydłużenie dyskotek, czy jest to możliwe i co stoi na przeszkodzie? Dyr.E.J.: Powiem tak. Napewno nie wydłużymy dyskotek gdzyż kończą się one jak jest już ciemno a nie wszyscy wracają po dyskotece od razu do domu. Można powiedzieć, że szukają dalszych wrażeń. Dlatego nie popieram dłuższej zabawy na terenie szkoły. Uważam też, iż nie jest to aż tak konieczne bo jeszcze doczekacie się dłuższych dyskotek na dalszym etapie nauki, np. w liceum. Red.: A co z radiowęzłem? Zostanie "przywrócony do życia"? Dyr.E.J.: Może i mógłby normalnie funkcjonowac ale jak wiem z własnego doświadczenia różnie to było. Po pierwsze, jest to duży koszt i za te pieniądze można zrobić coś bardziej pożytecznego. Po drugie, nie wszyscy byli zadowoleni, nauczyciele często skarżyli się, że zakłóca tok lekcji. Byłoby trochę przyjemniej, ale jak na razie nie zamierzamy go urochomić. Red.: Noce filmowe. Uczniowie mówili, że chcieliby zorganizować takie seanse w szkole. Jak Pani to widzi? Dyr.E.J.: Jestem za, ale nie całą noc tylko do późniejszych godzin np. 21.00 może dłużej. Czemu nie całą noc? Bo nauczyciele nie wezmą odpowiedzialności za ucznów jeśliby się coś stało podczas nocnego powrotu do domów.Tymczasem nie myślimy o tym szczególnie. Red.: Czy w tym roku zostanie zorganizowany Bal Prymusa lub podobne wydarzenie by docenić uczniów z wysokimi średnimi ocen? Dyr.E.J.: Ciekawa inicjatywa, powiem szczerze, że nie słyszałam o tym zbyt wiele. Ustalimy to z Samorządem Uczniowskim. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że podoba mi się ten pomysł. Red.: Czy doda Pani coś od siebie jako przesłanie dla uczniów? Dyr.E.J.: Tak, żeby w szkole było dobrze i przyjemnie trzeba dwóch stron. Uczniów i nauczycieli bo to my razem tworzymy tę szkołę. Red.: Dziękujemy bardzo. Widać,że jest Pani bardzo emocjonalnie związana z naszą szkołą. Dyr.E.J.: Owszem, pracuje tu tyle lat i tak mam zamiar dotrwać do emerytury. Pamiętam tę Szkołę od pierwszego dnia otwarcia. Kiedy to pomagałam ją sprzątać dzień przed 1 września. Lubię to co robię i cieszę się, że mam zaszczyt być w niej dyrektorem. Red.: Dziękujemy bardzo za rozmowę. Było nam bardzo miło. Dyr.E.J.: Mi również. Dziękuję. Rozmawiały: "Karotka" i "Polgrosza"
Redakcja Gim21.: Witaj Maćku! Gratuluję wygranej. Jak się czujesz po wyborach do Samorządu? Emocje już opadły? Maciek Musiałowski: Dziękuje bardzo. Świetnie się czuje. Emocje opadły, lecz jest stres czy wywiążę się ze wszystkich obietnic wyborczych. Red.: Cieszymy się, że mamy takiego odpowiedzialnego przewodniczącego. A czym Maćku interesujesz się na co dzień? M.M.: Najbardziej interesuję się sportem, mangą, anime, informatyką, prawem oraz historią. Red.: To bardzo ciekawe zainteresowania! A jakie masz plany na najbliższy rok w Samorządzie? M.M.: Przede wszystkim ławeczki w szkole, częstsze czyszczenie toalet, nowy sprzęt sportowy, rozpowszechnienie Forum Gimnazjum, gdyż udziela się tam niestety tylko kilka osób. A jak Bóg da to chcę zorganizować w szkole Familiadę. Red.: Miałeś największe poparcie wśród kandydatów. Inni nie mieli z Tobą szans. Jak zdobyłeś tyle głosów? Zdradź nam na to sposób. Podpowiedz przyszłym kandydatom jak zdobyć tylu sympatyków. M.M.: Na mój sukces pracował sztab wyborczy składający się z mojej klasy III c. Są to fantastyczni ludzie na których zawsze mogę polegać. Red.: Co Ci się nie podoba w naszej szkole oprócz brudnych toalet? M.M.: Owijania w bawełnę! Miały być ławeczki a ich nie ma. Regulamin oceniania jest zbyt surowy, nie podoba mi się przymus noszenia mundurków (jak każdemu), oraz nie podoba mi się to, że sprzęt sportowy nie był wymieniany od dość dawna. Red.: Jak oceniasz pracę Samorządu w poprzednich latach? Masz jakieś zastrzeżenia? M.M.: Uważam, że poprzednie lata zostały zmarnowane. Na pewno wiara w sukces poprzez ciężką i konsekwentną pracę Samorządu zanikła, lecz my to zmienimy. Należy pamiętać, że Samorząd Uczniowski to nie tylko przewodniczący lecz grupa ludzi którzy pracują na wspólny sukces. Red.: No tak, masz rację... Maćku, co jest Twoją najmocniejszą cechą charakteru? M.M.: Cierpliwość, wiara w siebie i innych. O inne cechy proszę zapytać tych co mnie znają. Samemu o sobie niełatwo jest opowiadać. Red.: Co najbardziej cenisz w życiu? M.M.: Uczciwość, szczerość, przestrzeganie zasad, kulturę, dążenie do wytyczonych celów. Red.: A kim chciałbyś zostać w przyszłości? M.M.: Prokuratorem lub... nauczycielem historii:) Red.: Na koniec co byś chciał powiedzieć uczniom naszej szkoły? Jakieś słowa otuchy, przsłanie na najbliższy rok szkolny czy też dalsze lata życia. M.M.: Nie przejmujcie się ocenami! Dążcie do swoich własnych celów. Pamiętajcie! Raz na wozie a raz pod wozem. Red.: Dziękuje bardzo za rozmowę:) I życzymy powodzenia w zmienianiu na lepsze naszej szkoły. M.M.: Również dziękuje:) Było mi bardzo miło:) Wywiad przeprowadziła: Martyna Patan
Redakcja Gim21.: Od ilu lat uczy Ksiądz religii w szkołach? ks. Adam Szymański: W tym roku szkolnym zacząłem 13 rok. Red.: Co nakłoniło Księdza do kapłaństwa? ks.A.Sz.: Myślę, że właściwie nie co, ale Kto. Człowiek wierzący wierzy, że Pan Bóg go powołuje do różnych ról i zadań w życiu np. rodzina, kapłaństwo. Wiele rzeczy składa się na to, że rozpoznaje się konkretną drogę jako swoją. Red.: Czy lubi Duszpasterz swoją pracę? ks.A.Sz.: Jak wszędzie są rzeczy które bardziej lubię inne mniej. Nie chodzi jednak, by było łatwo. Red.: Jak podoba się Księdzu w naszej szkole? ks.A.Sz.: Nie o to chodzi czy się podoba czy nie. Każde miejsce ma w sobie coś pięknego każdy człowiek ma w sobie piękno, choćby ukryte. Chodzi o to by to odkryć i to rozwijać, nie koncentrować się na rzeczach złych. Red.: Jak Ksiądz ocenia warunki w naszej szkole? ks.A.Sz.: Jestem zbyt krótko by oceniać. Ja czuję się dobrze, nie mam powodów do narzekania. Jestem zadowolony. Red.: Co Kapłan sądzi o mundurkach? ks.A.Sz.: Że są bordowe;) i pewnie ciepłe;). Red.: Jak Duszpasterz ocenia swój kontakt z uczniami? ks.A.Sz.: Tę ocenę zostawiam uczniom. Red.: Uczniów w jakim wieku najłatwiej uczyć? ks.A.Sz.: W tym roku szkolnym uczę w liceum ogólnokształcącym, gimnazjum i... przedszkolu :). I nie wiem w sumie jak odpowiedzieć:). Red.: Czy pamięta Ksiądz śmieszną sytuacje związaną ze swoją pracą w szkole? ks.A.Sz.: Niejedną:). Red.: Od ilu lat jest Ksiądz w kapłaństwie? ks.A.Sz.: 13 rok. Red.: Czy trudno być w roli kapłana tak czy nie (dlaczego)? ks.A.Sz.: Być kapłanem podobnie jak lekarzem, nauczycielem, ojcem, matką nie jest być trudno. Ale DOBRYM kapłanem, nauczycielem itp. to już jest trudno. Red.: Przez ile lat taki zwykły człowiek musi się uczyć aby zostać księdzem? ks.A.Sz.: Zwykły i niezwykły muszą uczyć się tyle samo:). Ja uczyłem się 18 lat. 8-podstawówka, 4-liceum, 6-studia. Red.: Czy zdarzyła się już sytuacja że nawrócił Ksiądz jakąś osobę na dobrą drogę? ks.A.Sz.: To nie człowiek nawraca to Pan Bóg, my musimy tylko nie przeszkadzać. Red.: A może powie Ksiądz coś od siebie samego internautom na koniec? ks.A.Sz.: Dobrze wiecie co powiem:). ŻYCIE JEST PIĘKNE. Wywiad przygotowały: "Wiśnia" i "Anett."
Redakcja Gim21.: Dzień dobry. p. Grażyna Lis - Batkowska : Dzień dobry. Red.: Co sądzi Pani o naszej szkole? G.L.-B.: Myślę, że to bardzo miłe miejsce. Red.: Jak ocenia Pani znajomość języka angielskiego uczniów, których Pani uczy? G.L.-B.: Poziom jest bardzo zróżnicowany. Jedni mnie zaskakują, a drudzy wręcz przeciwnie. Red.: Jakie ma Pani wymagania od uczniów? G.L.-B.: Żeby pracowali systematycznie. Red.: Czy praca w naszej szkole sprawia Pani przyjemność i dlaczego? G.L.-B.: Tak, ponieważ uczniowie są bardzo mili. Red.: Czy ma Pani jakieś zainteresowania poza pracą? G.L.-B.: Interesuję się kinematografią, wyścigami MTB, muzyką jazzową, a także literaturą. Red.: Jak długo uczy Pani języka angielskiego? G.L.-B.: Już ponad 10 lat. Red.: Skąd u Pani zainteresowanie językiem angielskim? G.L.-B.: Ponieważ kocham Szekspira. Red.: Czy zanim podjęła się Pani pracy w naszej szkole, miała Pani kontakt z młodzieżą? G.L.-B.: Tak, miałam. Red.: Czy oprócz naszej szkoły uczy Pani także gdzieś jeszcze? G.L.-B.: Już nie. Red.: Czy nauczenie sprawia Pani przyjemność? G.L.-B.: Tak, nawet bardzo wielką. Red.: Dlaczego? G.L.-B.: Myślę, że to moje powołanie. Red.: Co robi Pani w wolnym czasie? G.L.-B.: Czytam, oglądam filmy, słucham muzyki, jeżdzę na rowerze i spędzam go z córką. Red.: Jakie jest Pani najskrytsze marzenie? G.L.-B.: Chciałabym wybrać się w podróż dookoła świata. Red.: Dziękujemy bardzo. Było nam bardzo miło, że poświęciła nam Pani czas na rozmowę. G.L.-B.: Mi również. Wywiad przygotowały: Joanna Makoś i Angelika Skotnicka
Redakcja Gim21.: Witamy. p. Tomasz Bobin: Dzień dobry. Red.: Co sądzi Pan o uczniach naszej szkoły? T.B.: Sądzę, iż jest to bardzo ambitna młodzież. Red.: Czy wcześniej także Pan uczył w szkole? T.B.: Tak, w Zespole Szkół w Bogdańcu, przez 4 lata. Red.: Dlaczego wybrał Pan akurat te specjalizacje, czyli wos i historię? T.B.: Tak naprawdę od zawsze interesowałem się historią, a szczególnie II wojną światową. Dlatego właśnie postanowiłem kształcić się w tym kierunku. Red.: W jakim mieście Pan studiował? T.B.: We Wrocławiu. Red.: Czy praca w szkole przynosi Panu satysfakcję? T.B.: Tak, jednakże jest to na pewno uzależnione od kontaktu z uczniami. Jeśli zaś te kontakty się psują lub ciężko jest uzyskać pozytywne relacje to trudno o satysfakcję. Jednakże w tej szkole jest to osiągalne. Mogę to stwierdzić po 2 tygodniach pracy z wami. Red.: Czyli jest Pan zadowolony z wyboru tej szkoły? T.B.: Tak, jak najbardziej. Gdyż, mam o niej dobra opinię. Informacji dostarczali mi byli nauczyciele, kiedyś pracujący oraz znajomi, których dzieci uczą się tutaj. Red.: Co sądzi Pan o naszych mundurkach? T.B.: Od zawsze byłem ich przeciwnikiem. Red.: Czy jest Pan żonaty? T.B.: Owszem, ale nie mam dzieci. Red.: Co spowodowało że zapuścił Pan tak długie włosy? T.B.: Jest to długa historia. Zapuszczam je od siódmej klasy szkoły podstawowej. Wiąże się to z byciem w pewnej subkulturze. Osób które słuchają odmiennej muzyki, inaczej myślą i podkreślają w ten oto sposób swoja inność. Od zawsze miałem własne zdanie na tematy, które nie zawsze zgadzały się z jakimś ogólnym nurtem. Dopóki będę czuł związek z tą pewna innością, będę tak myślał i miał, do tej pory zamierzam nosić długie włosy. Kiedy będę skapcaniały (śmiech redaktorek i nauczyciela) wtedy je obetnę. Red.: Czy posiada Pan jakieś hobby? T.B.: Tak, jak najbardziej. Jest to turystyka górska, treking (chodzenie po skałkach) i nałogowo czytam ksiązki. Red.: Jaki gatunek książek Pan czyta? T.B.: Reportaże. Uwielbiam Kapuścińskiego, Annę Politkowską. Dodam jeszcze, że interesuje się także socjologią. Red.: Czy dojeżdża Pan do pracy? T.B.: Chodzę pieszo. Red.: W takim razie, czy uprawia Pan jakieś sporty? T.B.: Kiedyś między szkołą podstawową a średnią trenowałem piłkę nożną w Stilonie. A przez dwa lata jak nauczałem w Bogdańcu organizowaliśmy rozgrywki w piłkę nożną. Z czego każda klasa miała swoją drużynę. Red.: Co jeszcze dodałby Pan od siebie na koniec? Jakieś rady? Co Pan docenia? Jak się przygotować do lekcji? T.B.: Doceniam własne zdanie. Nie musi ono być zgodne z moim. Jako że ja od zawsze nie zgadzałem się z pogladami innych, też sprawiałem nauczycielom troche problemów. Dlatego też inaczej oceniam. Wiec jestem za tym; uczniowie nie muszą się ze mną zgadzać, ale zawsze powinni posiadać argumenty przekonywujące dlaczego tak sądzą a nie inaczej. Uważam, że szkoła jest takim miescem gdzie uczniowie mogą się wypowiedzieć i rozwijają tu swoje własne myślenie. Tylko oczywiście musi być to zrobione z kulturą. Red.: Czy bedzie Pan organizował konkursy przedmiotowe na terenie szkoły? T.B.: Jak najbardziej. Red.: Dziękujemy bardzo za wywiad. Było nam bardzo miło. T.B.: Ja też dziekuje. Wywiad przeprowadziły: "Karotka" i "Polgrosza"
Redakcja Gim21.: Kto był pomysłodawcą utworzenia w naszej szkole klasy sportowe o profilu piłkarskim? p. Roman Wączek: Klasa sportowa powstała wskutek porozumienia dyrekcji naszej szkoły a sekcją piłki nożnej kobiet TKKF "STILON" w osobie p. Janusza Kałuzińskiego, ojca jednej z naszych uczennic. Red.: Czy Pana klasa ma przed sobą postawione jakieś cele? R.W.: Na pewno tak, ponieważ każdy z uczniów zdający do klasy o profilu piłkarskim zdaje sobie sprawę po co tutaj przyszedł. A głównym naszym celem jest wykształcenie prawdziwych postaw do wyczynowego uprawiania piłki nożnej oraz podniesienie poziomu sportowego na zasadzie indywidualizacji. Red.: Ile razy w tygodniu odbywają się treningi? R.W.: Treningi odbywają się pięć razy w tygodniu po półtorej godziny, od 7.00 - 8.30 ciągiem. A więc mają okazję kształtować swój charakter osobisty, ponieważ nie każdy zdobył by się na takie poświęcenie idąc na trening kiedy wszyscy jeszcze smacznie śpią. Red.: Jakie ćwiczenia wykonują na nich Pana uczniowie? R.W.: W sumie budżet godzinowy naszych zajęć przewiduje: 240 godzin piłki nożnej, 45 godzin zajęć z gier zespołowych, z tenisa stołowego i lekkoatletyki 40 godzin, gimnastyka 40 godzin oraz sporty zimowe i aerobik 40 godzin. Tak więc uczniowie klasy sportowej będą mieli możliwość rozwijać się wszechstronnie. Red.: W kasie piłkarskiej są i chłopcy i dziewczęta. Czy wykonują te same ćwiczenia czy różnią się one od siebie? R.W.: Dziewczęta i chłopcy realizują ten sam program, ale każdy trener(dziewczęta mają zajęcia z trenerem Krzysztofem Wasilkiewiczem) ma swoje metody, tak więc różnią się od siebie. Red.: Czy Pana uczniowie otrzymują jakieś specjalne stypendia sportowe? R.W.: Na razie nie, ale myślę, że w niedalekiej przyszłości tak! Red.: Większość uczniów z klasy sportowej mieszka poza Gorzowem. Jak radzą sobie z codziennymi dojazdami? R.W.: Na pewno zdaję sobie sprawę, że jest do duży problem na dzień dzisiejszy, ale myślę że z biegiem czasu będzie lepiej(powstanie internat) i młodzież mieszkająca poza Gorzowem będzie miała odpowiednie warunki do uprawiania najbardziej popularnej na świecie dyscypliny sportowej. Aktualnie dzieci dojeżdżają prywatnymi samochodami, PKS, PKP, a miejscowi i ci z okolic Gorzowa np. Chwalęcic czy Różanek tramwajami i autobusami komunikacji miejskiej. Red.: Czy Pana podopieczni mogą poszczycić się jakimiś osiągnięciami? R.W.: Może za wcześnie na osiągnięcia. Ale pierwszy sukces został osiągnięty, ponieważ w ubiegłą sobotę wzięliśmy udział w turnieju międzygimnazjalnym i wygraliśmy Puchar naczelnika Urzędu Miasta Wydziału Sportu i Kultury Fizycznej p. Stanisława Woźniaka!(już niedługo relacja i zdjęcia z turnieju!) Red.: Wprawdzie nie znają się jeszcze zbyt dobrze, ale czy tworzą zgrany zespół i czy jest Pan zadowolony z ich umiejętności i zachowania w szkole? R.W.: Jak na razie klasa się integruje i trudno mi jest mi cokolwiek powiedzieć. Co do zachowania... Dochodzą mnie słuchy, że na zajęciach klasa jest za mało skupiona... Tak więc przede mną dużo pracy;) Natomiast jeżeli chodzi o poziom umiejętności to jest on bardzo zróżnicowany. Red.: Kiedy następny turniej bądź mecz? R.W.: Najbliższy turniej 11 listopada. Jesteśmy zaproszeni do Różanek. Red.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Wywiad przeprowadziła: Ola Leśnicka
Jędrzej Lorek, Bartosz Augustyniak oraz w roli fotografa, Karol Tomczak, postanowili podsumować swoją dotychczasową pracę dziennikarską na rzecz Redakcji Gim 21 wywiadem na życzenie przeprowadzonym na jednym z najpiękniejszych europejskich stadionów żużlowych, o który prosili uczniowie i fani gorzowskiego speedwaya. Jak sami podkreślają, owocem ich wizyty w klubie stał się poniższy wywiad z jedną z ważniejszych osób w jednym z najbardziej utytułowanych polskich klubów żużlowych. Zapraszamy do lektury... Redakcja Gim 21: Ile już lat pracuje Pan w klubie? Ireneusz Maciej Zmora: Tylko 4 będą w grudniu tego roku. Pracę zacząłem w grudniu 2004r., kiedy klub nie miał żadnego sponsora tytularnego, były wielkie problemy i dyskusje nna temat tego, czy w ogóle wystartujemy w rozgrywkach. Ale na szczęście w pierwszych miesiącach roku 2005 pojawił się p. Zdzisław Kałamaga i firma "Mars" została sponsorem tytularnym gorzowskiego klubu żużlowego i od tamtej pory nieprzerwanie do dnia dzisiejszego jestem dyrektorem klubu. Red.: Jaka jest Pana rola w klubie, Pańskie zadania? I.M.Z.: Wszystko od A do Z. Za wszystkie rzeczy, które dzieją się w klubie ja odpowiadam. Nie ma żadnej białej plamy, aby mojej działaności nie dotykała. To dotyczy zarówno organizacji imprezy, jak i pozyskiwania środków finansowych, zajęć na warsztacie, obecności na treningach. Także wszystko, co się wiąże z klubem, jest na mojej głowie. Red.: Ta praca daje Panu satysfakcję? I.M.Z.: Ta praca wywołuje olbrzymi stres, ciężko i długo się pracuje. Nie ma pojęcia wolnych sobót i niedziel. I gdyby nie satysfakcja, to chyba by mnie tutaj już dawno nie było. Red.: A jakie są relacje pomiędzy Panem a zarządem? I.M.Z.: Zarząd jest to ciało, które pracuje społecznie. To są osoby, które prowadzą własną działalność. Ja jestem - jak się to nazywa - pierwszym najemnikiem, czyli tą osobą, która jest w klubie zatrudniona i odpowiada za wykonywanie poleceń zarządu. Innymi słowy - członkowie zarządu są moimi przełożonymi. Red.: Porozmawiajmy zatem o ostatnim, niestety wysoko przegranym meczu z Unibaksem. I.M.Z.: Może przedostatnim... (śmiech) Red.: O przedostatnim też. Ale czy ten wynik w Toruniu był spodziewany, czy braliście Państwo pod uwagę, że tak wysoko tam przegramy? I.M.Z.: Z jednej strony jest to tak: jest to sport i każdy wynik jest możliwy. Więc gdzieś tam na pewno, choć głośno o tym nie mówiliśmy, ale liczyliśmy na jakiś pozytywny wynik. Jednak patrząc na to zdroworozsądkowo, w sposób bardzo zimny i skalkulowany, to my tam nie byliśmy faworytem. Toruń ma silną, lepszą drużynę. Oni sa faworytem do tytułu Mistrza Polski. To oni wygrali z aktualnym mistrzem, nawet na ich torze. Więc jakikolwiek inny wynik, niż zwycięstwo Torunia, mogłoby być po prostu odmierzone w kategorii sensacji. Red.: Ale nie uważa Pan, że od takich zawodników jak Tomasz Gollob czy Rune Holta nie oczekuje się troszeczkę więcej? I.M.Z.: Nie mi jest oceniać zawodników. Od tego jest trener. Aczkolwiek ja liczyłem na troszkę więcej punktów zdobytych w Toruniu i nie ukrywam, że mi kilku punktów brakuje. Ja stawiałem na 35 "oczek", które powinniśmy wywieźć z Torunia. 40-50 to byłby już bardzo dobry wynik. Niestety przegraliśmy w większym rozmiarze i nie ukrywam - jest to za dużo punktów. Red.: Podsumujmy pierwszą rundę fazy grupowej - 4. miejsce za liderami z Torunia, Leszna i Częstochowy, czyli drużynami wyraźnie lepszymi. Ale jesteśmy za to przed "sąsiadami" z południa. Może to nam sprawiać jakąś satysfakcję? I.M.Z.: Powiem w ten sposób - należy na to spojrzeć z perspektywy pierwszych miesięcy tego roku, kiedy jako beniaminek mówiliśmy o tym, że chcemy się w lidze utrzymać i mieć spokojne 6 miejsce. Dzisiaj na półmetku rozgrywek możemy już powiedzieć, że nikt nam tego 6 miejsca nie wydrze. A co do "przyjaciół" z południa - sprawą drugorzędną jest to, które miejsce zajmie drużyna z Zielonej Góry. Jeżeli mamy zagwarantowane już miejsce 6 w tabeli, to teraz walka idzie o to, żeby zająć w najgorszym razie miejsce 4 po to, żeby spotkać się z teoretycznie słabszym rywalem. Drużyny, które zajmą miejsca 5 i 6 będą musiały się zmierzyć z całą pewnością z Toruniem i najprawdopodobniej z Lesznem. Więc my, walcząc o finał, wolelibyśmy spotkać się w półfinale np. ze Złomrexem Częstochowa. Red.: Przegrana w Zielonej Górze aż takim stosunkiem rozczarowała Pana? I.M.Z.: Ona rówież była wkalkulowana i oczywiście porażka w tych rozmiarach także bolała. Ona była większa niż ta, która była przeze mnie dopuszczana, ponieważ tu nie chodzi o sam aspekt rozmiarów tej porażki, ale jest jeszcze walka o punkt bonusowy. W kontekście zakończenia rozgrywek w fazie grupowej punkty bonusowe mogą zadecydować, że Zielona Góra, a nie Gorzów, skończy na czwartym miejscu. Red.: Jedziemy teraz mecz z Toruniem (wywiad przeprowadzono przred tym meczem - przyp. Redakcji), później dwa ciężkie wyjazdy. Jakie są Pana przewidywania? I.M.Z.: Żużel rządzi się takimi prawami, że ogromnym plusem jest start na własnym torze. To, że przegraliśmy tak wysoko, nie świadczy o tym, że musimy przegrać mecz 8 czerwca w Gorzowie z aktualnym liderem. Uważam, że na własnym torze tacy zawodnicy jak Paweł Hlib, Peter Karlsson będą punktować i to będą bardzo dobrze punktować i w niedzielę stawiam na zwycięstwo gorzowian. Red.: 21 czerwca memoriał im. Edwarda Jancarza. Czy może Pan zdradzić nazwiska zawodników, którzy nas odwiedzą? I.M.Z.: Zamelduje się na starcie aktualny mistrz świata Nicki Pedersen, a także były - Jason Crump, jak i wielu innych, znanych zawodników, m.in. Tomasz Gollob, Rune Holta, Antonio Lindbaeck. Chcemy, aby w tych zawodach wystartował Krzysztof Kasprzak, Janusz Kołodziej, Leigh Adams, Wiesław Jaguś. Red.: Brakuje chyba tylko Piotra Palucha? I.M.Z.: Tak. Brakuje go, ale tutaj niestety nie dało się nic zrobić, ponieważ decyzja nie należała do nas, a do Piotra Palucha. Piotrek dostał zaproszenie na tę imprezę, jednak w związku z tym, że dzień później ma mecz ligowy na Ukrainie, nie da rady przemieścić się z imprezy w Polsce na imprezę za granicą. Musiał zrezygnować ze startu w memoriale, bo właśnie ze startów w Gnieźnie w tej chwili się utrzymuje. Red.: Będą prowadzone rozmowy z zawodnikami dotyczace kontraktów w przyszłym sezonie? I.M.Z.: Zgodnie z regulaminem do czasu zakończenia rozgrywek takich rozmów nie wolno prowadzić. Red.: Oficjalnie tak, a nieoficjalnie? I.M.Z.: Nieoficjalnie również. Red.: Można powiedzieć, że memoriał będzie to takie małe Grand Prix. A czy jest szansa, że kiedyś właśnie GP zobaczymy w Gorzowie? I.M.Z.: Pod takim szyldem chcemy zorganizować najbliższy turniej. Marzy nam się wszystkim w klubie, aby w końcu w naszym mieście można było takie zmagania zobaczyć. Memoriał im. Edwarda Jancarza daje nam odpowiedź, w jakim stopniu do takich imprez dorośliśmy, co jeszcze trzeba zmienić, co jeszcze trzeba poprawić, żeby o taką imprezę w ogóle się ubiegać. Tutaj też ważnym faktem jest to, że atmosfera jest coraz lepsza, a klub ma obecnie markę. To jest to, że pojawiają się coraz więksi sponsorzy w klubie. Przykładem jest firma "Enea", która jest sponsorem tytularnym memoriału - jeszcze kilka miesięcy temu była sponsorem Pucharu Polski siatkarzy. W związku z tym, że takie duże firmy do nas przychodzą i nie boją się pokazywać swojego logo z logiem Stali Gorzów, to znaczy o tym, że jesteśmy klubem chyba w pełni profesjonalnym. Red.: Stadion spełnia wymagania Grand Prix? I.M.Z.: Oficjalnie nie ma wymagań co do pojemności stadionu, ale mówi się o tym, że to powinno być w granicach 15-20 tyś. i takie obiekty mają największe szanse. Jednak nasz stadion jest najpiękniejszym obiektem żużlowym w Polsce, a gdyby była potrzeba to też władze miasta prawdopodobnie podjęłyby decyzję o powiększeniu stadionu, aby jego pojemność wzrosła o jeszcze kilka tysięcy. Red.: Mówiąc o pomocy ze strony miasta - ostanio było posiedzenie i rozdzielano tam budżet. Jest owiane tajemnicą, ile z tego budżetu dostała Stal? I.M.Z.: Stal nie dostała zupełnie nic, ponieważ w przypadku podziału pieniędzy z tzw. rezerwy budżetowej dzielono pieniądze zupełnie w innych celach. O te środki nie walczył Klub Sportowy Stal Gorzów, tylko Ośrodek Sportu i Rekreacji, który administruje obiektami sportowymi. Teraz, kiedy wiemy, że piłkarze awansowali do przynajmiej drugiej ligi, ich obiekt musi przejść modernizację i z dwóch milionów zł, które OSiR otrzymał, 1,5 mln będzie na ten cel przeznaczone. Pozostała część idzie między inne obiekty sportowe, także to są sprawy związane z remontami ogrodzenia, murawy, placów itd. To w żaden sposób nie wspiera klubu, ale na pewno ma wpływ na podniesienie standardu obiektu. Red.: Jest Pan zawsze obecny na meczach Stali. Jak sprawują się kibice, którzy wiernie przychodzą i zapełniają nasz piękny stadion, dopingują, krzyczą. Czy widzi Pan jakąś poprawę w ich zachowaniu? I.M.Z.: Poprawa, jeżeli chodzi o zachowanie kibiców, jest wyraźna i z roku na rok jest coraz lepsza, fajniejsza. Tutaj słowa pochwały dla Klubu Ultras, który potrafi zachęcić do zabawy cały stadion i podziękowania dla widzów, którzy potrafią nagrodzić brawami doping drużyny przyjezdnej. To świadczy o tym, że w Gorzowie nie ma czegoś takiego, co jest spotykane na obiektach piłkarskich. Nie ma chuligaństwa, jest miła i sympatyczna atmosfera i oby tak dalej. Red.: Tutaj wielkie słowa uznania dla ochrony, która zareagowała w szybkim tempie, kiedy kibic leszczyńskiej Unii rzucił na tor plastikową butelkę. I.M.Z.: W tej chwili to wygląda w ten sposób, że jeżeli chodzi o rozwój klubu to nie jest to co tylko widzimy, czyli trybuny i dach. Także jest system biletowy. Teraz kupujemy bilety z kodami kreskowymi, ale jest także monitoring widowni. Podczas imprezy cały oiekt jest monitorowany, są osoby odpowiedzialne za to i wszystko, co się na stadionie dzieje, jest nagrywane. Później nagrania trafiają do policji i firmy ochroniarskiej, a potem na podstawie tego materiału można sprawcę odnaleźć. W przypadku meczu z Unią Leszno tak naprawdę, gdyby to był stary obiekt, prawdopodobnie uszłoby to na sucho temu kibicowi, a tak jego działanie zostało zarejestrowane na monitoringu i na sektor gości weszła grupa interwencyjna firmy ochroniarskiej i sprwcę tego rzucenia butelką wyciągneła z tłumu. Kibic będzie postawiony przed sądem, już teraz otrzymał zakaz stadionowy oraz tysiąc zł kary. Red.: Wspomniał Pan o nowym systemie biletowym. Czy wszystko jest już gotowe na Toruń ? I.M.Z.: Na to pytanie nie da się odpowiedzieć, ponieważ można powiedzieć, że to, co zostało przygotowane, jest wystarczające, wszystko działa i nic więcej nie musimy robić. Możliwości są olbrzymie i tego systemu będziemy się uczyć do końca przyszłego roku albo jeszcze dłużej. Dlatego, że jest szereg elementów, które się wprowadza etapami. My wprowadzamy system niestety w środku sezonu, przez co wiele rzeczy nam to komplikuje i utrudnia. O wiele łatwiej byłoby zostawić te karnety (trwa wymiana karnetów - przyp. red.), które w tej chwili są, żeby funkcjonowały do końca sezonu, a rozpocząć sprzedaż nowych z kodem od nowego. Nie robimy tak ze względu na dużą rzeszę ludzi nieuczciwych, którzy chcą wchodzić na stadion. Chcemy tych ludzi wykluczyć i od nas odgonić. Istnieje jeszcze potrzeba uruchomienia sprzedaży internetowej, a przede wszystkim olbrzymi projekt "Karty kibica". "Karta kibica" jest to karta plastikowa z zamieszczonym wewnątrz mikroprocesorem, który ma możliwość zapamiętywania różnych informacji i danych. Osoba, która ma taką kartę może np. zalogować się na stronie internetowej, a wtedy system zobaczy, co to jest za kibic. Przyzna jemu wszelkiego rodzaju rabaty i zniżki lub umożliwi zakupy lub zmiany rezerwacji na te miejsca, które są wolne. System gromadzi różne dane osobowe nt. tego, jakich mamy kibiców. Czy to jest kobieta czy mężczyzna, w jakim wieku, jak wykształcony, czy jeździ samochodem czy środkami komunikacji publicznej, czy lubi maskotki czy piwo. Te wszystkie informacje można gromadzić dzięki temu systemowi. To jest potężna maszyna, która wymaga jeszcze wielu miesięcy wdrażania. Dzięki niej można wejść w porozumienie z innymi firmami zewnętrznymi, np. pizzeria, która działa w mieście, ma u siebie czytnik, który czyta nasze "Karty kibica" i dla każdego naszego kibica, który posługuje się kartą, daje rabat 5%. Dorośli mogą korzystać ze zniżek na stacjach paliw, kobiety w sklepach z odzieżą. Wszystkie sklepy, które wchodzą w taki system, mogą takie zniżki dawać albo kibic może zbierać punkty i za te punkty wybrać jakąś nagrodę itd. Jest to naprawdę bardzo duże narzędzie. Red.: Jeszcze niedawno działała szkółka p. Bogusława Nowaka. Jak teraz wygląda szkolenie młodzieży w klubie? I.M.Z.: Szkółka p. Bogusława Nowaka jako taka nigdy nie istniała, ponieważ szkolenie odbywało się zawsze w Uczniowskim Klubie Żużlowym w Wawrowie, gdzie p. Bogusław był trenerem. W tej chwili go nie ma, szkółka działa dalej. W tej chwili trenerem jest p. Mieczysław Woźniak, były nasz żużlowiec i to szkolenie odbywa sie dalej. Jest kilkunastu młodych adeptów, którzy w przyszłości będą zasilać szeregi Stali Gorzów. Żadnego zagrożenia dla szkolenia młodzieży w tej chwili nie ma. Red.: Ostanie pytanie. Jako że jesteśmy z gimnazjum, chcielibyśmy znać Pana stanowisko w sprawie...mundurków. I.M.Z.: Bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony jestem za, a z drugiej przeciw. Nie mam jednolitej opinii jeżeli chodzi o mundurki, ponieważ one mają swoje zalety i wady. Na pewno te mundurki zabijają indywidualności, wprowadzają szarość i nijakośc do szkół. A z drugiej strony mają szereg zalet. Ludzie w szkole są bardzo zróżnicowani pod względem finansowym. Szkoła nie powinna być rewią mody, poza tym mamy do czynienia z szeregiem patologii, uzależnień jak choćby narkotyki i alkohol. Do szkoły przychodzą różne niepowołane osoby, kiedy się wprowadziło do szkoły mundurki to jednak takie osoby nie czują się takie swobodne. Pomimo szeregu wad i zalet, mimo wszystko jestem za. Red.: Dziękujemy bardzo za spotkanie. I.M.Z.: Ja również dziękuję. Wywiad przeprowadzili: Jędrzej Lorek, Bartosz Augustyniak, Karol Tomczak
Postanowiliśmy przeprowadzić wywiad z panią Renatą. Redakcja Gim 21: Od kiedy pracuje Pani w naszej szkole? Pani Renata Muszyńska: Pracuję od 1989 roku, od początku istnienia szkoły. Sama nosiłam ławki, jestem jednym z najdłużej pracujących nauczycieli w tej szkole. Red.: Czy lubi Pani swoją pracę? R.M.: Tak, lubię. Do tego zawodu trzeba mieć specjalne predyspozycje, trzeba naprawdę lubić uczniów. Red.: Od kiedy opiekuje się Pani Samorządem Uczniowskim? R.M.: Samorządem opiekuję się od 2001 roku. Red.: Jak spędza Pani czas wolny? Posiada Pani jakąś pasję? R.M.: Mam pasję, którą są psy. Posiadam trzy psy yorki. Wiem o nich dosłownie wszystko. Można mi zadać każde pytanie na ich temat. Sama też je strzygę i kąpię. A drugą moją pasją jest ogród. Uwielbiam w nim odpoczywać. Red.: A co ze sportem? R.M.: Od paru lat regularnie chodzę na siłownię, bardzo lubię ruch. Red.: Czy ma Pani dzieci? R.M.: Tak, mam dzieci. Jeden syn chodzi do I klasy do liceum przy ulicy Przemysłowej, a drugi ma 12 lat i chodzi do szkoły społecznej. Red.: Jak ocenia Pani swój kontakt z uczniami? R.M.: To akurat powinni ocenić sami uczniowie. Myślę, że my, nauczyciele, powinniśmy się uczyć od młodzieży spontaniczności, energii i werwy. Przebywając z uczniami czujemy się młodsi. Red.: Co Samorząd planuje na przyszły rok? Będą jakieś znaczące zmiany? R.M.: Mieliśmy spotkanie w marcu. Porównywaliśmy co nam się udało, a co nie. Prawdopodobnie w przyszłym roku zorganizujemy szkolną edycję "You can dance". Może jeszcze w tym roku uda nam się przeprowadzić "Bal Najlepszych". Najlepsi uczniowie z najwyższą średnią i najlepsi sportowcy. Nigdy nie miało to miejsca w naszej szkole. Myślę, że taka dodatkowa dyskoteka, byłaby wyróżnieniem dla tych uczniów. Sportowcy z naszej szkoły często reprezentowali Gorzów, a nawet nasz kraj. Red.: Bardzo dziękujemy za wywiad. R.M.: Ja również dziękuję. Pytały: Kasia Sługocka, Małgorzata Wączek, Inga Kołtun
Redakcja: Jest Pani opiekunem Szkolnego Koła Pomocy Bliźniemu. Proszę powiedzieć, od kiedy ono działa? Pani Anna Wardyn: Szkolne Koło Pomocy Bliźniemu działa w naszym gimnazjum od września 2007 roku. Powstało trochę przez przypadek. Będąc opiekunem Samorządu Uczniowskiego w roku szkolnym 2006/2007, z ówczesnymi trzecimi klasami, zorganizowałam jedną akcję charytatywną na rzecz świetlic środowiskowych. Przeprowadziliśmy ją w Intermarche. Uczniowie niesamowicie się zaangażowali, mieszkańcy osiedla także. Właśnie wtedy zrodził się pomysł. We wnioskach do dalszej pracy SU wpisałam: "stworzenie wolontariatu". Pani Dyrektor Danuta Suska podjęła inicjatywę i na pierwszej radzie pedagogicznej w tym roku szkolnym dowiedziałam się, że nie opiekuję się już samorządem, lecz tworzę wolontariat. Tak powstało Koło Pomocy Bliźniemu. R.: Kogo zrzesza Koło? A.W.: Koło zrzesza uczniów klas pierwszych oraz trzecich, to głównie młodzież, którą uczę. Do nich najłatwiej dotrzeć. Poza tym kilka osób z trzeciej "a" i z pierwszej "a". Nie potrafię powiedzieć, ilu nas jest. Wciąż pojawiają się chętni. To różni uczniowie, wybitni i ci, którzy mają po kilka jedynek na semestr. R.: Czy młodzież chętnie pomaga potrzebującym? A.W.: Młodzież bardzo chętnie pomaga, wykazuje zainteresowanie i nie szczędzi energii. Podziwiam bezinteresowność, chęć działania. Przyglądam się, jak uczniowie przełamują własną nieśmiałość, prosząc o wsparcie dla kogoś. Takie kwestowanie nie jest proste, czasem trzeba liczyć się z odmową, bywa, że ktoś obrazi wolontariusza. R.: Jak Pani sądzi, dlaczego gimnazjaliści chcą pomagać innym? A.W.: Udział w akcjach uczy pokory, odpowiedzialności za innych, wrażliwości na ludzką krzywdę. Taka lekcja jest lepsza od wykładu o miłości bliźniego. Dowiadujemy się o świecie i o sobie samych. R.: Jakie cele chciałaby Pani osiągnąć z młodymi wolontariuszami w tym roku szkolnym? A.W.: Podejmując inicjatywę, myślałam o kształtowaniu postaw poprzez działania charytatywne, żeby każdy z nas poczuł, że "więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu", abyśmy zrozumieli, że warto być dobrym, choć to takie niemodne, wstydliwe i niepraktyczne. R.: Wiem, że od września zostało przeprowadzonych sporo akcji. Proszę je przypomnieć, przede wszystkim tym, którzy czytają ten wywiad. A.W.: Oj, Inguś, pierwszy był kiermasz jesienny - akcja na rzecz świetlic środowiskowych, następnie zbiórka produktów spożywczych dla Banku Żywności, potem wigilia dla bezdomnych, udział w XVI Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i ostatnia pod patronatem Fundacji "Dziewczynka z zapałkami" - zbiórka na kolonie dla dzieci z rodzin ubogich i zagrożonych patologią. R.: Czy współpracuje Pani z jakimiś organizacjami, instytucjami o podobnym charakterze. A.W.: Bez współpracy nie moglibyśmy działać, pomoc wymaga organizacji, ktoś musi rozdzielać zebrane przez nas środki. Dlatego współpracujemy z Towarzystwem Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna, Bankiem Żywności, Lubuskim Centrum Wolontariatu i Fundacją "Dziewczynka z zapałkami". R.: Dlaczego właśnie Pani, nauczyciel języka polskiego, podjęła się tak trudnego, choć szlachetnego zadania? A.W.: Ingo, nie wiem, to młodzież mnie zainspirowała i zachwyciła swoim zaangażowaniem, bo to przecież młodzież działa, ja tylko pozwalam, aby te drzemiące w każdym z nas pokłady dobra miały okazję się rozwijać. Wielką przyjemność sprawiają mi uczniowie, którzy po swoim dyżurze zostają na następne kilka godzin, a mogliby inaczej spędzić czas. Macie przecież sporo nauki i jeszcze więcej możliwości wykorzystania czasu: komputer, telewizja, spotkania towarzyskie, a jednak przychodzicie i poświęcacie chwilę dla innych. To zobowiązuje, a moja humanistyczna i pedagogiczna natura nie pozwala pozostawać obojętnym. R.: Na zakończenie naszej rozmowy zadam Pani pytanie, które budzi wiele kontrowersji, czy przyznałaby Pani punkty przy rekrutacji do szkoły średniej za wolontariat. Dlaczego? A.W.: Punkty przy rekrutacji - nie chcę myśleć, że to główny cel. Mam nadzieję, że nie są najważniejsze dla naszych wolontariuszy, a poza tym dlaczego nie nagrodzić takiej działalności? R.: Bardzo Pani dziękuję za znalezienie wolnej chwili i za miłą rozmowę. Rozmawiała: Inga Kołtun
Redakcja: Zdobyłeś, jako jedyny w naszej szkole, tytuł finalisty Olimpiady Historycznej. Czy dużo czasu poświęciłeś przygotowaniom do konkursu? Dawid Panyszak: Deczko poświęciłem. Red.: Masz sporą wiedzę historyczną. Czy coś zaskoczyło Cię w teście na etapie rejonowym? D.P.: A tam od razu sporą, trochę umiem i nie wyolbrzymiajmy tak. Było kilka trudnych rzeczy, ale czy mnie zaskoczyły, raczej nie, bo byłem przygotowany na to, że czegoś i tak nie będę umiał. Red.: Poznaliśmy już wyniki ostatniego etapu - wojewódzkiego. Osiągnąłeś wysoki wynik, bo 78%. Co sprawiło Ci największą trudność na tym teście? D.P.: W sumie już za bardzo testu nie pamiętam, ale trudnym zadaniem było podanie dokładnych dat wydarzeń. Red.: Czy oprócz pytań o daty, test był trudny? D.P.: Trudny może nie, ale za to bardzo drobiazgowy. Red.: Żałujesz, że nie zdobyłeś tytułu laureata? D.P.: No, zawsze pozostaje jakiś niedosyt, ale jak na razie staram się nie myśleć o szkole. Red.: Mimo to na pewno masz już 15 pkt. dodatkowych do szkoły średniej. Jestem przekonana, że cieszysz się z tego powodu. Czy dzięki temu, będziesz próbował dostać się do jednej z lepszych szkół? D.P.: Próbować zawsze mogę, ale jak będzie zobaczymy w czerwcu. Red.: Skąd Twoja pasja do historii i wos-u ? D.P.: Pasją bym tego nie nazwał. Po prostu łatwo się przyswaja i może dlatego ukierunkowałem się akurat na te przedmioty. Red.: Czy jest jakiś okres w historii Polski, który szczególnie Cię fascynuje? D.P.: Historia Polski nieszczególnie mnie interesuje. Red.: Jeżeli nie historia Polski, to jaka? D.P.: XX wiek. Red.: Czy wśród postaci historycznych XX wieku jest jakiś bohater, którego cenisz? D.P.: Wszystkich cenię po trochu, choć najbardziej postacie typu Romana Dmowskiego, ale tak naprawdę jest ich zbyt wielu do wymienienia. Red.: Czy swoją przyszłość wiążesz z historią? D.P.: Nie wiem nawet co będę robić jutro, a co dopiero mówić o przyszłości. Red.: Dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę kolejnych sukcesów. D.P.: Dziękuję. Rozmawiała: Inga Kołtun
Redakcja: Na początku rozmowy oczywiście Ci gratuluję. Jesteś wzorem do naśladowania. Chcę zadać Ci kilka pytań odnośnie Twojego sukcesu. Michał Piechota: Dziękuję za gratulacje. Red: Czy wiedza zdobyta na lekcjach wystarcza na uzyskanie tytułu Laureata i ile czasu przeznaczasz na naukę? M.P.: Na pewno wiedza, którą przekazali mi nauczyciele na lekcjach biologii wystarcza na przejście pierwszego etapu. Jednak, aby osiągnąć większy sukces potrzebny jest własny wkład i poświęcenie, trochę czasu na naukę w domu. Może wydać się to dziwne lecz nie spędziłem wiele czasu nad książkami, aby zdobyć tutuł finalisty. Wiem jednak, że do osiągnięcia największego wyróżnienia będę musiał to zmienić. Red: W jaki sposób przygotowujesz się do konkursu? M.P.: Przygotowuję się w wolnym czasie oraz kiedy mam ku temu chęci. Sięgam wtedy po książki i powtarzam materiał z podręczników. Czasem zdarza się, że siadam razem z moją mamą i się uczę. Myślę, że gdyby nie pomoc mojej mamy, nie zdołałbym osiągnąć tego co mi się udało - za co jej bardzo dziękuję:) Red: Czy Twoja przyszłość wiąże się z zamiłowaniem do biologii? M.P.: Nie nazwałbym tego od razu zamiłowaniem:) Choć fakt, bardzo lubię ten przedmiot. Myślę, że wiedza z biologii przyda mi się w przyszłości, gdyż chciałbym zostać dentystą lub jak mój tata - lekarzem. Czasem marzy mi się powiązać moją przyszłość z piłką nożną, zostać sędzią, bądź nawet piłkarzem. Red: Oprócz biologii masz jakieś inne hobby ? Jakie? M.P.: Tak, kocham football. Uwielbiam grać i oglądać razem z bratem Bartkiem i tatą mecze w telewizji. Nie wypadałoby wspominać o grach komputerowych, ale przecież każdy lubi sobie pograć na "blaszaku":) Red: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów, a co najważniejsze - zdobycia tutułu Laureata! Pytała: Gosia Wączek
Nie będę ukrywał, że bałem się spotkania, ponieważ wstyd popełnić błąd, gdy notowałem bacznie słowa Marty. Jednak okazała się osobą bardzo miłą i wyrozumiałą w stosunku do mnie. Zresztą przeczytajcie sami! Redakcja: Na początku naszej rozmowy wielkie gratulacje! Marta Duczapska: Bardzo dziękuję:) Red: Zdradzisz nam ile zajęło Ci przygotowanie do olimpiady? M.D.: Prawdę mówiąc, nie przygotowywałam się szczególnie do konkursu. Uważam, że do mojego sukcesu w dużej mierze przyczynili się nauczyciele, którzy pracowali "nade mną" przez te wszystkie lata, ale i ogromne szczęście. Mam świadomość tego, iż wśród uczestników konkursu było wiele bardzo zdolnych osób, które zapewne zasługują na takie wyróżnienie, jednak w tym dniu los uśmiechnął się do mnie. Red: Jaki jest twój stosunek do nauki i przedmiotu jakim jest język polski? M.D.: Nauka języka polskiego nie sprawia mi żadnych problemów. Jest to lubiany przeze mnie przedmiot, lecz muszę przyznać, iż nie wiążę swojej przyszłości z kierunkiem humanistycznym. Red: Więc zdradź nam swoje plany na przyszłość. M.D.: W najbliższym czasie chciałabym pomyślnie zdać testy i dostać się do dobrego liceum, a co do moich przyszłych planów - czas pokaże. Red: Wróćmy do spraw szkolnych. Preferujesz naukę w stylu studenckim, czy systematyczną pracę? M.D.: Zdecydowanie systematyczną pracę:) Red: Ile czasu spędzasz ucząc się? M.D.: Nie potrafię dokładnie określić. Przyznaję, że jestem osobą systematyczną, jednak poza nauką mam wiele różnych zainteresowań którym poświęcam swój wolny czas. Red: Na koniec pozostaje mi życzyć Tobie tytułu laureata i pozostawiam Cię w pewności, że cała Redakcja trzyma za ciebie przysłowiowe kciuki. Powodzenia. M.D.: Nie dziękuję, aby nie zapeszyć:) Przygotował: Bartosz Augustyniak
Redakcja: Czy posiada Pani jakieś pozazawodowe zainteresowania? Pani Małgorzata Janus: Tak. Lubię czytać książki oraz oglądać ciekawe filmy. Jednym z moich ulubionych jest "Władca pierścieni". Moją pasją są również podróże. Red: Jak spędza Pani wolny czas? M.J: Mój wolny czas na ogół spędzam na porządkowaniu domu oraz sprawdzaniu kartkówek, więc mam go mało dla siebie. Dopiero w wakacje lub ferie mogę naprawdę odpocząć. W miarę możliwości staram się wtedy podróżować, odwiedzać rodzinę i znajomych oraz spacerować z psem. Red: Czy ma Pani dzieci? M.J: Tak, mam córkę Dobrawę. Uczniowie zapewne domyślają się dlaczego ma takie imię. Chodzi do szkoły podstawowej. Ma zdolności matematyczne, których raczej po mnie nie odziedziczyła. Red: Czy ma Pani jakieś zwierzątka? M.J: Jestem właścicielką rudego psa rasy labrador, który wabi się Balto, na cześć psiego bohatera. Imię to zostało nadane przez moją córkę. To kochany piesek, ale jak każdy lubi troszkę porozrabiać. Zdarzyło się, że pogryzł jedną kartkówkę, kronikę Galla Anonima, zeszyt z ocenami za aktywność oraz drugą część słownika języka polskiego. Jest psem obronnym. Na spacerach nikomu nie pozwala się do mnie zbliżyć. Red: Jakie miała Pani plany wkraczając w dorosłe życie? M.J: Jako mała dziewczynka chciałam zostać zoologiem. Natomiast już od podstawówki marzyłam o pracy nauczycielki historii i udało się. Red: Czy przenosi Pani swoją wiedze historyczną na rodzinę? M.J: Mój mąż lubi historię. Często prowokuje mnie do rozmów na ten temat. Natomiast córce na razie czytam różne legendy i bajki. Planuje z nią podróżować i pokazywać jej ważne historyczne miejsca. Oczywiście nie zabraknie rozmów na tematy historyczne. Red: Jakie ma Pani zdanie na temat działań ministrów edukacji? M.J: Na razie obserwuje działalność nowego ministra edukacji. Jestem przeciwniczka noszenia mundurków szkolnych. Uważam też, że zadania domowe powinny być ograniczone, ponieważ młodzież ma naprawdę dużo innych obowiązków i nauki. Red: Zachęciła Pani dużą liczbę młodzieży do uczestnictwa w konkursach historycznych. Wielu z nich zostało laureatami. Jaki jest Pani sposób na sukces? M.J: Przede wszystkim pomoc i zachęta! To co jest niezrozumiałe staram się wyjaśnić. Jednakże trzeba sie tym interesować i robić to z pasją, gdyż to jest już połową sukcesu. W miarę możliwości staram się w ciekawy sposób opowiadać o historii tak, aby większą część młodzieży zachęcić do poszerzania swojej wiedzy na ten temat. Wywiad przeprowadziły: Anna, Natka, Malta
Redakcja: Jakie ma Pan zainteresowania? Pan Mariusz Nowicki: Zawsze interesowałem się historią. Chciałem studiować archeologię ale odwiedziono mnie od tych planów. I dobrze, że tak się stało. Nie żałuję, iż zostałem tłumaczem i nauczycielem angielskiego. Lubię jeździć na rowerze, nartach, nurkować, żeglować; byłem na regatach nad Bałtykiem. Lubię również chodzić po górach. Byłem nawet kiedyś instruktorem piłki ręcznej. Red: Jak Pan wspomina czasy dzieciństwa? M.N.: Wspomnienia z dzieciństwa mam rewelacyjne. Mieszkałem w centrum Gorzowa, najbardziej pamiętam szwendanie się po mieście. Całe dzieciństwo spędziłem w parku Wiosny Ludów. Dzięki rodzicom już od małego podróżowałem. Zwiedziłem m.in. Karpaty, Bułgarię, Rumunię. Podczas mojej młodości nie było tak dużo napisów na murach, które pozbawiają miasto uroku. Red: Jakie ma Pan plany na ferie? M.N.: Zamierzam wraz z rodziną wybrać się do Włoch na narty do Madonna di Campiglio. Miejsce to znane jest z dużej ilości śniegu oraz odbyły się tam zawody Pucharu Świata. Red: Czy zna Pan jakieś inne języki oprócz anielskiego? Interesuje się Pan kulturą innego kraju? M.N.: Ciekawią mnie głównie Bałkany, bardzo lubię ten region. Znam lepiej Bułgarię i Rumunię niż Polskę. Ze względu na moje liczne podróże do tych krajów potrafię się dogadać po Rumuńsku. Znam również język rosyjski, niemiecki i włoski. Dzięki zawodowi tłumacza byłem w Chinach, Tajwanie, Wietnamie, Tajlandii oraz w Afryce Północnej. Red: Czy miał Pan jakieś marzenie, które może już się spełniło bądź oczekuje go Pan? M.N.: Człowiek marzy całe życie. Zawsze chciałem podróżować i podróżuję. Mam wspaniałą rodzinę, która również podziela moje zainteresowania. Red: W związku z nowym rokiem ma Pan jakieś postanowienia? M.N.: Nigdy się w to nie bawiłem. Z reguły się tego nie dotrzymuje. Więc po co sobie tym zawracać głowę, a na koniec roku żałować, że nie udało się dotrzymać danego sobie słowa. Należy się cieszyć z tego co się dobrego w nowym roku zdarzy, a złe rzeczy zapominać, nie martwić się nimi. Red: Ma Pan jakieś zwierzęta w domu? M.N.: Tak, mam i zawsze miałem. Lubię zwierzęta. Posiadałem psy, koty, jaszczurki, pająki, motyle. Moją dumą była suka rottweilera, która była najstarszym przedstawicielem tej rasy w województwie lubuskim. Obecnie mam kotkę do której się niedawno przekonałem. Córka nazwała ją Pipi, ale i tak wszyscy wołają na nią Witold. Red: Co słyszy Pan na swój temat, a co myśli o sobie? M.N.: Nie słucham i nie interesuje się zdaniem innych na swój temat, dlatego nawet nie wiem co mówią. Hmmm... choć może warto by się było tym zainteresować, ale musiałbym mieć tajnego agenta (śmiech) Wywiad przeprowadziły: Anna, Natka, Malta
Redakcja: Czym się Pani interesuje poza plastyką. Ma Pani jeszcze jakieś zainteresowania? p. Aleksandra Karłowska: Interesują mnie kamienie szlachetne. Mam nawet własną kolekcję. W miarę możliwości sama ich poszukuję, spacerując po kamieniołomach. Większość z nich dostałam od moich przyjaciół. Pochodzą one z różnych stron świata m.in. z Egiptu, Indii, Peru. Moją drugą pasją są podróże. Zwiedziłam m.in. całą Polskę, Szwajcarię, Niemcy. Ciekawi mnie świat roślin i zwierząt oraz wszystko co jest związane z naturą. Lubuję się w odkrywaniu tajemnic bioterapii (leczenie naturą np. kamieniami). Red: Czy ma Pani jakieś zwierzątka? A.K.: Moją dumą są axolotle, które wyglądają jak małe smoki. Są to zwierzęta bardzo trudne w hodowli. Karmię je dżdżownicami, które sama muszę wykopać z ogródka ;-). Ostatnio miałam przykrą przygodę. Mój kot zrzucił świecącą lampkę do akwarium i mało co nie skończyło się to ich utratą. Jestem do nich bardzo przywiązana, gdyż mam je już od 4 lat. Poza tym mam także psa, rybki i królika. Red: Czym się Pani zajmuje w wolnym czasie? A.K.: Zajmuję się pielęgnacją ogródka. Maluję również obrazy. W marcu mam zamiar otworzyć własną wystawę na którą serdecznie wszystkich zapraszam. Poza tym spotykam się z przyjaciółmi i podróżuję. Red: Jakie były Pani marzenia? A.K.: Moim marzeniem było wybudowanie kamienno-drewnianej wierzy w górach. Jest ono w trakcie realizacji. Pierwsze kroki już zostały poczynione, gdyż zakupiłam ziemię w wymarzonym miejscu w otoczeniu lasu. Kiedy już całkowicie spełnię swój plan, chciałabym resztę życia przeznaczyć na podróże. Zawsze chciałam zwiedzić Nową Zelandię i Wyspy Dziewicze. Red: Chciała Pani od zawsze wykonywać ten zawód? Jak się Pani w nim widziała? A.K.: Nauczycielką zostałam przez przypadek, gdyż za pierwszym razem nie dostałam się na Akademię Sztuk Pięknych. Jednakże musiałam się czymś zająć i rozpoczęłam pracę jako wykładowca plastyki w szkole. Przy drugim podejściu udało mi się dostać do wymarzonej uczelni. Mimo to nie porzuciłam pracy, uczyłam się i zarabiałam jednocześnie. Obecnie swój zawód wykonuję z zamiłowania. Red: Czy w sposobie ubierania wzoruje się Pani na innych stylach? A.K.: Tak, na pewno. Szczególnie na stylu wschodnim, indiańskim oraz skandynawskim, gdyż mam z nimi największą styczność. Większość ubrań przerabiam sama. Ozdabiam je biżuterią własnej roboty. Red: Co słyszy Pani na swój temat, a co myśli o sobie? A.K.: Nie przejmuję się opiniami ludzkimi. Ponieważ ludzie zawsze będą gadać. Jednakże to co mi mówią biorę pod uwagę i analizuję. Mam również swoje tajemnice. Red: Jakiej muzyki Pani słucha i czy dostosowuje się jej wyborem do dzisiejszych trendów? A.K.: Każda dobra muzyka mnie interesuje. Nie lubię disco polo z trudem również słucham techno. Nie jestem przeciwniczką rapu i hip-hop'u. Bardzo lubię muzykę folkową, celtycką, wschodnią i bałkańską. Moim ulubionym zespołem jest Dead Can Dance. Wywiad przeprowadziły: Anna, Natka, Malta
Redakcja: Na początku Gosiu, pragnę Ci pogratulować. Jak długo przygotowywałaś się do konkursu? Gosia Wysk: Dziękuję. Od września lub października, dokładnie nie pamiętam. Red.: Dlaczego wybrałaś akurat konkurs "Losy Żołnierza"? G.W.: W zasadzie startowałam w konkursach, które wydawały mi się dosyć łatwe. Zwracałam uwagę na ilość materiału, dlatego wybrałam właśnie ten. Red.: Czy startowałaś też w innych? G.W.: Tak, w polonistycznym, matematycznym i języka niemieckiego, lecz przeszłam tylko z "Losów Żołnierza"". Red.: Jaki jest Twój ulubiony przedmiot szkolny? G.W.: Zdecydowanie historia. Red.: Historia to wiedza, którą rzadko zgłębiają kobiety. Skąd zainteresowanie nią u Ciebie? G.W.: W zasadzie tak samo z siebie, chociaż pomógł mi w tym mój wujek, który jest wojskowym. Przebywając u niego często, zwiedzałam muzeum i tak stopniowo wzrastała moja ciekawość militariami. Red.: Czy masz jakieś hobby powiązane z tym? Może zbierasz żołnierzyki? G.W.: Nie, nie. (śmiech) Red.: W takim razie, czym się interesujesz poza historią? G.W.: Lubię słuchać muzyki np. rock, punk. Z przyjemnością czytam również literaturę fantastyczną. Red.: Czy uprawiasz jakiś sport? G.W.: Wyczynowo nie, ale bardzo lubię grać w siatkówkę. Red.: Życzę Ci powodzenia w dalszych etapach konkursu. G.W.: Dziękuję. Pytała: Kasia Sługocka
Redakcja Gim21: Na wstępie naszej rozmowy przyjmij gratulacje od całej Redakcji Gim21. Czy spodziewałaś się takiego wyniku w zawodach szkolnych? Kasia Sługocka: Dziękuję. Nie spodziewałam się, więc na pewno było to dosyć miłe zaskoczenie. Wiadomo jednak, że ten etap jest najprostszy, dlatego ciekawa jestem, co będzie dalej. Red.: Czy jesteś zadowolona ze swojego osiągnięcia? K.S. Nie nazwałabym tego jeszcze osiągnięciem, aczkolwiek jeśli mowa o wynikach, to gdyby je głębiej przeanalizować, to są w sumie średnio satysfakcjonujące. Red.: Może powinnam Ci współczuć, a nie gratulować sukcesu, bo jak zamierzasz pogodzić przygotowania aż do czterech konkursów, które odbędą się w podobnym czasie? K.S. Są to dosyć odmienne dziedziny, więc będę musiała to jakoś pogodzić. Mam nadzieję, że mi się uda i coś osiągnę. Nauczyciele jednak, z tego co słyszałam, nie są zbyt zadowoleni z ilości przedmiotów, gdyż na pewno nie będzie łatwo się do wszystkiego przygotować. Red.: Zauważyłam po wynikach, że zadania z chemii, biologii i matematyki były dla Ciebie proste. Czy potwierdzisz, że bardziej jesteś ścisłowcem, niż humanistą? K.S. Trudno mi to stwierdzić, bo kiedy podejmuję się jakichkolwiek testów, zawsze wychodzi że jestem i humanistką i ścisłowcem. W sumie lubię i to, i to. Red.: Czy wspomniane przeze mnie w poprzednim pytaniu przedmioty będą miały jakiś wpływ na wybór szkoły średniej i profilu klasy? K.S. Szkołę mam wybraną już od dawna, profil klasy również. Chciałabym iść do I LO, do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. Od zawsze bardzo chcę zostać lekarzem, a konkretnie chirurgiem. Jednak nie sądzę, żeby na tym skończyło się moje wykształcenie. Red.: To bardzo ambitne plany, ale wracając do konkursów, czy chciałabyś zostać pierwszą w historii naszej szkoły laureatką z czterech przedmiotów? K.S. Chcieć zawsze można. Nie przeczę, że byłoby to bardzo miłe, ale zdaję sobie sprawę z tego, ile wymaga to przygotowań. Mogę powiedzieć tylko, że się postaram i mam nadzieję, że mi się uda. Red.: Dziękuję za rozmowę. K.S. Dziękuję. Wywiad przeprowadziła: Inga Kołtun
Redakcja Gim21: Od jak dawna zajmujesz się wolontariatem? Natalia Zięba: Wolontariatem zajmuję się od tego roku szkolnego. R.: Ile czasu poświęcasz na pomoc bliźnim? N.Z.: Z reguły kilka godzin tygodniowo. R.: W jakich placówkach pomagasz? N.Z.: Pomagam w przedszkolu oraz tu w szkole, w "Kole Pomocy Bliźniemu". Jestem również harcerką. R.: Czy uważasz wolontariat za dobrą formę spędzania czasu wolnego? N.Z.: Sądzę, że tak. Po prostu lubię nieść pomoc innym. Sprawia mi to przyjemność, a przy okazji uczę się nowych rzeczy, rozwijam się. R.: To jedyny powód? N.Z.: Tak, ja zajęłam się tym, bo po prostu to lubię. R.: Czy jest to z Twojej strony całkowicie bezinteresowne, czy może jednak masz z tego jakieś profity? N.Z.: Zdecydowanie całkowicie bezinteresowne. R.: Czy posiadasz jeszcze jakąś pasję? N.Z.: Tak, lubię malować, czytać. R.: Czy znajdujesz na to czas, poświęcając się pomocy innym? N.Z.: Tak, jakoś to godzę. Kilka godzin tygodniowo poświęcam na wolontariat, więc jeszcze pozostaje mi czas na zainteresowania. R.: Czy możesz udzielić jakiejś rady dla osoby, która chciałaby się sprawdzić jako wolontariusz? N.Z.: Warto próbować, gdyż jest to szansa na samodoskonalenie, wewnętrzne rozwijanie się. Można sprawdzić jakim jest się w środku. R.: Dziękuję za wywiad. N.Z.: Również dziękuję. Pytała: Kasia Sługocka
Odbywa się tam mnóstwo wszelkiego rodzaju zajęć pozalekcyjnych, od zwykłej pomocy w nauce po kształcenie artystyczne. Większość jej uczestników to uczniowie naszego gimnazjum. Redakcja: Jak długo funkcjonuje świetlica? p. Jolanta Serbakowska: Świetlica funkcjonuje od 2003 roku. Najpierw mieściła się przy ulicy Długosza, później została przeniesiona na ulicę Wyszyńskiego. Następnie był rok przerwy, a teraz mamy nadzieję, że będzie tu już na stałe. R.: Dla kogo powstała? J.S.: Powstała głównie dla młodzieży gimnazjalnej, w szczególności dla osób, których nie stać na płatne zajęcia popołudniowe. Staramy się jakoś pożytecznie wypełnić im czas wolny. R.: Jaki jest jej cel? J.S.: Celem jest ogólna pomoc, również w nauce, zabawa. Chcemy sprawiać przyjemność młodzieży przez np. wyjścia do kina, imprezy, itd. R.: Jaki jest przedział wiekowy uczestników? J.S.: Jak już wspomniałam głównie młodzież gimnazjalna, ale również liceum. Obecnie nawet uczęszczają 2 osoby ze szkoły podstawowej. R.: Czy każdy może do niej uczęszczać? J.S.: Tak, jeśli mieści się w przedziale wiekowym i potrafi się odpowiednio zachowywać. R.: Jakie zajęcia się tam odbywają? J.S.: Głównie pomoc w nauce, ale rozwijamy też zdolności artystyczne. Często wygrywamy w różnych konkursach. Mamy zajęcia związane z teatrem, plastyką, warsztaty dla wolontariuszy, młodzieżowe koło filmowe oraz przygotowanie do matury. R.: Czy spotkała/spotyka się Pani z trudną młodzieżą? Okres buntu, różnego rodzaju nałogi, problemy z nauką itd.? J.S.: Tak, pomagałam kiedyś w innej świetlicy, gdzie zdarzały się takie przypadki. Młodzież, która lubiła sobie wypić, zapalić itd. Były też osoby, które wręcz nie były w stanie ukończyć gimnazjum. Wagarowały, zaniedbywały szkołę, co najczęściej było wynikiem trudnej sytuacji w domu. R.: Co Pani radzi takim osobom? J.S.: Do każdego przypadku trzeba podejść indywidualnie. Najważniejsza jest przede wszystkim szczera rozmowa, chęć okazania pomocy. Często takie osoby po prostu nie mają komu się wygadać, nie mają kogoś, kto ich wysłucha i doradzi, kto pomoże wybrnąć z problemów. R.: Czy widzi Pani później w nich pozytywne zmiany? J.S.: Tak, najważniejsze jest chyba to, że dzieciaki zaczynają w siebie wierzyć. W zeszłym roku dzięki naszej pomocy jednej osobie udało się uzyskać promocję do następnej klasy, mimo tego, że była zagrożona i szanse na zdanie były małe. R.: Ile lat już tutaj Pani pracuje? J.S.: Pracuję od 1999 roku, czyli już 8 lat. R.: Czy lubi Pani swoją pracę? J.S.: Oczywiście, że tak. Przecież gdybym nie lubiła, to bym tego nie robiła. Z wykształcenia jestem polonistką, więc równie dobrze mogłabym uczyć w szkole, jednak wybrałam świetlicę. Często kiedy nie mogę komuś pomóc, kiedy staję w miejscu, miewam chwile zwątpienia, lecz patrząc na osoby, którym dzięki nam jakoś lepiej się wiedzie, znów nabieram chęci. R.: Bardzo dziękuję za udzielenie nam wywiadu. J.S.: Również dziękuję i serdecznie zapraszam do nas! Przygotowała: Kasia Sługocka
Redakcja: Jak ocenia Pani zachowanie uczniów na lekcji religii? p. Anna Wyczesana: Zachowanie jest zależne od poziomu wiary, który prezentują poszczególni uczniowie. Generalnie uczniowie zachowują się pozytywnie zdarzają się jednak przypadki negatywnych postaw. R.: Czy po wprowadzeniu oceny z religii do średniej, więcej osób zrezygnowało z uczęszczania na te zajęcia? A.W.: W szkole podstawowej nie miało to wpływu, natomiast w gimnazjum jednostki zrezygnowały. R.: Czy w związku z tym zmieniło się zachowanie uczniów na lekcjach? A.W.: Wprowadzenie oceny raczej nie zmieniło w większości uczniów zachowania. Część z nich ma świadomość, że ocena ma wpływ na średnią i pracuje na lekcji tak jak do tej pory, a druga grupa raczej traktuje to obojętnie. R.: Co Pani sądzi o wprowadzeniu oceny z religii do średniej? A.W.: Ma to swoje pozytywne strony. Uczniowie zostali docenieni i wynagrodzeni za swoją pracę. Z drugiej strony Ci, którzy nie chcą pracować obawiają się, że zaniży to ich średnią. W moim przypadku sytuacja nie uległa zmianie, swoją pracę wykonuję tak jak dotąd. Przygotowała: Kasia Sługocka
Redakcja: Justyno, dowiedziałyśmy się o Twoim sukcesie w konkursie krasomówczym, dlatego z tej okazji gratulujemy Ci osiągnięcia. Czy pierwszy raz brałaś udział w takim wydarzeniu? Justyna: Tak, po raz pierwszy wzięłam udział w takim konkursie. Red.: Na czym polega konkurs krasomówczy? Czego dokładnie wymaga jury od biorących w nim udział? J.T.: Konkurs polega na przygotowaniu własnego tekstu na określony w regulaminie temat i przedstawieniu go. Mówi się z pamięci, choć można dodawać własne spostrzeżenia. Jury wysoko ocenia płynność wypowiedzi. Ważne są poruszane wątki. Red.: Co Cię skłoniło do wzięcia w nim udziału? Co Ci to dało, oprócz tytułu laureata? J.T.: Do wzięcia udziału zachęcił mnie Pan Marcinkiewicz, który radził mi, co powinnam zmienić, co dodać. Prócz tytułu laureata, otrzymam dodatkowe punkty przy rekrutacji do szkoły średniej. Poza tym będę reprezentować nasze województwo w konkursie w Legnicy. Red.: Czy ktoś jeszcze Cię wspierał? Komu również zawdzięczasz ten sukces? J.T.: Na pewno mamie, która głęboko wierzyła, że mi się uda oraz przyjaciółkom, które cały czas mnie wspierały. Red.: Czy długo trwały przygotowania do zawodów krasomówczych? J.T.: Dosyć późno zaczęłam się przygotowywać, bo dopiero półtora tygodnia przed konkursem. Red.: Można stwierdzić, że krótko, ale efektywnie. Ilu musiałaś pokonać konkurentów? Czy byli to sami gimnazjaliści? J.T.: Pokonałam troje gimnazjalistów, w tym dwoje z naszej szkoły. Startowało jeszcze czworo uczniów ze szkoły podstawowej, ale w niższej kategorii wiekowej. Red.: Jaka jest Twoja recepta na sukces w tego typu konkursach? J.T.: Ważny jest tekst oraz nastawienie, z jakim się startuje. Wcześniej trzeba też wiele razy powtarzać tekst na głos. Red.: Co podpowiedziałabyś Twoim następcom? J.T.: Wierzcie w siebie, a dacie radę! Red.: Czy w przyszłości chciałabyś występować, np. w teatrze? J.T.: Nie zastanawiałam się nad tym, ale myślę, że gra aktorska to nie jest to, co chcę w życiu robić. Red.: Zdradź nam chociaż, do której szkoły będziesz składała dokumenty po gimnazjum? J.T.: Postaram się dostać do liceum przy Puszkina, chociaż pewnie mi się nie uda. Red.: A wcześniej radziłaś, że trzeba wierzyć w siebie, więc nie zarzekaj się. Życzymy Ci zrealizowania marzeń, a na zakończenie naszej rozmowy prosimy o dokończenie zdania: J.T.: - Lubię ... pograć czasem na gitarze. - Nie lubię ... sprawdzianów, testów, klasówek i odpytywania. - Kocham ... spać, ale przeszkadza mi w tym szkoła. - W wolnym czasie ... korzystam z cudownego urządzenia, jakim jest komputer. Czasami przeczytam ciekawą książkę (naprawdę takie istnieją!), czasami się pouczę. - Mundurki szkolne są ... czy to jest podchwytliwe pytanie? Rozmawiały: Inga Kołtun i Gosia Wączek
Redakcja: W czwartek po południu podano oficjalne wyniki wyborów do Samorządu Uczniowskiego. Czy ucieszyłeś się, widząc swoje nazwisko na pierwszym miejscu? Jędrzej Lorek: Z pewnością tak, choć prawdopodobnie do końca nie było wiadome, kto wygrał. Przeżyłem w czasie liczenia głosów kilka chwil grozy. Na szczęście już po wszystkim, więc można się odprężyć. R.: Jak sądzisz, kto przede wszystkim głosował na Ciebie? J.L.: Myślę, że głównie chłopacy. Wpływ na to miało na pewno to, iż byłem jedynym przedstawicielem płci mniej pięknej na liście, wśród dziewięciu kandydatów. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, którzy zdecydowali się oddać na mnie swój głos wyborczy, wierząc w to, że razem zmienimy tę szkołę na lepsze. R.: W trakcie kampanii wyborczej często Twoi koledzy z klasy głośno skandowali: "Głosuj na ... Jędrzeja Lorka". Myślisz, że to mogło wpłynąć na ostateczny rezultat? J.L.: Uważam, że to miało wielki wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie. Celem było stworzenie kampanii medialnej, czyli próba wbicia gimnazjalistom pewnego hasła, które łatwo wpada w ucho. Chcieliśmy też zrobić dużo sympatycznego szumu wokół mojej osoby. Chyba się udało, choć pewnie nie tylko to zaważyło o zwycięstwie. Podziękowania tutaj dla autora hasła oraz mojej prawej ręki - Bartosza Augustyniaka, a także sekretarza i doradcy - Karola Tomczaka. R.: Gimnazjaliści zawierzyli Ci - jak sam stwierdziłeś głównie płeć mniej piękna - choć jako jedyny z kandydatów do SU nie przedstawiłeś programu wyborczego. Zapytany wcześniej przez nas, odparłeś, że nie masz żadnych założeń, bo w tej szkole i tak nic się nie da zmienić. W związku z tym, jak chcesz "zmienić tę szkołę na lepsze"? Do czego chcesz wykorzystać tytuł przewodniczącego SU? J.L.: Dlaczego twierdzicie, że nie przedstawiłem programu? Czy - Waszym zdaniem - ukazanie programu stanowi powieszenie kilku kartek, na których widnieją założenia z góry skazane na niepowodzenie, jak choćby zdrowa żywność w sklepiku czy radiowęzeł - odgrzewanie po raz kolejny tego samego kotleta? O moich założeniach podczas kampanii było dość cicho. Może dlatego, iż stwierdziłem, że lepiej się mile zaskoczyć, niż fatalnie rozczarować, stąd moje przepełnione ironią, wspomniane przez Was, słowa. Moje założenia były i są nadal takie same, czyli - mówiąc w skrócie - poprawa życia uczniowskiego w szkole. A czy nastąpi to przez papier w toaletach, czy w każdy inny sposób, to chyba bez znaczenia. Bo po co obiecywać gruszki na wierzbie i porywać się z motyką na Księżyc? Wraz z moją "partią" mamy swój plan, który będziemy skrzętnie realizować. Punkt pierwszy został spełniony. Teraz czas na kolejne. R.: Z kim ewentualnie, oprócz wspomnianej "partii", chciałbyś współpracować i w jaki sposób? J.L.: Nie sądzę, abym na razie miał na to jakikolwiek wpływ. Aczkolwiek jeśli miałbym, to z pewnością z tymi, którzy mają zapał i chęć do pracy, do pomagania w SU. Współpraca przede wszystkim musi być oparta na dobrych relacjach członków SU ze mną oraz z nauczycielami i dyrekcją. No cóż, będziemy dążyć do perfekcji, żeby w czerwcu spokojnie powiedzieć: "Tak, spełniliśmy swój plan - możemy odejść". R.: Gdybyś miał wskazać zalety i wady Jędrzeja Lorka, jakie by to były? J.L.: Nienawidzę samooceny. To powinni ocenić gimnazjaliści w czerwcu, kiedy moja kadencja dobiegnie końca. R.: Dokończ zdania: - Lubię... czasem pożartować. - Nie lubię... braku profesjonalizmu. - Kocham... zakładać swój piękny szkolny mundur. - Szanuję... to, że ktoś ma odmienne zdanie na jakiś temat. - W wolnym czasie... niestety, nie istnieje. - Mundurki szkolne to... zupełne nieporozumienie. - Po gimnazjum wybieram się do... liceum R.: Czy chciałbyś na zakończenie naszej rozmowy powiedzieć coś swoim wyborcom, którzy będą czytać ten wywiad? J.L.: Cieszę się, że w szkole są ludzie, którym zależy na poprawie jakości i standardów w szkole. Zapewniam, że razem osiągniemy postawione cele. Dziękuję za zaufanie i pozdrawiam. R.: Dziękujemy za poświęcony nam czas. Gratulujemy wygranej w wyborach i życzymy zrealizowania planów. Wywiad przeprowadziły: Inga Kołtun i Gosia Wączek `
Redakcja: Rok temu objęła Pani posadę wice dyrektora. Czy to trudne zadanie? Pani Danuta Suska: Lubię wyzwania, więc nie traktuję tego jako trudność. Raczej jak nowe, ciekawe doświadczenie. Red.: Czy lubi Pani Dzień Nauczyciela? D.S.: Tak. Myślę jednak, że najbardziej lubią go uczniowie, bo nie muszą w tym dniu przychodzić do szkoły. Tego roku radość będzie mniejsza, bo święto przypada w niedzielę a nie jesteśmy władni przenieść go na inny dzień. Red.: Co sądzi Pani o tym dniu? D.S.: Jest to jeden z powodów, dzięki któremu mogę spotkać się w celach towarzyskich z kolegami i przyjaciółmi - nauczycielami. Red.: Czy dyrekcja organizuje jakieś specjalne spotkanie dla nauczycieli z okazji ich święta? D.S.: Tak. W wielu szkołach, w tym w naszej, stało się to już tradycją. My w tym okresie wyjeżdżamy na wycieczkę. Red.: Dziękujemy za udzielenie wywiadu i życzymy mile spędzonego Dnia Nauczyciela. Pytały: Martyna i Iwona.
Zapraszamy więc do przeczytania wywiadu jakiego udzielił Redakcji Gim 21, Pan Marian Górski kierownik gospodarczy naszego Gimnazjum. Redakcja: Czym się Pan zajmuje w szkole? P. Marian Górski: Jestem kierownikiem gospodarczym. Zajmuję się w szkole awariami, remontami, zakupem materiałów takich jak: klamki, farby, żarówki, sprzęt warsztatowy, itp. Do moich obowiązków należy również podpisywanie umów z klientami, którzy wynajmują salę oraz prowadzenie dokumentacji z mojego zakresu. R.: Czy mógłby Pan zdradzić czym się zajmował wcześniej? M.G.: Hmm...dużo tego było, w życiu robiłem wiele rzeczy. Przez 14 lat byłem kolejarzem, przez 3 lata pracowałem w banku oraz zajmowałem się marketingiem. R.: Jakie są Pana wrażenia po roku pracy? Czy zwrócił Pan szczególną uwagę na zachowania uczniów i ich zwyczaje? M.G.: Bardzo lubię młodzież, ale sprawia mi przykrość jak widze gdy uczniowie niszczą mienie szkoły i zamiast kupić coś nowego trzeba wydać pieniądze na naprawienie szkód. Nie wiem czy to zauważono ale przez wakacje dużo się zmieniło, odmalowaliśmy korytarze, zamontowaliśmy monitoring i stworzyliśmy nową pracownię komputerową. Chciałbym podkreślić też, że jako szkoła wygraliśmy konkurs, dzięki któremu mamy możliwość zakupu nowego, profesjonalnego sprzętu nagłaśniającego. R.: Czy poza pracą w szkole ma Pan jakieś zainteresowania? M.G.: Interesuję sie piłką nożną, kiedyś nawet byłem sędzią. W każdy weekend oglądam mecze wraz z córką. Każdy z nas kibicuje innej drużynie, ja jestem za Arsenalem Londyn, a ona za Menchester United. Często z tego powodu dochodzi do sprzeczek. Interesuje się również polityką. Byłem nawet radnym przez dwie kadencje w Drezdenku. R.: Gdyby kiedyś miał Pan możliwość zmiany pracy, czy skorzystałby Pan z niej? M.G.: To bardzo dobra praca, z której jestem zadowolony. Jedynym minusem jest to, że mieszkam daleko i sam dojazd sprawia kłopot. Nie chce z niej rezygnować, ale nigdy nic nie wiadomo. R.: Jakie w dzieciństwie były Pana marzenia odnośnie zawodu? M.G.: Nie miałem wymarzonego zawodu, ale zawsze chciałem skończyć szkołę i studia. Bardzo lubiłem marketing oraz pracę z ludzmi. Wywiad przeprowadziły: "Ann", "Nat" i "Mart".
P. Oliwia Głowacka: W ubiegłym roku szkolnym Pani Terase Głowacka - moja mama była na urlopie zdrowotnym, a ja akurat skończyłam studia i przyszłam na zastępstwo. Z kolei w tym roku szkolnym Pani Dorota Chuchro jest na urlopie, a ja ją zastępuję. R.: Czy zauważa Pani jakieś różnice między pracą z młodszymi uczniami, a starszymi? Jeżeli tak, to jakie? O.G. Oczywiście. Przede wszystkim z różnicą wieku uczniów związane są inne zainteresowania, inne pragnienia oraz inne problemy. R.: Z czym największy problem mają dzieci, a z czym młodzież? O.G. Dzieci w młodszym wieku szkolnym najczęściej mają problemy z nauką oraz wchodzą w konflikty z rówieśnikami, natomiast młodzieży, oprócz tego dotyczą jeszcze konflikty z nauczycielami, rodzicami. Starsi uczniowie mają również problemy z różnego rodzaju nałogami, wyborem dalszej drogi kształcenia, niektórzy wchodzą w konflikt z prawem. R.: Na czym właściwie polega praca pedagoga? O.G. Wbrew pozorom nie jest ona taka prosta. Praca pedagoga polega między innymi na: pomocy wychowawcom, określeniu form i sposobów pomocy uczniom, organizowaniu zajęć korekcyjno-kompensacyjnych, udzielaniu pomocy psychologicznej i pedagogicznej, podejmowaniu działań z zakresu orientacji zawodowej i pomocy materialnej uczniom, współpracy w poradniami psychologiczno-pedagogicznymi i innymi poradniami specjalistycznymi, współdziałaniu z organami szkoły, policji, sądów, prowadzeniu dokumentacji itp. R.: Jakie cechy powinien posiadać dobry pedagog? O.G. Myślę, że pedagog powinien być otwarty, empatyczny, cierpliwy, powinien lubić ludzi i pracę z nimi. R.: A Pani je ma? O.G. Na to pytanie powinni odpowiedzieć chyba uczniowie. R.: Czy zawsze chciała Pani pracować w szkole, czy może przypadek zadecydował o miejscu zatrudnienia? O.G. Chciałam robić wiele różnych rzeczy, ale na liście moich planów były studia pedagogiczne. R.: Jest Pani młodym nauczycielem. Czy tak wyobrażała sobie Pani pracę po studiach? O.G. Podczas trwania studiów odbyłam wiele praktyk w szkołach i innych placówkach oświatowych, tak więc praca w szkole po studiach nie była dla mnie czymś nowym. R.: Co stanowi największy problem w Pani pracy? Co zmieniłaby Pani, gdyby miała na to wpływ? O.G. Najwięcej trudności w mojej codziennej pracy mam z tym, aby podczas rozwiązywania różnorodnych problemów wszyscy byli zadowoleni i nikt nie czuł się pokrzywdzony. To nie zawsze mi wychodzi. Czasami da się zadowolić wszystkich. R.: Pani mama sprawuje opiekę pedagogiczną w szkole podstawowej. Czy codzienny kontakt z rodzicem w pracy pomaga w wykonywaniu obowiązków, czy przeszkadza? O.G. Z mamą pracuje mi się dobrze, choć przyznam szczerze, że na początku roku szkolnego trochę obawiałam się, że będziemy przenosić problemy ze szkoły do domu. Jednak ustaliłyśmy pewną zasadę: nie rozmawiamy o pracy po lekcjach. Oczywiście nie zawsze nam to wychodzi. R.: Proszę dokończyć zdanie: - Lubię... spać. - Nie lubię...chamstwa i kłamstwa - Kocham... muzykę i wszystko, co się z nią wiąże - Szanuję... ludzi z pasją - W wolnym czasie... słucham muzyki, czytam książki, jeżdżę na koncerty, śpię - Mundurki szkolne to... obowiązek - W przyszłości chciałabym... założyć kapelę rockową R.: Na zakończenie naszej rozmowy, czy chciałaby Pani przekazać coś jeszcze tym, którzy będą czytać ten wywiad? O.G. Pozdrowienia dla wszystkich pracowników szkoły oraz uczniów. Dziękujemy za udzielenie wywiadu. Życzymy powodzenia w pracy i w życiu prywatnym Pytały: Gosia Wączek i Inga Kołtun
Redakcja wwwGim21: Kiedy zrodziła się u Pani myśl o tym, żeby zostać piosenkarką? p. Majka Jeżowska: Dosyć wcześnie, chyba miałam cztery lata. Byłam z mamą na jakimś koncercie w miejscowości Rabka, to jest na południu Polski. Tam przyjeżdżają dzieci na leczenie strun, oskrzeli, płuc itd., a ja tam niedaleko mieszkałam - w Nowym Sączu. Zobaczyłam aulę koncertową, scenę mikrofony. Wyrwałam się mamie, wdrapałam się na scenę i zaczęłam śpiewać, tak normalnie "z czapy", jak to się mówi. Zupełnie 4-letnie dziecko zaczęło śpiewać, bo zobaczyło mikrofon i wtedy chyba zrodziło się to marzenie. Ale oczywiście chodziłam na lekcje gry na pianinie, potem chodziłam do szkoły muzycznej, także miałam zajęcia. Kształciłam słuch, kształciłam się muzycznie i coraz bardziej silniejsze było to marzenie. Zapisałam się do różnych kółek teatralnych, rytmicznych no i przede wszystkim w ósmej klasie podstawowej zostałam wokalistką zespołu amatorskiego, złożonego, uwaga, z maturzystów! I to było coś - ósmoklasistka i maturzyści. Red: Jak długo trwa Pani kariera sceniczna? M.J.: Ach, ponad 20 lat. Chłopcy - nie było Was na świecie, jak ja zaczęłam występować. Ponad dwadzieścia parę lat, tak trudno w tej chwili powiedzieć od czego liczyć. Można liczyć oczywicie od debiutu na festiwalu piosenki, można liczyć od wydania pierwszej płyty, od w ogóle pierwszego koncertu. No ale, chyba tak - prawie dwadzieścia pięć lat. Red: Od początku kariery śpiewa Pani tylko i wyłącznie dla dzieci? M.J.: Właśnie nie. Od początku nie. Przez jakieś pierwsze 5 lat po prostu śpiewałam piosenki popowe i szukałam swojej publiczności, bo każdy chce wiedzieć dla kogo śpiewa. Hip-hopowcy trafiają do określonej publiczności, nie do wszystkich. Każdy młody, zaczynający wokalista czy zespół chce wiedzieć, kto tak naprawdę jest jego odbiorcą. Dowiadujemy się po latach właściwie poszukiwań tak naprawdę, komu się te piosenki podobają. Dla dzieci zaczęłam śpiewać wtedy, kiedy urodziłam swojego własnego syna, zaczęłam oglądać telewizję i stwierdziłam, że są programy dla dzieci, ale właściwie wszyscy śpiewają takie staromodne: "Husia, husia, tusia - pójdę do mamusi!", w związku z czym w ręce wpadł mi tekst Agnieszki Osieckiej "A ja wolę moją mamę", napisałam muzykę, nagrałam pierwszą piosenkę. Okazało się, że grał ją Marek Niedźwiedzki na liście radiowych przebojów, że piosenka się spodobała młodzieży. Wcale nie dzieciom, tylko dorosłym! Tak się zrodził pomysł nagrania całej płyty z piosenkami dla dzieci, potem był musical, potem koncerty, trasy i w tej chwili nawet, jeśli bym nagrała operę, to i tak by wszyscy myśleli, że to jest dla dzieci. Tak bardzo zostałam zaszufladkowana, że jest bardzo ciężko zrobić zupełnie coś innego. Red: A czy śpiewanie dla dzieci sprawia Pani satysfakcję? M.J.: A jak myślicie? Red: Myślimy, że tak! M.J.: No pewnie, że tak, dlatego że widzieliście dzieci są ogromnym żywiołem, zresztą młodzież też. Wspaniale się dzisiaj bawili gimnazjaliści. To jest tylko dowód na to, że w muzyce nie powinno się robić żadnych barier, stosować takich "szuflad", dlatego że jeśli ktoś ma 20 lat, czy 18 lat, a wychował się na moich piosenkach, to on się zawsze będzie dobrze bawić, słuchając piosenki "Wszystkie dzieci nasze są", czy "Kto się przezywa", bo jeśli to jest fajna piosenka dla niego, to nieważne, ile on ma lat. Dlatego ja mam olbrzymią satysfakcję w ogóle z występowania. Bardzo często to jest publiczność mieszana, to są: dzieci, młodzież, dorośli; starzy ludzie: dziadkowie, babcie, którzy mnie uwielbiają na przykład. I w związku z tym nie ma niczego piękniejszego, jak śpiewanie dla takiej szerokiej publiczności, kiedy się widzi i małe twarzyczki i dorosłe, i wszyscy wychodzą zadowoleni to to jest najpiękniejsze. Red: Jakie jest Pani największe osiągnięcie w karierze? M.J.: Chyba nie nagrody, ani tytuły. Myślę, że bardzo miłe są tytuły, np. przyznawane przez dzieci "Orderu śmiechu". Jestem ambasadorem "Dobrej woli" UNICEF-u, ale to są tylko tytuły. Tak naprawdę moje życie polega na pracy takiej, jak dzisiaj, w różnych warunkach. Czasami jest świetna scena, świetne światła, bo jest to duży koncert. A czasami jest to zwykła hala sportowa przy jakiejś tam szkole. To nie jest ważne. Nie ważne są nagrody, ważne jest to, co się dzieje między publicznością, a mną, bo to jest coś prawdziwego. Taka ulotna chwila, energia, kiedy widzę, że wszyscy są w jakimś amoku, to to jest najcenniejsze, to najdłużej zostaje. Oczywiście na półce stoją różne wyróżnienia, nagrody, pierwsze nagrody na festiwalu w Opoly, złote płyty, platynowa płyta wisi również. No ale fajnie leżeć na łóżku i patrzeć na ścianę, natomiast dużo lepiej pracować. Pracować i być. Red: A co Pani sądzi o naszej szkolnej publiczności? M.J.: No super. Była super. Na drugim koncercie chyba była wyłącznie publiczność ze szkoły nr 21. Generalnie zawsze gospodarze zawsze się czują najpewniej, bo są na swoim terenie. Ale jestem miło zaskoczona tym, że była tzw. starszyzna, czyli gimnazjaliści, co jest tylko jakby potwierdzeniem moich słów, że nie ma barier wiekowych i są oczywiście takie osoby, które mają tam 15-17 lat i jak ktoś mówi: "-Idę na koncert Majki Jeżowskiej... -O Jezu, ona śpiewa dla dzieci. Co Ty? Jesteś dzieckiem?!" Oczywiście można do tego tak podchodzić, ale myślę, że piosenki bronują się same i fajna zabawa, która się udziela nawet tym niechętnym. Czasami tak jest, że przyjeżdża klasa np. szósta. Dziewczyny się bawią, chłopcy stoją i patrzą bykiem na mnie: "Przyjechaliśmy na koncert, no dobra - może jakoś wytrzymamy." Prawda? I nagle w połowe koncertu ja patrzę, a oni szaleją, bawią się, przychodzą po autograf. Czyli można pokonać każdą niechęć, można dotrzeć nawet do tych najbardziej marudnych. Red: Dziękujemy i życzymy powodzenia w dalszej karierze piosenkarskiej. M.J.: Bardzo dziękuję. Pozdrawiam wszystkich uczniów szkoły 21. Jesteście super! Powiem Wam jeszcze, że pod koniec kwietnia odbywa się festiwal moich piosenek w Radomiu, co prawda daleko, ale jeśli odwiedzicie moją stronę internetową: www.majka.pl, znajdziecie bardzo dużo zdjęć w galerii, różnych z podróży po świecie. Dużo ciekawych rzeczy można przeczytać, zobaczyć, także piszcie do mnie - będę odpisywać - z mojej strony internetowej. Red: Dziękujemy bardzo za udzielenie wywiadu. M.J.: Dziękuję, pozdrawiam. Wywiad przeprowadzili
Karol Tomczak i Jędrzej Lorek.
Ze względu na pracowity okres, wywiad przeprowadzany był w kilku etapach poczynając od połowy grudnia dlatego też znalazły się w nim także akcenty świąt bożonarodzeniowych. Redakcja www Gim21: Gdzie spędziła Pani święta Bożego Narodzenia? p. dyr Ewa Józefowicz: W domu rodzinnym, razem z moimi rodzicami, z moim bratem i jego żoną oraz z moim ulubionym chrześniakiem. Karolem. R: Stara polska tradycja mówi, że na stole wigilijnym powinno znaleźć się 12 potraw. Czy u Pani też było 12 tradycyjnych dań? EJ: Zawsze jest tradycyjne 12 dań.Od kilku lat Wigilia odbywa się u mnie, więc staram się na każdą Wigilię w innej postaci podać karpia. W tym roku podawałam karpia w czterech postaciach, co się bardzo mojej rodzinie podobało. Oprócz tego najbardziej tradycyjną potrawą w moim domu, ponieważ ja jestem rodem ze Śląska, są tzw. makówki i one muszą być. Są to pieczone drożdżowe bułeczki, które kroi się później w plastry, robi się gęstą jak śmietana zalewę, gdzie najpierw mak jest przekręcony i usmażony ze wszystkimi bakaliami, orzechami, z miodem i to się zalewa mlekiem. I to musi być gęste, żeby nie było widać mleka, tylko żeby był ten mak taki rozrzedzony. Tym się zalewa te pieczone bułeczki i jak one trochę odstoją, to jest moja ulubiona potrawa. Ja po prostu zjadam tego tyle, ile można, bo naprawdę są pyszne. R: Które święta utkwiły najbardziej w Pani pamięci? EJ: Pierwsze święta, które robiłam sama, za które byłam odpowiedzialna jako gospodyni. Byłam bardzo przejęta i dekoracją stołu i tym co podałam, czy to będzie smaczne, ponieważ dla mnie najważniejszymi osobami, którzy mogą mnie oceniać i z którymi zdaniem liczę się najbardziej są rodzice. Bardzo mi zależało na tym, żeby moi rodzice przyszli, żeby byli u mnie zadowoleni i żeby wyszli tacy spełnieni, że ich córka potrafi zrobić Wigilię. R: Na początku każdego roku sporządza się listę planów i postanowień na nadchodzący rok. Czy mogłaby Pani zdradzić nam kilka swoich postanowień? p. dyr Ewa Józefowicz: Oj, bardzo dużo robię sobie postanowień. Moją największa wadą jest palenie papierosów i sobie postanawiam, że przestanę palić. I nie palę kilka dni, ale później znowu wracam i to jest takie postanowienie coroczne. Ale postanawiam sobie również, że będę bardziej oszczędna, że będę jeszcze bardziej pracowita, że będę bardziej systematyczna. Różnie to bywa z realizacją tych postanowień, ale one zawsze są. Redakcja www Gim21: Jest Pani obecnie dyrektorem naczelnym Zespołu Szkół nr 21. Czy trudno jest pełnić tak ważną funkcję? EJ: Jeśli powiedziałabym, że trudno, to znaczy, że nie nadaję się na dyrektora szkoły, bo ktoś, kto mówi, że trudno, to znaczy, że narzeka. Ale nie jest to łatwe pełnić taką funkcję ponieważ będąc dyrektorem w szkole trzeba umieć współpracować przede wszystkim z uczniami, ale później również z ludźmi dorosłymi, z nauczycielami, z całą obsługą i administracją. I to rzeczywiście nie jest łatwe. Trzeba umieć się przestawić, trzeba umieć mówić do ucznia i trzeba umieć przedstawiać argumenty do starszej osoby, trzeba umieć rozmawiać z rodzicami. Ale przede wszystkim jest to wielka odpowiedzialność za wszystkich, za każdego ucznia, za wszystko co się zepsuje w szkole, za każdego pracownika. Więc jest to taka bardzo odpowiedzialna funkcja. R: Jak zaczęła się Pani przygoda z oświatą? EJ: Już w liceum wiedziałam, że chyba zostanę nauczycielem. Bardzo mi się podobał ten zawód i miałam szczęście do takich nauczycieli, którzy byli takimi moimi guru, zresztą do dziś ich pamiętam. Do dziś również pamiętam panią, która uczyła mnie polskiego w podstawówce. Była zawsze elegancka, miała piękne paznokcie, w ogóle była mądra i ślicznie się wypowiadała, a do tego umiała z nami fantastycznie współistnieć. Wtedy gdzieś mi się urodziła taka myśl, że chciałabym pracować w szkole. W momencie, kiedy skończyłam liceum, dostałam się na studia pedagogiczne i tak jakby już siłą rozpędu zaczęłam pracować w szkole i w tej szkole pracuję do dziś. Uważam, że to jest wielka przygoda, mimo tego, że teraz młodzież jest inna, jest więcej problemów, trzeba się trochę przestawić, jeżeli chodzi o pracę w szkole i pobyt z tą młodzieżą. Ale to jest taka moja pasja. Ja siebie nie wyobrażam w innym zawodzie. Myślę, że jestem taki belfer z krwi i kości. Może niekiedy upierdliwy, jeżeli chodzi o to, że ciąglę zwracam uczniom uwagę o te banalne buty, ciąglę się czepiam, że chodzą po korytarzach w czasie lekcji. Ale to nie dlatego, że jestem złośliwa, ale dlatego, że ja wokół siebie lubię ład, porządek, żeby wszyscy znali swoje miejsce. Bardzo mnie drażni jak są tacy, którzy jednak chcieliby ten ład i porządek zakłócić. Ale z drugiej strony ja bardzo uczniów lubię. Generalnie zawsze twierdzę, że uczniowie są fantastyczni, tylko trzeba z nimi umieć postępować, trzeba znaleźć tzw. klucz do ucznia. Jak się znajdzie ten klucz, to można z tym uczniem góry przenosić. R: W ciągu ostatnich dwóch lat w szkole wiele się zmieniło. Powstało nowoczesne boisko, Centrum Informacji Multimedialnej, wymieniono część okien, a szkoła przyjęła imię "Orląt Lwowskich". Czy w roku 2007 planowane są kolejne inwestycje i znaczące wydarzenia? EJ: Od kiedy jestem tutaj to zawsze marzyłam o pięknej szkole. Dopiero jak zaczęłam pełnić funkcję dyrektora to zobaczyłam, jakie to jest trudne do realizacji. To nie jest takie proste powiedzieć: "Kupimy, zrobimy coś tam". Na to wszystko są potrzebne pieniądze. Myślę, że w szkole będzie jeszcze mnóstwo nowych rzeczy. Mam nadzieję, że będzie w końcu nowa pracownia komputerowa, że obydwie pracownie komputerowe będą przeniesione na górę w segmencie "C", więc będą lepsze warunki nauki informatyki. Dokupimy jeszcze nowe stoły, które brakują na stołówce. Mamy już zrobioną ładną bibliotekę, teraz popracujemy przy świetlicy, wymienimy meble, żeby krzesła były przyjemne i funkcjonalne. Chcemy pomalować wszystkie korytarze na kolorowo, żeby było wesoło i ciepło. Chcemy wymienić posadzki, chcemy zlikwidować te nieszczęsne płytki i położyć wszędzie terakotę. Mnóstwo rzeczy trzeba zrobić - ocieplić i otynkować szkołę. To wszystko jest w planach. Co się uda zrealizować w roku 2007, to życie pokaże. Ale myślę, że najpewniejsza jest już nowa pracownia i przeniesienie obu gabinetów informatycznych na drugie piętro w segmencie "C". R: Są to bardzo kosztowne inwestycje. W jaki sposób pozyskuje Pani na nie fundusze? EJ: Pisze się do Urzędu Miejskiego, do Wydziału Oświaty, do pana Prezydenta różnego rodzaju pisma z prośbami, z motywacją. Szukamy różnych sponsorów, wynajmujemy salę gimnastyczną i pracownicy pracują wtedy dodatkowo, żeby ta sala mogła być wynajmowana. Szukamy oszczędności, m.in. kiedy będą wszystkie nowe okna wstawione, to już będzie w szkole cieplej i nie będziemy musieli tak mocno grzać w niektórych klasach, gdzie tych okien jeszcze nie ma. Założyliśmy stowarzyszenie, gdzie pieniążki w statucie też są przewidziane na to, żeby dokupować pomoce, żeby ta szkoła była jeszcze ładniejsza. R: Kiedyś istniał w szkole radiowęzeł z czego uczniowie byli zadowoleni. Czy jest możliwe jego reaktywowanie? EJ: Oj, myślałam o tym i to dla mnie byłaby piękna sprawa, gdyby był radiowęzeł, taki z prawdziwego zdarzenia - bez charczenia i stale czynny. Przecież ten który był, to nawet nie można go nazwać radiowęzłem. Jeśli będą na to kiedykolwiek fundusze, jak założymy w szkole monitoring, myślę, że może już będę starszą kobietą, ale doprowadzę, że w szkole radiowęzeł zafunkcjonuje. Ja sobie wiele celów postawiłam, m.in. radiowęzeł też jest moim celem. R: Jakie jest Pani stanowisko w sprawie wprowadzenia do szkół mundurków? EJ: Różne. Ja jestem z pokolenia, kiedy chodzenie w mundurku było oczywiste, normalne i nikt się temu nie sprzeciwiał. Czy dzisiaj mundurek ma być taki jak kiedyś - szablonowy, kupowany w sklepie? Nie wiem. Byłoby to takie trochę dziwne, ponieważ dzisiaj uczniowie myślą inaczej, mają zupełnie inny styl i trudno byłoby ich ubrać w jednym kolorze, pod szablon. Ale myślę, że fajne byłoby, gdyby np. uczniowie naszej szkoły, podstawówki i gimnazjum mieli jakieś elementy mundurku, ubranie, które uczeń by dumnie nosił, pokazywał, że jest uczniem tej i tej szkoły. Trzeba do tego troszkę zmienić myślenie, nie potraktować tego jako taki typowy mundurek, taki uniform. Może jakąś bluzę, moe jakieś wdzianko - ja dzisiaj sobie tego nie wyobrażam, ale żeby to ktoś nam fajnie zaprojektował, żeby to było atrakcyjne dla Was i żeby zacząć to nosić z taką dumą, że jak się gdzieś pokażecie to... "Popatrzcie, ja jestem uczniem tej szkoły i ja się tego nie wstydzę." Żeby to nas charakteryzowało, identyfikowało to uważam, że to byłoby fajne. Za szablonowym mundurkiem nie jestem. R: W listopadzie uczniowie manifestowali swoją chęć ustawienia ławek w holu. Wniosek w tej sprawie został również przekazany przez Samorząd Uczniowski dyrekcji szkoły. Czy mogłaby Pani w chwili obecnej potwierdzić chęć zakupu ławek? EJ: Zawsze będę potwierdzała. Dopóki te ławki nie staną, to mogę Wam tylko obiecywać. Nie ma we mnie niechęci do postawienia ławek. Wiąże się to znowu, niestety, z inwestycją, bo żeby postawić ławki, to one muszą być bezpieczne ze względów BHP, muszą być konstrukcji stałej, bo uczniowie portafią również wiele rzeczy zdemolować i popatrzeć zawsze, gdzie tam śrubeczkę można odkręcić. Kiedy będą na to pieniądze, na pewno będą te ławki szczególnie w segmencie "C", ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że uczeń ma ochotę przysiąść, porozmawiać. Będą stały, aczkolwiek nie liczyłabym jeszcze na ten rok. R: Jaki w Pani opinii, powinien być uczeń idealny? EJ: Uczeń idealny? Uczeń idealny jest to uczeń sumienny i dobrze się uczący, realizując własne możliwości. Niektórzy nie mają szans osiągać bardzo dobrych wyników, ale jeżeli systematycznie uczą się na tyle, na ile mogą, to już jest dobrze. Uczeń kulturalny, uczeń, który pamięta o słowach "dziękuję", "przepraszam", "czy mógłbym?", "bardzo proszę". Uczeń, który jak chce podyskutować z nauczycielem na różne tematy, to robi to w miły, sympatyczny sposób, nie mając w głosie pretensji, żądania, uczeń, który stosuje się do regulaminu szkolnego, uczeń, na którym mogę zawsze polegać. Uczeń bez wad, choć nie ma ludzi bez wad, ale może uczeń mający jakieś minimalne wady. R: Czym się Pani interesuje? EJ: Bardzo lubię słuchać muzyki lat 60-tych i 70-tych. W 70-tych latach już byłam nastolatką, i wtedy powstało bardzo wiele melodyjnych przebojów znanych do dziś. W każdym razie uwielbiam Richarda, Presleya. Tych wykonawców już Wy nie słuchacie, może nawet nie wiecie, o czym mówię. Lubię słuchać też współczesnych, m.in. nieżyjącego już Grechuty, Turnała. Mnie bardziej interesuje spokojna muzyka. A oprócz tego moją pasją jest dekorowanie i unowocześnianie mojego mieszkania, wymyślanie czegoś nowego. Lubię mieszkać w ładnych wnętrzach. Lubię obejrzeć dobry film. Jak chodziłam do podstawówki to interesowałam się filatelystyką i do dziś mam klasery ze znaczkami, które zbierałam. Może kiedyś, jak mój ulubiony chrześniak - Karolek - będzie starszy i będzie chciał, to mu to oddam. W każdym razie mam takie trzy duże, pokaźne klasery ze znaczkami. Wtedy bardzo dużo wiedziałam o znaczkach. R: Co zamierza Pani robić w czasie ferii zimowych? EJ: Pracować. Uczniowie i nauczyciele pójdą odpoczywać, a ja będę codziennie w szkole, ponieważ taki jest mój obowiązek. Dalej będę administrować szkołą. Może sobie zrobię dwa dni wolnego, kiedy moi zastępcy będą wszystkiego doglądać. Będzie remontowany sekretariat i mój gabinet, więc trzeba będzie popilnować, żeby się wszystko udało. Będę pracowała w większej ciszy bo nie będzie uczniów na korytarzach. R: Dziękujemy bardzo, życzymy spełnienia marzeń osobistych i zawodowych, zdrowia i pomyślności w roku 2007. EJ: Również dziękuję.
Rozmawiali:
Jędrzej "Charger" Lorek Karol "Mc Kajoj" Tomczak
Redakcja www Gim21: Od jak dawna funkcjonuje biblioteka? p. Irena Szulc: Biblioteka funkcjonuje od początku istnienia szkoły, czyli od 1989 roku. R.: Ile egzemplarzy książek liczy nasza biblioteka? IS: Nasz szkolny księgozbiór liczy około 13 i pół tysiąca. R.: Czy biblioteka ma wielu zwolenników wśród uczniów? IS: Jest grupa stałych czytelników, którzy przychodzą nawet kilka razy w tygodniu, jednak większość tylko wtedy, gdy potrzebna jest lektura. R.: Jakie książki uczniowie najchętniej wypożyczają oprócz lektur? IS: Najchętniej wypożyczane przez uczniów są książki młodzieżowe i beletrystyczne. R.: Czy dużo młodzieży korzysta z czytelni multimedialnej? IS: Sporo uczniów tu przychodzi, zwłaszcza gdy nie mają jakiejś lekcji lub czekają na inne zajęcia. R.: Dziękujemy za wywiad. IS: Również dziękuję.
Rozmawiały:
Kasia Sługocka Inga Kołtun
Pedagog, wychowawca, twórca kabaretu szkolnego, muzyk - perkusista, nauczyciel sztuki. Forma wywiadu jest nieco inna, gdzie rozpoczęte zdania uzupełnia p. Adam. Redakcja www Gim21: Największy sukces... p. Adam Musiałowski: Moim największym sukcesem było ukonczenie studiów w Zielonej Górze i podyplomowych w Gorzowie, ponieważ nigdy nie byłem pilnym uczniem, chętnym do nauki. Byłem przeciętny, a nawet leniwy. Również to, że mogę pracować wśród Was jest dla mnie sukcesem. R: Największa porażka... AM: Moją największą porażką jest to, że nie nauczyłem się żadnego języka obcego, bo kiedyś mi się nie chciało, a teraz kiedy próbuję wziąć się za angielski, to ciężko mi to wchodzi do głowy. R: Ulubiona zabawka z dzieciństwa... AM: W czasach PRL-u, kiedy Niemcy nie były zjednoczone, ówczesne NRD produkowało kolejki elektryczne dla dzieci, które były bardzo podobne do oryginalnych pociągów. Ja taką kolejkę miałem i to była moja najlepsza zabawka. R: Autorytet... AM: Moim autorytetem był Jan Paweł II. Ceniłem go za mądrość, pracowitość i charyzmę. R: Wzór sportowca... AM: Nie mam takiego. Cenię tych, którzy osiągają duże sukcesy, a szczególnie jeśli są to Polacy. R: Ulubiony sport... AM: Stanowczo żużel. Zielona Góra nie może się doczekać rozgrywek ligowych, bo znalazła się w ekstraklasie, a my w Gorzowie też mamy swój cel, bo zamierzamy znaleźć się w ekstraklasie. Na pewno będzie to ciekawy sezon i wszyscy z zainteresowaniem będziemy śledzić rozgrywki. R: Cenię u innych... AM: U innych cenię szczerość, otwartość i prawdziwość. W dzisiejszych czasach jest wiele ludzi, którzy przybierają dziwne postawy, maski, zachowania w celu osiągnięcia własnej korzyści. Nie lubię takich, bo nie umiem być kombinatorem i cwaniakiem. A szkoda... R: Hobby... AM: Moje hobby to wędkarstwo, choć nie mam niestety znaczących osiągnięć z tej dziedziny. Tak jak większość z nas godzinami przesiaduję w internecie. R: Ulubiony przedmiot w szkole... AM: Moim ulubionym przedmiotem w szkole była zdecydowanie muzyka. Lubiłem śpiewać. Bardzo często z kolegą z ławki przekręcaliśmy teksty szkolnych piosenek, czasami z wulgaryzmami, co sprawiało nam radość. Pani bardzo się denerwowała i pod byle pretekstem stawiała nam dwóje(ówcześnie najniższa ocena). Tych dwój z muzyki miałem 15, ale piątek około 20 i wszystko kończyło się pomyślnie. R: Pamiętna dwója... AM: Zawsze uważałem się za humanistę i lubiłem przedmioty humanistyczne. Będąc w I klasie ogólniaka z języka polskiego otrzymałem 5 ocen niedostatecznych pod rząd. Kiedy przeniosłem się do technikum z tego samego języka polskiego otrzymałem same 5. Do dziś nie wiem czy to ja się podniosłem jako "dwójarz", czy poprzedni nauczyciel był na dwóję. R: Wziąłbym na bezludną wyspę... AM: Z natury jestem domatorem i wziąłbym najchętniej najbliższą mi rodzinkę i komputer na wypadek gdybym się z nią pokłócił. R: Wyprowadza mnie z równowagi... AM: Jako nauczyciel z dwudziestoletnim stażem nie cierpię, nie potrafię i nie mam cierpliwości odrabiać lekcji z moim synkiem, który chodzi do I klasy podstawowej. Kiedy tłumaczę mu na wszystkie sposoby, a on nie rozumie, wpadam w furię i zachowuję się jak kretyn. Oczywiście potem tego żałuję, ale cóż z tego jak na drugi dzień jest to samo. R: Ulubione danie... AM: Tradycyjnie lubię nadziewaną kaczkę, szaszłyki, frytki i gotowaną golonkę z musztardą, którą popijam zimnym piwkiem. Lubię również potrawy takie jak Wy, tzn.pizzę, ale jej nie zamawiam, lecz robię sam. R: Ulubiony napój... AM: Lubię wszystkie pod warunkiem, że nadają sie do picia. Spirytusu z nieznanych źródeł nie piję. R: Moja impreza osiemnastkowa... AM: Moja impreza osiemnastkowa była dość nudna, ale w tamtych czasach nie były one tak popularne. Byli dziadkowie, rodzice, siostra, coś do jedzenia i dwa szampany. R: Kiedy stoję w korku... AM: Nie znam uczucia, kiedy stoi się w korku, ponieważ obecnie nie posiadam samochodu. Kiedy go miałem, unikałem zatłoczonych ulic. R: Ulubione miejsce na świecie... AM: Ulubionym miejscem na świecie jest dla mnie Irlandia. Nie dlatego że utworzyła rynek pracy, ale dlatego że czytałem trochę o historii Zielonej Wyspy i jestem pod wrażeniem jak biedny niegdyś kraj stał się niemal, że potęgą gospodarczą Europy. R: Amulet... AM: Niestety nie posiadam. Liczę czasmai na znajdywane monety jednogroszowych, że przyniosą mi bogactwo, ale narazie nic z tego. R: Ulubiony film... AM: Nie mam ulubionego filmu. Lubię za to oglądać polskie filmy, najchętniej z lat 70,80-tych. R: Największe marzenie... AM: Chciałbym, aby było mnie kiedyś stać na podróż zagraniczną np. do Irlandii. Dziękujemy!
Wywiad przygotowały:
Paulina Makoś Paulina Fabisz
Będziemy je regularnie prezentować już teraz zapowiadając sensacyjną i nigdzie jeszcze nie publikowaną treść wypowiedzi. Dzisiaj p. Irek Skubicki, nauczyciel informatyki i j. polskiego o artystycznej duszy i stoickim spokoju. Redakcja www Gim21: To niezwykły zaszczyt przeprowadzić wywiad z tak sławnym nauczycielem. Informatyk, polonista, muzyk a teraz reżyser. Czy o czymś zapomniałam.? p. Ireneusz Skubicki: Potrafię jeszcze usmażyć niezłe frytki, ale na potrzeby wywiadu wystarczą te rzeczy, które wymieniłaś. R: Po prostu pan Ireneusz Skubicki. Od ilu lat pracuje Pan w naszej szkole i jak ocenia pan tę pracę? IS: W naszej szkole pracuje od 11 lat. Niech moją prace oceniają ci, którzy mnie zatrudniają (dyrekcja) i ci, dla których pracuję (uczniowie). R: Jako jeden z niewielu nauczycieli doskonale rozumie pan młodzież. Skąd u Pana tyle młodzieńczego ducha? IS: Tę siłę młodzieńczego ducha czerpię oczywiście od głównych sprawców całego zamieszania, czyli samych uczniów. R: Odniósł Pan wiele sukcesów na arenie naszego miasta. Skąd czerpie Pan pomysły? Może jakieś wskazówki dla młodych reżyserów? IS: Z tą wielością to przesada, tak samo jak z udzielaniem rad młodym reżyserom. No, ale jeśli się upierasz... Młody reżyser, animator czy jakikolwiek inny twórca powinien unikać sztuczności w wyrazie artystycznym, wykraczać poza banał i realizować najważniejsze przykazanie artysty: "po pierwsze - nie nudzić". A jeśli chodzi o pomysły to przypuszczam, że czerpię je z niezgłębionych obszarów własnej wyobraźni, której rozległość czasem mnie przeraża. To taki żart. Prawie. Oczywiście inspiracją do działania są dla mnie również młodzi ludzie, którzy dostarczają mi tlenu do oddychania R: Pana grupa teatralna ukrywa sie pod nazwą "Paradox 21". Dlaczego akurat taka? Chcielibyśmy dowiedzieć się kto ją wymyślił? IS: Nazwa Paradox 21 narodziła się w głowie jednego z moich aktorów Karola Sochy oraz mojej. Jesteśmy grupą osób, która działa spontanicznie i posługuje się paradoksem jako środkiem wyrazu artystycznego. Końcówki 21 chyba nie trzeba wyjaśniać. A kto nie wie co to paradoks niech zajrzy do słownika. R: Pracował Pan już z wieloma aktorami. Można się pogubić, ilu tak naprawdę ich jest? IS: Moje koło teatralne to nie harcerstwo nie trzeba się do niego zapisywać. Kiedy wpadam na pomysł, który chce zrealizować szukam po prostu odpowiednich ludzi do odegrania danych ról. Jest oczywiście grupa stałych osób, które wylansowałem i promuję, ale nikt nie może być pewny, że będzie grał wszędzie i zawsze. Na stronie Paradox- u 21 możecie znaleźć listę osób, które ze mną współpracowały. R: Czy odejście obecnych gimnazjalistów ze stałego składu Pana grupy, wpłynie na poziom Paradox- u21? IS: O Blogu 27 wszyscy zapomną a Paradox21 będzie trwał wiecznie. Nie ma ludzi nie zastąpionych, choć zdaję sobie sprawę z tego, że trudno będzie stworzyć ekipę, która może powtórzyć podobne sukcesy. Warto jednak zauważyć, że odejście jednego z najlepszych moich aktorów, czyli Mateusza Grygi nie załamało zespołu. Nawet bez niego zdobyliśmy laureata w ostatnim przeglądzie teatralnym. Z drugiej strony wiem, że ilość talentów w naszej szkole to worek bez dna, trzeba umieć je tylko odkryć. Paradox21 może poza tym istnieć jako teatr amatorski nie związany z naszym gimnazjum. R: Co według Pana powinien mieć aktor, aby zainteresować publiczność? IS: 15-16 letni aktor przede wszystkim powinien pokazać, że chce grać. Następnie sprawdzam czy umie i czy jest w stanie zaangażować się na 100%. Nie interesują mnie ludzie, którzy robią coś, bo muszą, albo starają się o lepsze oceny. Nie pracuje z takimi uczniami. Jeśli znajdę taką osobę to jestem w stanie wykorzystać siłę jej młodzieńczej energii. R: Od lat jest pan jurorem na odbywającym się w naszej szkole festiwalu piosenki "Trele-Morele". Co artysta musi zrobić, aby dostać od Pana najwyższą notę i zostać laureatem? IS: Podstawa to zainteresować publiczność. Jeśli wokalista wybierze odpowiedni utwór, będzie spontaniczny, zaciekawi oryginalnym pomysłem to ma duże szanse. Ale "Trele Morele" to tylko zabawa. R: To w końcu jakie studia pan ukończył? IS: Ukończyłem studia polonistyczne, teologiczne i informatyczne. To naprawdę można ze sobą połączyć. W zakresie filmu i muzyki jestem samoukiem. R: Teraz już wiemy, że to co robi się z pasją wychodzi najlepiej. IS: Dokładnie. A poza tym pracując z pasją nie odczuwam prawie żadnego zmęczenia, pomimo zajmowania się tysiącem spraw. R: Jak ocenia Pan rozwój strony internetowej naszego gimnazjum? IS: Żadna placówka oświatowa w Gorzowie nie ma lepszej strony internetowej. Żadne gimnazjum ani liceum, ani nawet szkoła wyższa nie stworzyła ciekawszej wizytówki szkoły. To co robi pan Sobusiak i jego redaktorzy jest godne podziwu. Znikoma ilość osób jest świadoma tego ile pracy wymaga stworzenie i utrzymanie tak dobrego serwisu. R: Diękując za udzielenie nam wywiadu pozostaje mi życzyć Panu i Pana grupie teatralnej (a ostatnio nawet filmowej) dalszych sukcesów dzięki którym jest w mieście głośno o naszej szkole.
Pytała:
Adria Szuder
Redakcja www Gim 21.: Gdzie Pani spędziła wakacje? Pani Magda Drost: Te wakacje akurat nigdzie. Byłam w Gorzowie ze względu na remont mieszkania. Natomiast lubię spędzać wakacje nad morzem albo pojechać także w góry od czasu do czasu. Jako geograf wypadałoby tam jeździć. Jeśli mam czas, to wyjeżdżam nad morze bądź w góry, ale w te wakacje akurat mi się nie udało. R.: Skąd Pani pochodzi? M.D.: Pochodzę z Kozienic, to jest województwo mazowieckie. Niecałe 80 km od Warszawy. M.D.: Obecnie mieszkam tutaj na osiedlu - na Piaskach, a akurat dowiedziałam się, że pani dyrektor potrzebuje geografa i wcześniej składałam tutaj podanie, bo myślałam, że może mi się uda tutaj więcej godzin zdobyć i udało się. To wszystko wypadło tak na chybił trafił. Pani dyrektor odezwała się bodajże w sierpniu, więc późno. R.: Ile lat Pani uczy? M.D.: Zaczynam czwarty rok. R.: Dlaczego właśnie geografia? M.D.: Skończyłam studia geograficzne. Zawsze lubiłam ten przedmiot - to po pierwsze. W ogóle studia były bardzo ciekawe. Zachęcam, że tak powiem. Dużo praktyk - także za granicą. Bardzo przyjemne zajęcia terenowe, więc studia naprawdę ciekawe. Troszeczkę inaczej to wygląda jak się uczy później w szkole, bo tu się uczy zdecydowanie mniej, niż jak się studiuje geografię. Ale studia polecam. R.: Lubi Pani uczyć? M.D.: Generalnie tak, ale dużo zależy od tego, jakie są klasy. Jeżeli są miłe, sympatyczne, a przede wszystkim chcą się uczyć, to lubię uczyć. Dobrze się uczy w ogólniakach, jak już młodzież jest ukierunkowana i faktycznie chce się uczyć, przychodzi i wie, co chce robić. R.: Jak podoba się Pani atmosfera panująca w naszej szkole? M.D.: W tej szkole naprawdę dobrze. Jest miło, szkoła ma bardzo dobre warunki jeśli chodzi o pomieszczenia, jest dosyć dobrze wyposażona. W porównaniu z innymi szkołami w Gorzowie to jest tu ładnie. R.: Jak układa się współpraca z uczniami i innymi nauczycielami? M.D.: Raczej dobrze... R.: Co sądzi Pani o mundurkach oraz podziale gimnazjów na męskie i żeńskie? M.D.: Hmm. To najtrudniejsze chyba pytanie... To znaczy na pewno chciałabym, żeby w szkołach było spokojniej, mniej przemocy i żebyście przede wszystkim Wy się czuli bezpieczniej, bo jak Wy będziecie się czuli bezpiecznie to i nauczycielowi też się będzie dobrze pracowało. Natomiast jeśli chodzi o mundurki to chyba raczej nie. To jest przeszłość i myślę, iż to jest pozostałość innej epoki, natomiast dzisiaj możecie sobie chodzić kolorowo, ale schludnie. Kiedy jest np. jakaś akademia bądź wyjście do teatru, to wtedy uroczyście. To bardzo popieram. A są również takie momenty, jak początek czy koniec roku, to wtedy wiadomo - strój galowy obowiązuje. Ale tak na co dzień normalnie, bez żadnych specjalnych wyróżnień, oczywiście dziewczyny bez makijażu, ponieważ niektóre są za mocno wymalowane, jak na swój wiek. R.: Jak powinien wyglądać - wg Pani - typ idealnego ucznia? M.D.: Pracowity, życzliwy dla innych, pomagający innym uczniom, dzielący się swoimi umiejętnościami z tymi, którzy być może tych umiejętności nie mają albo nie są w stanie posiąść. Taki jest dla mnie uczeń idealny. R.: Co lubi Pani robić w czasie wolnym? M.D.: Mam mało czasu wolnego ze względu na to, że jeszcze podjęłam inne studia językowe. Także mam akurat full pracy związanej z nauką języka niemieckiego - germanistyką. Ale w czasie wolnym lubię sobie poczytać książkę, dobrą gazetę, czytam od czasu do czasu "Politykę" - przynajmniej lubię tę gazetę, ale tak naprawdę czasami nie mam czasu nawet jej przeczytać, choć ją kupuję. Lubię także wyjść na spacer i jeździć rowerem. R.: Jakiej muzyki Pani słucha? M.D.: Praktycznie każdej. Nie mam jakiegoś takiego ulubionego typu. R.: Dziękujemy i życzymy przyjemnej współpracy z uczniami i sukcesów zarówno geograficznych jak i germanistycznych. M.D.: Dziękuję bardzo i pozdrawiam. Wywiad przeprowadzili:
Jędrzej "Charger" Lorek Karol "Mc Kajoj" Tomczak
Redakcja www Gim 21: Proszę powiedzieć, od kiedy pracuje Pan w naszej szkole? Pan Bogusław: Hmm... Niech pomyślę. W tej szkole pracuję od 1999 roku, czyli już siedem lat. R.: Czy lubi Pan pracę, którą wykonuje? p.B.: Oczywiście, że tak. Lubię przebywać wśród dzieci i młodzieży. Być może dlatego, że mam 14-letniego wnuczka. R.: Proszę zdradzić nam, co najchętniej kupują uczniowie w Pana sklepiku? p.B.: Zarówno młodsze dzieci, jak i starsze najczęściej proszą o pizzerki, hot dogi, słodkie napoje, drożdżówki. R.: To prawda. Szczególnie podczas długich przerw można dostrzec uczniów oblegających Pana punkt sprzedaży, a następnie jedzących wspomniane przez Pana produkty. Co skłoniło Pana do podjęcia pracy w charakterze sklepikarza w naszej szkole? p.B.: Powiem otwarcie. Zmusiła mnie do tego sytuacja. Pod koniec lat 90-tych zlikwidowano mój sklep, w którym pracowałem. Pozostałem chwilowo bez zatrudnienia. R.: Dziękujemy za szczerość. Na zakończenie tego krótkiego wywiadu, chciałybyśmy się dowiedzieć coś o Pana rodzinie. p.B.: Proszę bardzo. Moja żona pracuje także w szkolnym sklepiku na osiedlu "Górczyn". Zdarzało się, że w wyjątkowych sytuacjach zastępowała mnie i też mogła poznać tutejszą atmosferę i zwyczaje. Nasz syn jest już pełnoletni i studiuje na trzecim roku w jednej z gorzowskich uczelni. O wnuczku już wspomniałem. R.: Dziękujemy za poświęcenie nam chwili i udzielenie odpowiedzi na pytania. p.B.: Proszę bardzo. Również dziękuję. pytały: Inga Kołtun i Gosia Wączek
Redakcja www Gim 21: Czy spodziewałeś się, że zostaniesz przewodniczącym Samorządu Uczniowskiego? Denis Majewski: Może trochę ponieważ miałem wiele głosów w sondzie przedwyborczej. R.: Czy cieszysz się z wygranej? D.M.: No fajnie jest :-) Na razie nic się nie zmieniło, ponieważ mieliśmy jak do tej pory tylko jedno spotkanie. R.: Jakie planujesz zmiany? D.M.: Moim celem jest wprowadzenie zmian, które spowodują lepsze życie w szkole. R.: Jak spędzasz czas wolny? D.M.: Informatyka to moje główne zajęcie. Lubię również grać w kosza. Jeszcze od roku trenuję beatbox. R.: Jakiej muzyki słuchasz? D.M.: Lubię rap i hip hop, a na imprezach najlepiej bawię się przy techno. R.: Czy są osoby, którym zawdzięczasz wybór na przewodniczącego? D.M.: Dużo by wymieniać, ale m.in. mojej klasie, która się do tego przyczyniła w dużym stopniu. Muszę wspomnieć, że Tomek Wojtas, Marcin Cichy, Marta Durkacz, Maciej Koralewski najbardziej pomogli mi w zdobywaniu poparcia wyborców. Dziękuję tym, którzy na mnie zagłosowali. Postaram się, żebyście nie żałowali swojego wyboru. R.: Dziękujemy za rozmowę. D.M.: Również dziękuję. rozmawiały: Kasia i Inga
Biegającego z pękiem kluczy spotkałyśmy go przy szatniach. Otwierał boksy uczniom, którzy właśnie skończyli lekcje. Mimo wielu obowiązków zgodził się na udzielenie nam odpowiedzi na kilka krótkich pytań. Redakcja www Gim 21: Lubi Pan swoją pracę? Pan Krzysiu: No pewnie. R: Co się Panu podoba w naszej szkole? P.K.: Niektóre dzieciaki. Te maluchy są fajne.(właśnie podchodzi mały chłopczyk z pierwszej lub drugiej klasy szkoły podstawowej i prosi o otworzenie boksu). R: Właśnie takie lubi Pan dzieci? P.K.: Tak, takie. R: Kim chciał Pan zostać, będąc dzieckiem? P.K.: Hmm...sam nie wiem. Chyba kierowcą. R: Rajdowym? P.K.: Nie, nie. Zawodowym. R: Ma Pan jakieś niespełnione marzenia? P.K.: Hmm...Mam wszystko. Mam dzieci. Najstarsza córka kończy technikum, a najmłodszy syn chodzi do drugiej klasy technikum. R: Czym się Pan interesuje? P.K.: Lubię sport: piłkę nożna, żużel i tenis ziemny. R: Dziękujemy za poświęcenie nam chwili czasu. P.K.: Również dziękuję. Pytały: Kasia i Inga
Dyrektor Katarzyna Piechota: Dzień dobry R.: Czy uważa Pani, że Dzień Nauczyciela jest potrzebny? K.P.: Czy jest potrzebny? Nie wiem. Jest to miłe święto i dla nauczycieli i dla uczniów, bo dzięki temu nie ma zajęć lekcyjnych. No a ponadto jest tyle różnych świąt, w tylu różnych zawodach, więc myślę, że nikomu to nie przeszkadza R.: Niektórzy uważają, że Święto Edukacji Narodowej to także święto uczniów. Jakie jest Pani zdanie w tej sprawie? K.P.: Myślę że to jednak przede wszystkim pracowników szkoły i nauczycieli i innych pracowników z administracji i obsługi. W tym przypadku uczniowie jakby więcej zyskują, bo nie ma zajęć lekcyjnych, ale mają jakby szanse wyrazić uznanie dla tego, co się w szkole dzieje R.: Jest Pani obecnie dyrektorem gimnazjum wiec w pewnym sensie na szczycie... K.P.: Łańcucha pokarmowego(śmiech) R.: ...całego grona pedagogicznego. Czy jest to trudne zadanie? K.P.: Na pewno jest to trudne zadanie. Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam zanim zostałam dyrektorem, ale tak jest zawsze, że kiedy jest się na innym stanowisku to się ma zupełnie inne wyobrażenie Takie jest powiedzenie: "punkt widzenia zależy do punktu siedzenia". Miałam raz, że inne wyobrażenia, trochę inne plany, trudno jest to wszystko wprowadzać w życie co się kiedyś uważało za oczywiste. Jest wiele takich sytuacji, które nie pozwalają na pełną realizacje zamierzeń, o których nawet się nie wie, albo nie zdaje sobie z tego w ogóle sprawy będąc nauczycielem R.: Czy jest Pani zadowolona ze współpracy z innymi nauczycielami? K.P.: Generalnie tak. Mamy bardzo sympatyczne grono. Myślę, że wy też możecie to stwierdzić. Nauczyciele są w większości otwarci i na współpracę między sobą i z uczniami. Oczywiście są pewnie przypadki jak to w życiu, nie ma ideału Nie ma idealnej szkoły idealnych ludzi i ja też nie jestem idealna i może ktoś, kto ze mną współpracuje też ma różne odczucia na ten temat. Ale generalnie myślę, że na plus R.: To może trochę faktów. Ilu nauczycieli liczy gimnazjalne grono pedagogiczne? K.P.: Bardzo trudno odpowiedzieć. Mamy wszystkich zatrudnionych ok. 65 nauczycieli, z czego kilku jest na urlopach zdrowotnych kilku pracuje i w gimnazjum i w podstawówce. Jednak wydaje mi się że około 30. R.: W tym roku wypada 15 rocznica powstania szkoły. Czy w związku z tym zorganizowane będą specjalne uroczystości? K.P.: W ubiegłym roku obchodziliśmy wielką uroczystość nadania imienia szkole i w związku z tym, myślę, że poczekamy do 20-lecia R.: Czy podoba się Pani pomysł wprowadzenia do szkół mundurków K.P.: Gdyby nie pociągało to jakiś wysokich kosztów, a biorąc pod uwagę rodzaje mundurków (galowy, zimowy, sportowy) to jest to drogie przedsięwzięcie. Gdyby to się udało i gdyby to był taki fajny, zaakceptowany przez uczniów i rodziców ujednolicony strój szkolny, to tak. Może uczniowie poczuliby się jak w jakiejś ekskluzywnej szkole brytyjskiej. Jest to jednak mało realne przedsięwzięcie R.: W poprzednim roku szkolnym odbył się wspaniały koncert niemieckiej policji z Brandenburgii. Czy i w tym roku planowana jest podobna impreza? K.P.: Prawdę mówiąc my jako szkoła tego koncertu nie planowaliśmy. My zostaliśmy, jakby zaproszeni do współpracy przez policje. Ucieszyliśmy się z tego. Myślę, że uczniowie również pozytywnie się do tego odnieśli. Natomiast jak będzie w tym roku? Czy dostaniemy podobną propozycje? Trudno jest nam powiedzieć. Jeśli tak to pewnie ją przyjmiemy R.: Dziękujemy za rozmowę i do widzenia K.P.: Ja również dziękuję rozmawiali Karol Tomczak i Jędrzej Lorek
Tomek Dworczanin: Takie prawdziwe przygotowania zacząłem dopiero tydzień przed konkursem rejonowym. R: Stały Ci na drodze jakieś przeszkody w osiągnięciu celu? T.D: Tak,... inne konkursy n.p. "Nad Wartą i Notecią" i... kurator, który podwyższył próg wymagany do uzyskania tytułu Laureata. R: Jednak kurator zmienił rozprządzenie i Tobie i innym uczniom przyznano należny tytuł Laureata. Jak świętowałeś ten sukces? T.D: Na początku bardzo się cieszyłem, skakałem i wygłupiałem się tak, że o mało nie złamałem nogi, ale potem wróciłem do porządku dziennego. R: Rodzice pewnie są z Ciebie dumni a w nagrodę zorganizowali Ci wspaniałe wakacje. Czy tak? T.D: Wakacje miałem już zaplanowane na początku lutego. Plany jak na razie się nie zmieniły, choć może wydarzy się jakaś niespodzianka. Wybieram się do Międzyzdrojów. R: W tym roku kończysz gimnazjum, więc do jakiej wybierasz się szkoły? Ogólniak, technikum a może zawodówka?:) T.D: Zamierzam iść do I LO. To jest dobra szkoła więc pewnie przygotuje mnie na dalszą drogę edukacyjną. R: A kim planujesz zostać w przyszłości? T.D: Najbardziej chcę zostać politykiem. Jeżeli to nie wypali, zamierzam poświęcić się historii lub europeistyce. R: A stawiasz już jakieś kroki w polityce? Młodzi Demokraci? Może inne organizacje? T.D: Na razie są to wyłącznie plany nie poparte działaniami. Pewnie w liceum dopiero spróbuje przystąpić do młodzieżówki partii odpowiadającej mi poglądami. R: Dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę sukcesów w liceum i przyszłym życiu. Pytała Kasia Kalmus
Anna Wardyn: Od zawsze moim marzeniem było zwiedzenie Australii. Egzotyczny klimat i nieznane piękno przyciągają. R: Największe marzenie? A.W.: Marzeniem związanym pracą to uczyć tak by młodzież pokochała literaturę. R: Czy wierzy pani w przesądy? A.W.: Czarne koty, odpukiwanie w niemalowane to nie moja dziedzina. Nie wierzę w to, ale wierzę w intuicję i telepating, często myślę o kimś i ta osoba telefonuje. R: Sentencja, którą kieruje się Pani w życiu? A.W.: Myślę, że nie ma takich słów. Ważne są wartości. Jednak są myśli, które kieruję do uczniów w pamiętnikach np.: fragment "Sprawiedliwości" Jana Twardowskiego : gdyby wszyscy byli silni jak konie gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w milości gdyby każdy miał to samo nikt nikomu nie byłby potrzebny" A.W.: Trudno podać konkretny tytuł, lubię Mrożka, Kafkę, Gombrowicza. R: Rodzaj muzyki jaki Pani słucha? A.W.: Wszelka poezja śpiewana. Swego czasu grałam na gitarze, jednak przestałam. Byłam samoukiem i zapomniałam. Lubię też zespół "Voo Voo", ale te lżejsze utwory. R: Co robi pani w wolnym czasie? A.W.: Czytam książki. R: Czy ma pani jakiś magiczny sposób na to, że uczniowie tak bardzo Panią kochają? A.W.: Chyba nie. Czasami jestem niepewna, nie chcę się przypodobać, jak inni wymagam i stawiam jedynki. R: Czy cieszy się Pani z otrzymanej nagrody? A.W.: Bardzo, ale również mnie onieśmiela. Patrząc na moich kolegów po fachu myślę, że wielu z nich powinno dostać nagrodę, ponieważ są bardziej skuteczni, ale jestem dumna z wyróżnienia:). R: Dziękujemy i życzymy sukcesów zawodowych. Pytała: Kasia Kalmus
Sara Mioduszewska: Nie spodziewałam się wygranej, ponieważ miałam groźnych konkurentów, którzy swoją kampanią i obietnicami przewyższali moje możliwości. Wszędzie było widać plakaty z Eweliną oraz przekonywującą kampanię Mateusza. Jednak cieszę się z wygranej. R. Gim 11: Wygrałaś w drugiej turze wyborów większością głosów. Zaufało Tobie wiele koleżanek kolegów. Co postanowiłaś zmienić, ulepszyć, poprawić? Sara: Hmm...Nie bardzo wiem co chciałabym zmienić, ale na pewno chciałabym polepszyć życie uczniów. R. Gim 11: Postanowienia postanowieniami, ale co zrobiłaś? Sara: Z przykrością stwierdzam, że nic nie udało mi się zrobić, ale pragnę wykazać się na Walentynki. R. Gim 11: Trzecia klasa gimnazjum. Wszyscy wiemy, z czym to się wiąże, ogromna pogoń za punktami. Czy to właśnie przeszkadzało Ci w aktywnym działaniu? Sara: Tak, przygotowywałam się do konkursu z historii i zajęło mi to naprawdę wiele czasu. W tym półroczu postaram się zrobić więcej by pozostawić po sobie dobre wspomnienia. R. Gim 11: Przed nami właśnie nowe półrocze, co planujesz w tym czasie? Sara: Oczywiście niezapomniane Walentynki oraz dzień wiosny a co do reszty to zależy, co cały Samorząd ustali. R. Gim 11: Przewodnicząca SU... Większość uczniów chciałaby wiedzieć o Tobie trochę więcej. Jak planujesz spędzić ferie? Sara: W pierwszym tygodniu jadę na narty a w drugim tygodniu będę odpoczywała w domu. R. Gim 11: Okulary, uśmiechnięta buzia i odpowiedzialna pozycja w szkole a w przyszłości w jakim zawodzie się widzisz? Sara: Jak byłam mała to jak każda dziewczynka myślałam by zostać piosenkarką lub aktorką, potem miałam wiele marzeń, ale teraz najbardziej chciałabym zostać archeologiem, jeśli się nie uda, to psychologiem. R. Gim 11: Trzy lata w gimnazjum i kilka lat w podstawówce jak wspominasz te wszystkie chwile? (lekcje, przerwy). Sara: Jestem zadowolona ze szkoły, oczywiście w gimnazjum było trudniej nowi nauczyciele, nowe kryteria jednak po kilku miesiącach przyzwyczaiłam się i teraz jestem szczęśliwa. R. Gim 11: Kilka słów od siebie kierowanych do uczniów z młodszych klas...? Sara: Ogólna rada to uczcie się lecz nie zaniedbujcie życia prywatnego R. Gim 11: Dziękujemy za rozmowę i życzymy sukcesów. Rozmawiała: Kasia Kalmus
p. Marian Joniec: Witam, mam nadzieję, że będę w stanie odpowiedzieć. R: Skąd Pan pochodzi, gdzie się urodził i wychował? M.J.: Pochodzę z Lublina, tam się wychowałem, spędziłem wczesne lata swojego dzieciństwa, a także skończyłem szkołę średnią o profilu lekkoatletycznym. R: Posiada Pan rodzeństwo, a może jest jedynakiem? W tych czasach z reguły rodziny były wielodzietne, czy także i w Pana przypadku? M.J.: Nie, jedynakiem nie jestem. Mam dwie siostry i brata. A imion nie zdradzę R: Jest Pan tajemniczy. A jakim był Pan uczniem? Co stanowiło mocne, a co słabe strony? M.J.: Jakim uczniem (śmiech). Jeżeli chodzi o naukę to nie było z nią wcale rewelacyjnie. Mocne strony stanowił sport. Byłem mistrzem Polski w biegu na 1500m i brązowym medalistą na 800 m. R: W takim razie gratulujemy osiągnięć. Czy zostanie nauczycielem było Pana marzeniem? Był to cel zamierzony? Nie żałuje Pan tej decyzji? M.J.: Nie, nie żałuje. Zawsze byłem związany z ludźmi a w szczególności ze sportem, dlatego wybrałem zawód nauczyciela wychowania fizycznego. R: Gdyby mógłby się Pan cofnąć w czasie, czy wybrałby Pan to samo zajęcie? M.J.: Tak, myślę, że tak. Nie żałuje żadnej chwili w moim życiu. R: Jakie Pan miał marzenia w dzieciństwie? Co Pana w życiu fascynowało, do czego ciągnęło? M.J.: Uuu, jakie one mogły być, to było dawno. Jak każdy mały chłopiec wybrałem jeden z najbardziej pospolitych, popularnych zawodów. Chciałem zostać strażakiem. Później od piątej klasy, szkoły podstawowej byłem związany ze sportem, trenowałem piłkę ręczna i myślałem o tym poważniej. R: Jaka jest Pana pierwsza myśl po przyjściu do pracy. M.J.: Następny zestaw pytań proszę (śmiech). R: Czy kiedykolwiek uczył Pan w innej szkole, czy kariera nauczyciela zaczęła się w ZSO 11? M.J.: Tak, pracowałem kiedyś w szkole w Goszczanowie. Obecnie oprócz nauczania, pracuję jako trener lekkiej atletyki w AZS AWF w Gorzowie Wlkp., no i tu w szkole. R: Jakie jest Pana zdanie na temat profilowania klas? M.J.: Przykro mi, nie jestem za bardzo zorientowany R: Co sądzi Pan o naszej szkole? Prosimy o ocenę wyglądu, poziomu nauczania i zachowania uczniów. M.J.: Na razie nic konkretnego nie mogę powiedzieć na temat poziomu nauczania czy wyglądu szkoły. Jednak, jeżeli chodzi o zachowanie uczniów, uczniów z którymi pracuję jestem mile zaskoczony. Są zdyscyplinowani i chętni do ćwiczeń, szczególnie, gdy mowa o piłce nożnej. R: Co Pan ceni w ludziach? M.J.: Myślę, że cechy charakteru, które najbardziej cenie u drugiego człowieka to prawdomówność, szczerość, uczciwość i koleżeństwo. R: Kto jest Pana autorytetem? Czy tak jak większości u ludzi, Jan Paweł II po śmierci? M.J.: Moim autorytetem? Hm... szczerze mówiąc nie mam jako takiego. R: Lubi Pan zwierzęta? A może posiada jakieś? M.J.: Lubię zwierzęta. Mam psa owczarka niemieckiego, który wabi się Simba. Uwielbiam chodzić z nim na spacery, bawić się. R: Co najchętniej robi Pan w wolnym czasie? M.J.: Jak nie uprawiam sportu i nie jeżdżę na rowerze, to zajmuję się własną firmą, a konkretniej produkcją elementów ogrodowych. R: Ulubiona potrawa to... M.J.: Mmm... ogólnie jestem smakoszem ale szybkie i proste w zrobieniu potrawy lubię najbardziej... są nimi spaghetti i pizza. R: To koniec naszych pytań, serdecznie dziękujemy za udzielenie nam wywiadu. Życzymy sukcesów sportowych Panu jak i podopiecznym. pytały: Karolina i Agnieszka
Ewelina Grzywińska: Na pewno się dużo uczyłam, ale nie przez cały czas, lecz przed każdym etapem miałam takie dwa tygodnie intensywnej nauki. Bardzo lubię historie i mam cały czas z nią do czynienia wiec nie musiałam się dużo przykładać do nauki R: Kto Ciebie przygotowywał do olimpiady? E: Największa role odegrała Pani Janus, która jest świetnym nauczycielem i bez niej nie osiągnęłabym takiego sukcesu. R: Jak zareagowali nauczyciele na wieść o Twoim sukcesie? E: Niektórzy byli zdziwieni, ale ogólnie reakcje były bardzo miłe R: A Twoi rówieśnicy, jaka była ich reakcja? E: Wszyscy raczej się cieszyli, gratulowali i zazdrościli mi tego, że nie muszę pisać egzaminu R: Nie musiałaś pisać testu humanistycznego wiec dostajesz maksymalnie 50 punktów i każda szkoła przyjmie Ciebie z otwartymi ramionami. Do jakiej szkoły się wybierasz? E: Moją wymarzoną szkołą jest II Liceum Ogólnokształcące przy ulicy Przemysłowej R: Dlaczego właśnie ta? E: Ponieważ podoba mi się jej system, inny niż w pozostałych szkołach. I będę mogła się lepiej ukierunkować na swój przyszły zawód R: A co chciała być studiować? E: Jeszcze dokładnie nie wiem gdyż waham się miedzy historia a psychologia. Ale myślę, że jednak zwyciężą moje zamiłowania historyczne R: Zostałaś zwolniona z testu humanistycznego, a co z matematyczno-przyrodniczym? Jak do niego podeszłaś? E: Raczej z marszu, nie przepadam za przedmiotami ścisłymi i kompletnie ich nie rozumiem. Więc wiedziałam, że jego wynik nie będzie rewelacyjny R: Wielu uczniów twierdzi, że był trudny a Ty? Jakie masz zdanie na ten temat? E: Ogólnie uważam, że test był łatwy, ale popełniłam trochę drobnych błędów i wynik nie będzie bardzo wysoki R: Czy teraz po egzaminach i olimpiadzie masz inne nastawienie do nauki niż z początku roku? E: Biorąc pod uwagę to, że jestem już po egzaminach i olimpiadach nie chce mi się zbytnio uczyć R: W Twojej klasie oprócz Ciebie jest jeszcze trzech laureatów! Jakub Morawski, Katarzyna Fortuna i Magdalena Serbakowska. Czy uważasz swoja klasę za najlepszą w szkole? E: Moja klasa zawsze była najlepsza! (śmiech) R: Jaką wskazówkę dasz tym, którzy będą chcieli przystąpić do olimpiady w przyszłym roku? E: Żeby zawsze wierzyli w siebie, żeby byli optymistami, uczyli się i przede wszystkim lubili ten przedmiot, z którego będą startować, bo jak go nie będą lubić to będzie im bardzo trudno R: Dziękuję za rozmowę Pytania zadawała: Basia Gregorowicz
Kasia Fortuna: Nigdy nie pokładałam wielkiej nadziei w geografii, skupiałam się raczej na historii. Dopiero kiedy dowiedziałam się że przeszłam do etapu wojewódzkiego zdałam sobie sprawę że zdobycie tytułu laureata jest możliwe, że jest to szansa i wtedy zaczęłam się dokładnie przygotowywać R: Jak wyglądały Twoje przygotowania do konkursu? Czy bardziej polegałaś na rozumieniu zagadnień czy może uczyłaś się pamięciowo? K: Kilka razy byłam na kółku geograficznym, pan Gul udostępnił OGROMNĄ ilość książek i ćwiczeń dlatego głównie przygotowywałam się w domu, przede wszystkim czytałam podręczniki i rozwiązywałam zadania obliczeniowe R: Bałaś się czy byłaś raczej pewna poziomu swojej wiedzy? Jak to jest zostać laureatem z geografii? K: Bardzo się bałam idąc na ten konkurs, ale strach minął jak tylko zobaczyłam pytania, z sali wyszłam zadowolona. Etap wojewódzki okazał się dla mnie o wiele łatwiejszy niż rejonowy. Oczywiście nie miałam pewności że zostanę laureatką. Byłam szczęśliwa ponieważ tytuł ten zwolnił mnie z trudniejszej części egzaminu. Ominie mnie również stres związany z rekrutacją R: Dokładnie. Dostałaś przepustkę do każdej ze szkół, na jaką padł Twój wybór? K: Wybieram się do I LO na Puszkina i będzie to najprawdopodobniej klasa matematyczno-historyczna R: Czyli nic wspólnego z geografią? K: Przyszłość wiąże z historią od zawsze się tym interesowałam. Nie odrzucam jednak tego przedmiotu R: Jak na Twój tytuł zareagowało najbliższe otoczenie, koledzy i koleżanki ze szkoły...? K: W mojej klasie jest także 3 innych laureatów, więc spotkałam się z pozytywną reakcją. Byłam zaskoczona, ponieważ gratulowało mi również wielu nauczyhcieli R: Dziękujemy za rozmowę i życzymy sukcesów w przyszłości.
Kasia Sender: Szczerze mówiąc to miałam więcej szczęścia niż rozumu. Najwięcej przygotowywałam się do ustnej części konkursu, która była najtrudniejsza, bo to przede wszystkim loteria. Cieszę się, że się udało, chociaż tak naprawdę jeszcze nie mogę w to uwierzyć. R: Co pomogło Ci osiągnąć tak wielki sukces będąc jeszcze w drugiej klasie gimnazjum? K: Co za banalne pytanie, oczywiście talent (śmiech). A tak na poważnie to wytrwałość w dążeniu do celu i ogromna cierpliwość R: Wierzysz w traf losu, przeznaczenie? K: Wierzę, ale nie do końca, bo uważam, że najwięcej możemy osiągnąć dzięki swojej pracy i silnej woli. Sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie i musimy zrobić wszystko aby być szczęśliwymi a nie liczyć na traf losu R: Dlaczego wybrałaś akurat język polski? K: Już w podstawówce zostałam laureatką z polskiego a to ogromnie pomogło mi w konkursie gimnazjalnym. Lubię pisać i stwarzać swój idealny świat, gdzie wszystko jest piękne R: Więc wiążesz swoją przyszłość z polonistyką? K: Nie wiem, raczej nie. Polski to bardziej moje hobby niż coś co chciałabym robić w życiu. Bardzo chciałabym być psychiatrą, bo słyszałam, że wszyscy lekarze nie są do końca normalni ;), poza tym fascynuje mnie ludzki umysł. Szczerze mówiąc to trochę się boję, gdyż niektóre przypadki są naprawdę dziwne R: A szkoła? Myślałaś już nad wyborem liceum? K: Rozważam I i II LO R: Jakie znaczenie dla Ciebie ma nauka? Zdarza się, że rezygnujesz ze spotkań towarzyskich na rzecz podręczników? K: Nie, staram się tak zorganizować czas, by ze wszystkim zdążyć. Czasami jest to trudne ale daje radę R: Powiedz nam czy jest jakaś rzecz, która pochłania Cię całą, pasjonujesz się czymś? K: Nie mam takiej rzeczy, której poświęcałabym całe dnie, chociaż bardzo bym chciała, żeby tak było. Interesuję się psychologią, żeglarstwem, lubię czytać książki i wtapiać się w świat fikcji. Tańczę także w zespole ludowym - "Małe Gorzowiaki" R: Żeglarstwo? To zaskoczenie. Nie znaliśmy Cię z tej strony. K: Mam patent żeglarza, który uzyskałam na obozie żeglarskim. Muszę powiedzieć, że bardzo się bałam, nigdy wcześniej nie wydawało mi się to takie trudne R: Wracając do książek, jaki typ epiki jest Tobie najbliższy? K: Oczywiście psychologiczne książki w których mogę odnaleźć siebie i otaczający mnie świat R: Jaką ostatnio przeczytaną książkę poleciłabyś innym? K: Myślę, że warto zapoznać się z "Ptaśkiem" W. Whartona. Opowiada ona o chłopcu, który trafił do szpitala psychiatrycznego ze względu na ogromne zainteresowanie ptakami, on sam chciał, jak one, nauczyć się latać. To trudna książka o przyjaźni i poszukiwaniu własnej tożsamości R: Który bohater książkowy jest najbliższy Twojemu sercu? K: Christiane F. z "My, dzieci z dworca ZOO", ponieważ mimo trudności losu udało jej się wyjść z nałogu R: Utożsamiasz się z nią w jakiś sposób? K: No nie żartuj, nie jestem narkomanką i nie mam nałogów R: W kategorii książki czy telewizja, co byś wybrała? K: Zależy kiedy i w jakim jestem nastroju. Telewizja to przede wszystkim mój ukochany serial "M jak miłość" a książki to ucieczka w krainę fikcji w której czuję się bezpieczna R: Łatwo się wzruszasz? K: Chyba nie, wzruszam się tylko wtedy gdy naprawdę mnie coś poruszy. Nie płaczę kiedy oglądam film albo czytam książkę, bo wiem, że zwykle jest to tylko wymysł autora a nie autentyczne wydarzenia R: A jak nasza Laureatka radzi sobie z codziennymi problemami? K: Analizuję je, staram się znaleźć przyczyny a potem powoli próbuję je rozwiązać. Czasami zachowuję się jak opętany psycholog R: Inni uczniowie Gimnazjum widza Cię tylko na szkolnych korytarzach, większość z nich nigdy z Tobą nie rozmawiała. Mogłabyś opisać siebie w kilku słowach? K: Opisanie siebie w kilku słowach graniczy z cudem, bo tak naprawdę sama o sobie dużo nie wiem. Mogę powiedzieć, że lubię się śmiać, potańczyć, skakać a moi przyjaciele uważają mnie za lekko stukniętą, nie przeszkadza mi to jednak, bo cenię sobie oryginalność R: Więc podpisałabyś się pod stwierdzeniem, że "Śmiech to zdrowie"? K: Tak, bo śmiech to radość życia, bez tego nie da się wytrzymać R: Zauważyłyśmy, że jesteś osobą bardzo skromną, nie lubisz mówić o sobie? K: No wiesz, jestem ładna, fajna i w ogóle (śmiech). To chyba świadczy o mojej skromności chociaż w głębi duszy jestem małą pokorną Kasią, która boi się wielkiego świata. R: Łatwo otwierasz się na ludzi? K: To zależy od człowieka z którym rozmawiam. Czasami potrafię opowiedzieć komuś całą historię swojego życia, innym razem czuję barierę, która mnie od kogoś odpycha R: Jaki masz stosunek do stereotypów? K: Staram się traktować człowieka jako jednostkę a nie członka jakiegoś zgrupowania. Każdy jest inny i zanim się go ocenia trzeba go poznać R: Masz jakieś nawyki, przyzwyczajenia? K: Często bywam rozkojarzona. Potrafię umyć głowę bez szamponu albo pójść do łazienki by umyć ręce by po chwili zorientować się, że już wzięłam prysznic R: Co wzbudza w Tobie strach? K: Przyszłość, bo nigdy nie możemy przewidzieć co się stanie R: Na koniec - jaką radę dałabyś uczniom, którzy chcą spróbować swoich sił w przyszłym roku? K: Niech wierzą w siebie, nie załamują drobnymi porażkami. Muszą pamiętać, że dla nich też kiedyś zaświeci słońce R: Dziękujemy, za miłą i pożyteczną rozmowę Rozmowę przeprowadziły: Ania Koniarek, Patrycja Pawlak
Magda Serbakowska: Bardzo dużo, łatwo opanowuje materiał, ale było go bardzo dużo i musiałam robić wiele zadań i poznać wiele wzorów fizycznych. R: Już po testach gimnazjalnych a Ty byłaś zwolniona z części matematycznej i masz wolny wstęp do każdego liceum czy przejmujesz się testami, czy też punktacja jest Ci już obojętna? M: Liczą się dla mnie punkty jako skala porównawcza, ponieważ jest to test sprawdzający moją wiedzę i chciałabym wypaść na nich jak najlepiej, boję się zadań z historii, że sobie nie poradzę... R: Jak przyjęłaś wiadomość, że zostałaś laureatką? Uczciłaś to w jakiś sposób? M: Rozpłakałam się oczywiście ze szczęścia i poszłam z koleżanką na lody R: Jakie liceum wybierzesz i dlaczego? M: II LO czyli potocznie nazywane "Przemysłową". Mój brat tam się uczy i dzięki niemu dowiedziałam się sporo o tamtejszym systemie nauczania, który bardzo mi się podoba i o atmosferze w szkole, myślę, że to dobry wybór R: Który etap konkursu kosztował Cię najwięcej nerwów? M: Oczywiście trzeci, byłam bardzo zdenerwowana i myślałam "Jak mi teraz nie pójdzie to się załamię. Ta cała nauka pójdzie na marne" Całe szczęście udało się R: Jak przygotowanie do konkursu wpłynęło na Twoje życie osobiste? M: Przed finałem przez prawie dwa tygodnie nie wychodziłam z domu, nie miałam na nic czasu, ale przyjaciele byli wyrozumieli wiedzieli, że konkurs jest dla mnie bardzo ważny R: Czy czujesz się teraz bardziej doceniana przez nauczycieli? M: Nie, wręcz przeciwnie, czuję się niezauważana, gdy chcę coś powiedzieć to żaden nauczyciel nie bierze mnie do odpowiedzi a matematyczka żartuje, że na jej lekcjach "mam siedzieć cicho" (śmiech) R: Czy przed konkursem byłaś zwalniana z jakichkolwiek zajęć szkolnych, odrabiania lekcji i sprawdzianów? M: W dzienniku pojawiła się kartka, że mam być łagodniej traktowana i tak było, za co jestem wdzięczna, ale tylko raz nie poszłam do szkoły tuż przed finałem parę razy zdarzyło się również, że na lekcji szłam na dodatkową fizykę lub matematykę R: Czy masz jakąś receptę na takie sukcesy? Może amulet, coś, co mogłoby Ci pomóc? M: Każdy konkurs pisałam długopisem z podobizną Alberta Einsteina a na ławce trzymałam małego pluszowego misia i oczywiście przed testami musiałam zjeść jakiegoś batona bądź czekoladę R: Czy cieszysz się, że masz to już za sobą? A może chciałabyś jeszcze raz spróbować swoich sił w jakimś konkursie? M: Na początku myślałam, że po tym wszystkim będę miała dość i dam sobie spokój, ale jednak brak mi tych sukcesów i napięcia, dlatego startuję jeszcze w innym konkursie pod nazwą: "Ogólnopolski Konkurs Fizyczny" R: Oczywiście życzymy powodzenia. Ale czy takie sukcesy zmieniają coś w Twoim życiu? M: Mam pewność, że poradzę sobie w zawodzie, który wybrałam (architekt) a do takiej pracy potrzebna jest wiedza fizyczna, matematyczna i oczywiście mam satysfakcję R: Boisz się iść do liceum? Żal Ci będzie opuszczać naszą szkołę? M: Z jednej strony bardzo chcę iść do liceum osiągać następne sukcesy, ale z drugiej strony jest też lęk, nowi nauczyciele, uczniowie, budynek, mimo wszystko myślę, że dam sobie radę R: Czy były chwile, że miałaś wszystkiego dosyć, nie chciało Ci się już uczyć? Jeśli tak to, co wtedy robiłaś? M: Były takie momenty i to nie raz i wtedy szłam na długi spacer z psem lub oglądałam jakiś dobry film, odrywałam się od nauki i wypoczywałam R: Czy jest ktoś, komu chciałabyś szczególnie podziękować? M: Przede wszystkim pani Hannie Sender, pani Elżbiecie Dalidowskiej i pani Irenie Rochowiak za przygotowanie oraz innym nauczycielom, że przed konkursem dali mi dużo luzu R: Czy masz jakieś przesłanie do uczniów naszej szkoły? M: Tak, chciałabym powiedzieć, że to, iż jestem laureatką nie znaczy że jestem "inna" jak niektórzy uważają. Po prostu wzięłam się w garść i ostro przyłożyłam do nauki by osiągnąć zamierzony sobie cel R: Dziękuję za rozmowę i życzę następnych sukcesów. Pytała: Kasia Kalmus
Justyna Stokłosa: Hej! R: Minęło pół roku odkąd zostałaś wybrana na przewodniczącą. Czy spodziewałaś się tylu głosów? J.S.: Na pewno miałam nadzieję, ale nie myślałam, że wygram Red: Co jako Samorząd zrobiliście w I półroczu? J.S.: Organizowaliśmy dyskoteki i różne imprezy szkolne takie jak np. Mikołajki, a teraz Walentynki, cały czas zbieramy pieniądze na szkołę Red: Jesteś w 3 klasie gimnazjum. Czy praca w Samorządzie nie koliduje z nauką? J.S.: Myślę, że nie, mam mnóstwo zajęć, angielski, treningi, ale potrafię połączyć przyjemność z nauką i obowiązkami Red: Czy Samorząd ma już jakieś plany na II półrocze? J.S.: Planujemy dyskoteki, imprezy kalendarzowe i okazyjne, mamy dużo pomysłów! Red: Czy praca Samorządzie jest pracochłonna? J.S.: Pochłania dużo pracy szczególnie robienie plakatów, zorganizowanie wszystkiego, ale ja uważam że jest to przyjemność i nie szkoda mi czasu Red: Jak planujesz spędzić ferie zimowe? J.S.: Miałam jechać na obóz sportowy ale nie wyszło dlatego mam do wyboru Wrocław albo ciocię w Ostrowie Red: Dużo mówisz o sporcie jaką dyscyplinę uprawiasz? J.S.: Trenuję lekkoatletykę, skok o tyczce i biegi Red: Chcecie też pomagać w nauce słabszym uczniom. Jak to robicie? J.S.: Plakat na tablicy ogłoszeń informuje o świetlicy dla uczniów gdzie można spotkać, pogadać, odrobić lekcje z kimś z nas. Jestem tam wolontariuszką. Może mam swój udział w poprawie ocen u "młodzieży", ale są też zajęcia wyrównania wiedzy. Red: Czy myślałaś żeby wprowadzić do samorządu swoje własne elementy, pasje i hobby? J.S.: Raczej trudno by mi było, bo chyba niewiele osób chce skakać o tyczce. Chyba, że stworzymy klub ludzi kochających słodycze! Red: Czy do pracy w SU angażujecie osoby spoza samorządu? J.S.: Kilka osób że tak powiem "weszło" do Samorządu. Przez to, że ja jestem w SU to i moje przyjaciółki z klasy działają ze mną. Red: Jesteś w lasie III gimnazjum. W jakiej szkole kontynuować naukę? J.S.: Na pewno nie pójdę do szkoły, w której sobie nie poradzę. Myślę, że złożę papiery do "chemika" do klasy o profilu humanistycznym i na Okólną do klasy sportowej. Red: Jak myślisz, przewodniczenie SU pomoże Ci dostać się do wybranej szkoły ponadgimnazjalnej? J.S.: Szczerze mówiąc nie wiem, bo chyba większa uwaga zostanie zwrócona, na co innego- wyniki w nauce. Red: Jakie masz plany na Walentynki? J.S.: Będę zapracowana przez cały dzień, zajmę się roznoszeniem walentynkowych kartek w klasach, może jakaś niespodziewana randka? Red: Czy spodziewasz się dostać od kogoś walentynkę? J.S.: Na pewno od przyjaciół, niekoniecznie z miłości, raczej za to, że mnie lubią. Red: Co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze? J.S.: Chyba bycie sobą. Myślę, że w życiu chodzi o to, żeby nie ulegać, robić wszystko, na co ma się ochotę Red: Co poradzisz innym żeby "byli sobą"? J.S.: Żeby nie byli za bardzo wpływowi, żeby nie ulegali namowom. Powinni mieć swoje zasady, własne ja. Red: Dziękujemy ci za wywiad i życzymy powodzenia w dalszej pracy w samorządzie J.S.: Dzięki
Rozmawiały
Patrycja Pawlak Kasia Kalmus Ania Koniarek
Redakcja www Gim 11: Co Pan sądzi o Dniu Nauczyciela? p. Adam Musiałowski: Cieszę się, bo wtedy mamy wolne.:) Ale w tym roku był niespodziewanie normalny dzień pracy tylko nie odbywały się lekcje. R. Gim 11: Czy uważa Pan, że taki dzien jest potrzebny? A.M.: Nie wiem..., mam mieszane uczucia, zwłaszca na następny dzień, ale mam wrażenie, że ten dzień figuruje tylko w kalendarzu a nie naprawdę. Wolałbym żeby zawód nauczyciela był zewsząd bardziej szanowany a ten dzień bardziej podniosły i uroczysty jak w poprzednich latach. Uważam, że ten dzień jest potrzebny ale myślę, że każdy nauczyciel do tego dnia podchodzi mniej emojonalnie niż kiedyś. R. Gim 11: Jak spędził Pan ten dzień? A.M.: W świetlicy od 10 do 15 potem w domu wieczorem urządziłem uroczystą kolację. R. Gim 11: Czy oczekiwał Pan jakiś prezentów? A.M.: Nie, nie oczekiwałem. Tak jak kolejarz w swoim dniu nie czeka na obdarowywanie od podróżnych. Sympatycznie jest jednak dostać kwiatka z życzeniami, pod warunkiem że są szczere. R. Gim11: Co Pan najbardziej lubi w tym święcie? A.M.: W tym dniu uwielbiam założyć garnitur, ale tydzien temu moje marzenie się nie spełniło.:( Pytała i notowała: K.S.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|